14 września 2016

Znowu (prawie) mi zniszczyli/pogryźli/ukradli wodę na treningu

Pewno, że zgadzam się z napisem na bidonie, ale to nie takie proste....fot. D.Szymborska


Nie przypominam sobie takiego ciepłego września. To jeden z tych miesięcy, które dobrze zapamiętuje bo na połowę września przypadają ostatnie długie wybiegania, podbiegi….wszystko po to by dobrze wypaść na królewskim dystansie.

Nie cierpię treningu pod maraton, nie tylko dlatego, że paznokcie u stóp – a szkoda gadać, ale też dlatego, że wiem, że są męczące, czasochłonne….Jednak, raz albo dwa razy w roku zgodnie z planem treningowym ruszam z akacją przygotowanie do maratonu. Psioczę, narzekam ale nie mogę się doczekać dnia startu. Denerwuje się, przejmuje, obmyślam strategie, planuję…. Tak, maraton to coś czym się przejmuje. Ostatnio sama siebie pocieszałam, że tutaj nie ma wody, ani roweru….ale tak czy siak dystans u mnie powoduje gęsią skórkę. Od pewnego czasu, a właściwie od zawsze, nie chodzi tylko ukończenie, ale na to jakie cyferki zobaczę na zegarku na mecie…nie ma to jak sama na sobie wybierać presję.

Ponieważ wciąż jest ciepło dbam o to by dużo pić na treningach. W przypadku długiego wybiegania wybrałam – albo wersję zorganizowaną – Puchar Maratonu Warszawskiego, gdzie były punkty z wodą i izotonikiem albo biegałam z plecakiem i swoim piciem. W przypadku podbiegów i tempówek biorę ze sobą wodę/izotonik w butelce albo bidonie i stawiam ją tak by co kółko/podbieg móc się napić. Z reguły to działało. Miałam nawet taki bidon na którym napisałam – woda biegaczki, nie ruszać, ale mi go ukradli… To było dawno, przebolałam stratę bidonu.

Kilka tygodni temu skarżyłam się na FP blogowym, że postawiłam sobie wodę w butelce, a pan z ekipy sprzątającej, który widział, jak piję i odstawiam butelkę na krawężnik, najpierw butelkę przebił a potem wyrzucił. Podejrzewałam albo głupotę albo złośliwość. W zeszłym tygodniu, wzięłam butelkę – szkoda bidonu pomyślałam. Postawiłam w trawie, jak przybiegłam po 800m to zobaczyłam pieska, który machając ogonem leży na trawie i kończy obgryzać korek z butelki. Dobra tutaj większych pretensji nie miałam. Dziś dla odmiany poszłam na trening z bidonem. Ustawiłam sobie na krawężniku i biegałam podbiegi. Plan był taki, że sobie spokojnie schodzę, dzięki temu odpocznę i kolejny (z dziesięciu) ładnie pobiegnę. Nastąpiła mała zmiana planów bo na 7 zaliczyłam sprint w dół górki, po to by zatrzymać panią z wózkiem, która ukradła mi bidon. Dogoniłam i mówię, dlaczego kradnie mi pani bidon? W odpowiedzi usłyszałam, że pani wzięła bo stał i chciała go dać dziecku. Nie było, przepraszam, nie było odrobiny poczucia zażenowania u tej złodziejki. Potem były jeszcze 3 podbiegi. Bidon przetrwał, zimna woda z miętą z balkonu smakowała wyśmienicie!

Dlatego nie jestem przekonana, czy można to nazwać dobrymi ,ale na pewno to jest lista wypróbowanych sposobów nawodnienia w upały:


·      Plecak z bukłakiem z wodą,

·      Specjalny pas z bidonem, nie polecam opcji – 3 czy 5 małych buteleczek, próbowałam z takim biegać, pogubiłam buteleczki i wcale nie było to zbytnio wygodne,

·      Butelka ustawiona tak by: sprzątające osoby jej nie widziały, psy nie gryzły a panie nie kradły – wyzwanie – każdy we własnym zakresie szuka swojego miejsca!

·      Drobne na zakupy w sklepiku po drodze – niektórzy zgrzytną zębami, że to rozbija trening, ale lepiej „stracić” 3 minuty i napić się wody czy izotonika niż dalej mieć drobne w kieszeni i odcięcie z powodu odwodnienia,

·      Zorganizowane treningi – luksus – wolontariusze podają picie, o nic nie trzeba się martwić, no może z wyjątkiem utrzymania szybkiego/dobrego tempa.


Częścią treningu pod maraton jest też wysypianie się…..dlatego tylko jeden odcinek serialu….

1 komentarz:

  1. szkoda, że bliżej nie mieszkasz to bym ci podarowała "odrobinę luksusu" i podawała picie :)

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa