4 września 2016

Babskie bieganie ma swój urok, albo nawet dużo….

Na zdjęciu brakuje "mojej grupy" bo się spóźniła na fotkę...a wiadomo, że na starcie wygląda się dużo lepiej niż na mecie....fot. miła biegaczka


Jejku jak miło było się spotkać, pogadać, a że przy okazji się spociłyśmy i trening zrobiony to tylko dodatek.

Jakie jest dziewczyńskie bieganie? Na pewno różne. Będzie bez nazwisk, bo po co, każda ma inny powód. Biegamy: żeby schudnąć, żeby sobie pokazać co potrafimy, żeby się ścigać, żeby walczyć ze słabościami, żeby czuć się częścią biegowej rodziny, żeby się pokazać, żeby poprawić kondycję, żeby pogadać, żeby się spotkać…myślę, że tych „żeby” jest wiele, pewno część – schudnąć – się powtarza, podobnie jak – ścigać się. Jednocześnie dziś na tylko kobiecym biegu udało się połączyć (prawie) cele wszystkich dziewczyn.

Owszem część ustawiła się z przodu stawki, żeby po 500m przejść do marszu, tyle, że myślę, że nie zrobiły tego specjalnie, ot nie pomyślały. Mam nadzieję, że następnym razem ocenią swoją kondycję biegową i nie będą przeszkadzać koleżankom. Te najszybsze ustawiły się z przodu i nic tylko gnać! Dziś pogoda nie ułatwiała, było bardzo gorąco i słonecznie. To jeszcze nie był jesienny bieg tylko zawody rozegrane w upale.


Chyba posłucham zegarka...fot. D.Szymborska


Udało się nam (prawie wszystkim) dotrzeć na zdjęcie przed biegowe, odstać swoje do łazienki – specyfika babskich biegów – długie kolejki do łazienki i pobiec. Biegłyśmy z „podziałem na grupy” i było super. Ja wybrałam grupę konwersacyjną i nadrabiałam półroczne zaległości w plotkach. Przydałby się półmaraton bo zdecydowanie się nie nagadałyśmy…

Teraz o samej organizacji biegu – wczoraj odbiór pakietu startowego –bez problemu, miła obsługa. Dziś dużo łazienek – bardzo ważne, badania, atrakcje, zawody dla dzieci – dużo animacji. Punktualny start. Świetna grupa bębniarzy na mecie. Pomiar czasu, SMS z wynikiem, świetna atmosfera. Śliczny medal – tak, tak wiem, nikt się nie przyznaje, że mu zależy na medalu, ale jak już mam coś dostawać to wolę jak to jest ładny, przemyślany medal a nie ohydka. A koszulka techniczna w dobrym gatunku i bez reklam banku na rękawach, plecach – ot napis sponsora i nazwa biegu z przodu i tyle!


Z gorszych rzeczy – bardzo wąskie gardło na starcie, brak stref, dlatego nie mam pretensji do dziewczyn, które przechodziły do marszu, a stały z przodu stawki – jeżeli to był ich debiut, to można nie pomyśleć i tak się głupio ustawić, grunt to tego nie powtarzać. Brak oznaczeń kilometrów – może były ale ani koleżanka z którą biegłam ani ja ich nie zauważyłyśmy. Wreszcie zmyłkowa meta – coś czego nie cierpię- baner sponsor, a meta 100 metrów za tym – można się przeliczyć z siłami na finisz. Tłok na mecie – pewno jakbyśmy były szybsze to, by były pustki a tak ścisk, zdaje się dla tych, które dobiegły po 40  minutach już brakowało wody – duży minus.

Po biegu zostało mi jeszcze, jak się okazało 8 kilometrów z małym hakiem by dobiec do domu. Miało być 15 a wyszło 13 „coś”, było gorąco i nie uśmiechała mi się rundka wokół osiedla, wybrałam chłodny prysznic.


Do domu wróciłam pełna dobrej energii, zmęczona – zegarek mówi, że mam 21, a bardziej miałam 21 godzin odpoczywać. Niedzielę uznaję za bardzo udaną. Ogromnie cieszę się z sukcesów koleżanek – cudowne czasy, świetny debiut….za rok, jak termin będzie mi pasował to też się zapisuje, bo miło jest być częścią wesołej grupy biegaczek!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa