5 października 2016

Roztrenowanie bez tycia – 5 praktycznych rad!

Pięć kilo żelastwa tak wygląda, tłuszcz zajmuje dużo więcej miejsca niż metal i nie jest taki fotogeniczny, no i nie mam go w przedpokoju….
fot. D.Szymborska


Roztrenowanie to taki czas, gdy na bieganie albo rower można wyjść bez zegarka, nie trzeba pamiętać o ładowaniu licznika rowerowego, a na basenie można sobie po prostu popływać….

Im bardziej lubimy treningi, tym z reguły krótszy wyznaczamy sobie czas na roztrenowanie, co wcale takie dobre nie jest, bo organizm KAŻDEGO sportowca, niezależnie czy amatora, czy profesjonalisty potrzebuje wypoczynku. Tak jak zawodowcy mają sztab ludzi, trenera, który przypilnuje roztrenowania, tak amatorzy często wpadają w pułapkę – albo rezygnują z odpoczynku, albo popadają w drugą skrajność – przedłużają czas odpoczynku, niweczą wcześniejsze osiągnięcia treningowe, wreszcie tyją.

To właśnie przez dodatkowe kilogramy wielu sportowców amatorów boi się roztrenowania. Oto moje praktyczne sposoby co zrobić, żeby nie przytyć w czasie roztrenowania.

Po pierwsze – zdrowy rozsądek a nie przyzwyczajenie


Jeżeli zjadamy w cyklu treningowym 100g makaronu z kurczakiem, karczochami i do tego górą parmezanu to dostarczamy naszemu organizmowi bardzo dużo kalorii, które mają nam dać siłę na trening. To działa. Węglowodany, białka – na tym się trenuje. Tylko, że jak nie ma ustrukturalizowanych treningów to wbrew przyzwyczajeniu nie odważamy 100 tylko 65g, nie jemy garściami orzechów itp. Pewno, że możemy poczuć się głodni po tym jak wstaniemy od stołu, to normalne nasz żołądek przyczaił się do większych objętości! Z żołądkiem nie można rozmawiać (ja przynajmniej nie umiem) ale można go przekonać głową – nie ćwiczę jem ledwo więcej niż połowę – spokojnie funkcje życiowe nie ustaną a nie będziemy walczyć ze zbędnymi kilogramami gdy rozpoczniemy treningi.

Po drugie – regeneracyjne treningi nie wymagają specjalnej suplementacji

Godzinna jazda na rowerze z małym obciążeniem przy bardzo wysokiej kadencji – idealnie przyśpiesza regenerację ale nie spalamy wtedy tyle kalorii co na normalnym treningu, podobnie z bieganiem i pływaniem. To nie są treningi, po których „należy” się nam specjalna suplementacja – to ruch, który pozwala nam aktywnie odpoczywać – dlatego patrz punkt pierwszy – ogranicz ilość jedzenia.

Po trzecie – śmieciowe jedzenie i alkohol – tak kilka razy można poszaleć

Czasem już na mecie zawodów marzymy o zimnym drinku czy tłustym kebabie. Roztrenowanie to właśnie czas kiedy możemy sobie pozwolić na szaleństwa. Tylko, że warto już na początku umówić się ze sobą, że w ciągu 2 tygodni będą to dwie niezdrowe kolacje i 2 wieczory z ulubionym alkoholem. Po co budować w sobie frustrację – tyle trenują i dalej nic mi nie wolno. Teraz wolno ale tylko 2 razy. Dwa niezdrowe dni nie uczynią spustoszenia a jedocześnie będą dla nas nagrodą. Dodatkowo nie staną się niezdrową rutyną. Wracając do treningów będziemy mogli wspomnieć szampańskie bąbelki czy wizytę na targu śniadaniowym, na którym spróbowaliśmy wszystkiego.

Po czwarte – śniadanie, śniadanie i jeszcze raz śniadanie

Gdy trenujemy to albo mamy zaplanowane co będziemy jedli, albo korzystamy np. z pudełkowych diet, pewne jest to, że zaczynamy dzień od śniadania. W czasie roztrenowania często zapominamy o tym, żeby zjeść śniadanie – nie mamy załadowanego planu dnia, to sobie dłużej pośpimy, to nam się nie chce…i tym sposobem omijamy śniadanie. Przybywa badań pokazujących, że osoby, które omijają pierwszy posiłek, nie jedzą śniadań szybciej przybierają na wadze. Nie zaliczajmy się do tej grupy, jedzmy zdrowe śniadania nawet w czasie wolnym od treningów.

Po piąte – chodźmy do restauracji

Wiadomo, że jak mamy ważne zawody to jesteśmy skłonni wieźć swoje jedzenie w pudełkach, toster do zrobienia grzanek rano czy ulubioną kawę w termosie. Wszystko po to, by nie polec na trasie z powodu rozstroju żołądka. A teraz? Teraz jest właśnie czas by przejść się do restauracji – to coś innego niż punkt trzeci, budka z kebabem nie jest restauracją! Coraz więcej restauracji stawia na świetne jakościowo produkty i uzdolnionych szefów kuchni. To właśnie takie miejsca odwiedzajmy, możemy być pewni, że porcje nie będą zbyt duże, to nie tanie stołówki, a przecież odkrywanie nowych smaków jest wielką przyjemnością, a w czasie roztrenowania można to robić bez obaw o nawet najbardziej wrażliwy żołądek!


Bo o tym, że nie jemy chipsów oglądając seriale, ani nie zapychamy się śmieciowymi kanapkami, to raczej wszyscy wiedzą. Tu nie ma co radzić, takich rzeczy się do ust nie bierze i tyle!

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. komentarze z linkami i reklamami kasuję. Zapraszam do rozmowy a nie reklamy i odsyłaczy :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa