2 października 2016

Biegnij Warszawo 2016 – jagodowe bluzeczki i buraki na trasie

Jesienne bieganie fot. D.Szymborska


Do domu wróciłam z mieszanymi uczuciami, z jednej strony super znajomi i świetne towarzyskie pokonanie 10 kilometrów, z drugiej strony buraki na trasie i mega buraczyca w Łazienkach.
 
Zacznę od końca. Dziś biegliśmy trójką – mamy takie dwa biegi w roku, gdzie się spotykamy w stałym składzie i nie dbając o czas przesuwamy się z linii startu na linię mety. Jednym z tych startów jest Biegnij Warszawo, drugim Bieg Mikołajów – tak już jest od 4 lat…..

Z BW wracaliśmy uśmiechnięci, rozchichotani i na tyle przyciągający uwagę, że miły kibic zapytał się czy byliśmy na podium. Ze śmiechem powiedzieliśmy, że nie tym razem.

Chwilę później napadła na nas, na szczęście tylko słownie, pani. Miała nienaganny makijaż, dobre ciuchy, cienkiego papierosa w ręce, nerwowo machała torebką (markową oczywiście). Gdy zobaczyła nas – trójkę biegaczy, roześmianych i przekrzykujących się w opowieściach (nie tylko biegowych) podeszła do nas i nakrzyczała, czy zamierzamy długo tak blokować miasto. Umilkliśmy. Odpowiedzieliśmy, uśmiechając się do nerwowej frustratki, że tak. Poszliśmy sobie dalej. Z takimi osobami się nie dyskutuje. Usłyszeliśmy jeszcze wykrzyczane życzenia wielu kontuzji.


Jestem zaskoczona poziomem frustracji, nienawiści u innych. Po co? Tym bardziej, że owszem część (mała) Warszawy była odcięta, ale na krótko (to nie maraton), jechałam 3 godziny po biegu jego trasą – nie było śladu po kubeczkach, barierkach czy punktach kibicowania. Do tego dziś była niedziela!

Tytułowa jagodowa bluzeczka – zdecydowanie nie mój kolor, ale, że regulamin biegu z którym muszę się zaakceptować, gdy chcę w nim wystartować, wymaga startu w bluzeczkach z pakietu, to w niej właśnie pobiegłam. Nawet niezbyt ładny jagodowy kolor w masie kilku tysięcy biegaczy wygląda świetnie! Jednokolorowy tłum zawsze robi na mnie wrażenie.

A buraki na trasie? Nie mam na myśli spoconych i bardziej tęgich biegaczy, ale tych, którzy jak buraki się zachowywali.

Organizatorzy wiedząc, że poziom biegaczy będzie zróżnicowany, chcąc uniknąć tłoku na trasie przygotowali start falami. Jak się okazuje to nie wystarczy, w naszej spokojnej strefie ustawili się nerwowi biegacze, którzy biegli zdecydowanie szybciej niż reszta. Przepychali się – trudno bywa. Ale co, jak co pyskówki, wyzywanie na trasie, to nie jest coś do czego chcę  przyzwyczajać. Wiem, że coraz więcej osób biega, czyli statystycznie tacy wyzywających i pyskujących będzie też więcej. Do tego dystans i „kultowość” biegu przyciąga osoby, które na co dzień nie biegają i nie startują w zawodach. W efekcie czułam się otoczona przez towarzystwo „nieżyczliwych”, delikatnie mówiąc, biegaczy. To była strefa spokojnego biegania, nikt o puchar nie walczył, a reakcje takie nerwowe, słowa brzydkie i przede wszystkim burczana atmosfera, co wyraźnie kłóciło się z jagodowymi bluzeczkami.

Na szczęście z bieganiem ze znajomymi jest trochę tak jak z mieszkaniem pod namiotem na polu biwakowym. Wiadomo, że wszystko słychać co się robi i mówi w namiocie, ale konwencja zapięcia zamka i spuszczenia tropiku daje poczucie prywatności i oddzielenia od reszty biwakujących. Dokładnie tak samo jest w czasie biegu – biegniemy we trójkę i tylko ze sobą rozmawiamy, tak jakby nikt nie słuchał wokoło…. Dzięki temu, pomimo buraków, pani frustratki to i tak bieg, całe zawody uważam za bardzo udane.

Kiedyś biegało się 10km bez picia, teraz przyjęty jest wodopój na 5 kilometrze. Tym razem było lekko stresująco, pierwsze kilka stołów z wodą były puste, zagubieni wolontariusze próbowali nadążyć z laniem wody do kubeczków, na szczęście kilkadziesiąt metrów dalej były kubeczki pełne wody. Nie wystarczy mieć wielu wolontariuszy, trzeba mieć dobrze zorganizowanych i zarządzanych, tutaj tego zabrakło. To znów wywołało bardzo nerwową atmosferę, jak widać dużo biegaczy pamięta wpadkę na BMW Półmaratonie Praskim, kilka lat temu (TUTAJ relacja), gdzie wody zbrakło. Tutaj na szczęście zabrakło jej tylko na kilku stołach.

Z organizacją wręczania medali organizatorzy świetnie sobie poradzili. Po doświadczeniach z poprzednich lat, zatorach, kolejkach i niemożliwości wbiegnięcia na metę przez blokujący ją tłum biegaczy, teraz strefa wręczania medali została przesunięta kilkaset metrów. Radość z przekroczenia mety, selfie ze znajomymi i spokojnym spacerkiem po medal – super rozwiązanie!

Przed biegiem  - bo wtedy wygląda się najlepiej! fot. D.Szymborska




Cieszę się, to był mój 12 bieg w tych zawodach, każdy inny, kolorowy, niezmiennie w dobrym nastroju i z uśmiechem. Takie rozbieganie w towarzystwie kilku tysięcy ludzi, powoduje, że uśmiech zostaje, bo przecież buraki jagodziankom humoru nie zepsują.

4 komentarze:

  1. biegłam w strefie Z i nie natknęlam sie na buraków, to prawda byli zawodnicy zabiegajacy droge po przekątnej lub rozpychajacy sie (dwa przypadki)ustepowalam bez bolu wszak nie robilam wyniku.
    to byl mój drugi bieg po Warszawie pierwszy to w 2007 Run Warsaw oba juz wspominam dobrze. Medale znakomicie rozdane.Finisz z górki fantastycznie podbiegi to akurat mnie nie przeszkadzają wręcz mobilizują i często nadrabiam odcinki proste. Bardzo dziękuję za relację drugiej strony medalu "pokonując wlasne słabości..." zwycięzylam we wszystkich wymiarach. Czego i pani gratuluję. p.s. lubię jagodowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że bieg się udał a kolor bluzeczki twarzowy :) mam nadzieję do zobaczenia na kolejnym biegu! pozdrawiam z uśmiechem

      Usuń
  2. Niestety w tych czasach często trafiamy na "buraków" ale po co się przejmować takimi ludźmi ;D Ważne, że my jesteśmy szczęśliwi ;)


    ________________
    www.100club.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz, proszę bez linków reklamowych/odsyłających :) pozdrawiam serdecznie

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa