27 grudnia 2016

Królewskie śniadanie w Barcelonie, bieganie i pływanie

Uwielbiam dobre śniadania, to "królewskie" ma X kalorii i jeszcze więcej dobrego smaku.... fot. D.Szymborska


Wiem, wiem brakowało cavy, ale nie mogę pić alkoholu przed pływaniem, nawet w piance…

Trochę żal, że dzień krótszy bo słońce tutaj późno wstaje, ale za to jest pretekst by się wyspać. Poza tym bieganie o wschodzie słońca jest cudowne!

Po drugie wiem, jak niezdrowe jest jedzenie na zapas….nie po to kończyłam kurs dietetyki, jednak czym innym jest teoria czym innym są…wakacje. Tym bardziej, że w planie było pływanie w basenie – niby nic nadzwyczajnego, ale basen na dworze i woda nie podgrzewana, czyli tak miała 11 stopni (według Internetów, bo odczuwalne to było minus osiem), a perspektywa lunchu była bardzo odległa.

W mojej ulubionej śniadaniowni jak zawsze obleganej przez panów sprzątających i innych miejscowych, których pani za ladą zna z imienia, można zamówić królewskie śniadanie. W Hiszpanii jajka były i są stosunkowo drogie, więc jak po królewsku to oczywiście muszą być jajka - moje ulubione to sadzone z jamonem. Rok temu rozpisywałam się o patelenkach – do dziś takich u siebie w kuchni używam bo pomysł podawania na patelence ustawionej na zimnym talerzu uważam, za jeden z bardziej odkrywczych. Do tego gorące pieczywo, wyśmienita kawa (ta z mlekiem a nie bąbelkami), świeżo wyciskany sok i dodatkowa porcja francuskich rogalików i ciasteczek. Uwaga, nie zjadałam tego sama, tylko po królewsku się podzieliłam!


Jak się jasno nie sprecyzuje o co chodzi to tak wychodzi "zdjęcie z palmami"...tyle, że palmy "zielonego" nie mają...fot. J

Ci co byli na brzegu patrzyli a ja zamarzałam fot. T.


Bieganie po plażowych bulwarach w Barcelonie oznacza, że nici ze spokojnego truchtania, tutaj nikt się nie oszczędza, joggingują tylko turyści. Inni gnają. Serio, miejscowi, ciepło ubrani (jak dla mnie) pędzą wzdłuż plaży. Pomiędzy dwoma hotelami o pięciu gwiazdkach jest około 2.5 kilometra – właśnie ten odcinek pokonywany jest prawdziwym biegiem a nie truchtem. Jak człowiek się chce zmęczyć to nic tylko iść biegać nad morzem. Inna sprawa, że być nad morzem i tutaj nie biegać to…. no właśnie żal nie wykorzystać takiej szansy, prawda? Tym bardziej, że tutaj jest sezon na krótkie spodenki….

Tu się goni a nie truchta - zrzut z zegarka



Pływanie w basenie z tak zimną wodą – dla mnie wyzwanie, bo pływam jak ratowniczka – bez zanurzania głowy, a jak wiadomo, tak nie pływa się ani efektywnie ani szybko. Dłuższą chwilę zabrało mi przekonanie samej siebie, żeby zanurzyć buzię – jak już się udało to było „znośnie”. Co nie zmienia faktu, że dużo pracy przede mną żeby nauczyć się pływać w naprawdę zimnej wodzie. Dzisiejszego pływania nie mogę nazwać treningiem, tylko przywitaniem z wodą….jutro kolejne podejście….. marznąc, gdy nie czułam po chwileczce stóp i dłoni zastanawiałam się jak Sebastian Karaś wytrzymuje takie temperatury, jaki musi być jego trening…tym bardziej, że starty pływackie odbywają się bez pianek…. Na szczęście gorąca kąpiel pomogła i można było zmienić się w turystkę….a taka odmiana bardzo mi się podobała….

Turystka w Barcelonie stara się opalić nogi w grudniu fot. T.

2 komentarze:

  1. Ach jak miło wspominać Barcelonę. Zazdroszczę tam pobytu, ale tego pływania w zimnym basenie już nie;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest cudownie, a ja się cieszę, że mogę się przyzwyczajać do zimnej wody :) serio :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa