9 grudnia 2016

To jak z Twoją wagą?

Lekka jak piórko? Sprawdź to! fot. D.Szymborska


-       Zepsuta.
-       Oj, znów zapomniałam.
-       Na pewno zważę się jutro.
-       Wiesz, nie mam wagi, po co mi? Przecież widzę „po ciuchach” czy nie przytyłem.

Pewno jest jeszcze więcej wymówek, powodów dla których nie znamy swojej wagi, a odpowiedź jest taka....

-       To zacznę od końca – „po ciuchach” w szczególności biegowych nie widać prawie NIC. W tych samych getrach mogę biegać grubsza o kilka kilogramów! Serio. Ciuchy biegowe rosną i kurczą się wraz z właścicielem, oczywiście wielkie kilkunastokilogramowe przybrania/schudnięcia będą odczuwalne, ale wahania o dwa, trzy kilo –nic z tych rzeczy, bluzeczka się rozciągnie, spodnie też, ewentualnie z kurtką może być troszeczkę trudniej. Zatem „po ciuchach” nie widzimy swojej prawdziwej i aktualnej wagi!

-       Odkładnia na „jutro”, że niby teraz jest wieczór, po całym dniu to nie będzie „prawdziwa” waga, że najlepiej rano skoro świt. Nic z tych rzeczy. To co dużo ważniejsze jest przy porównywaniu i monitorowaniu wagi to stała pora ważenie – równie dobrze może być po podwieczorku!


-       „Oj, zapomniałem” – szczera odpowiedź, możliwa do zaakceptowania RAZ. Takie uporczywe zapominalstwo jest złe. Specjalne zapominanie o zważeniu nie zbije naszych kilogramów, kiedyś będziemy musieli stanąć na wadze – np. u lekarza. Czy chcemy przyśpieszonego oddechu, spoconych pleców, a wszystko ze strachu przed tym co zobaczymy? Lepiej spokojnie stanąć na wadze, zanotować wagę – nie zapomnieć, ile ważymy. I zacząć wprowadzać zmiany.

-       „Zepsuta”. Wiem, że obecnie ciężko jest o dobry serwis, zatem jeżeli nasza waga jest zepsuta, to wymówki trzeba się pozbyć czyli kupić nowy egzemplarz. To wcale nie musi być bardzo drogi wydatek – potrzebujemy stabilny sprzęt, który będzie nam służył raz w tygodniu – wejść, zejść i zanotować wynik. Tak jak stoper nie kłamie tak samo jest z wagą.

Tak, można się zważyć teraz, w piątek po południu. Nie, nie można odliczyć 4 kilogramów na „ciuchy”…. A po co się ważyć? Ano po to by kontrolować to co NAPRAWDĘ dzieje się z naszym ciałem! Nie chodzi o obsesyjne ważenie się co chwilę – raz w tygodniu o stałej porze, to w zupełności wystarczy. Jednak samo ważenie nie wystarczy, trzeba jeszcze ZAPISYWAĆ wyniki. Mamy taką „dziwną tendencję” do zapominania wyniku, albo zaokrąglania – na przykład z 79,9 robimy 79. Kto by się przejmował cyfrą po przecinku, albo zupełnie zapominamy ile ważyliśmy na początku miesiąca…. Po co samego siebie oszukiwać? To do niczego dobrego nie prowadzi.


Zatem dziś wchodzimy na wagę i zapisujemy wynik. Nie oceniamy, nie rozpaczamy, wciąż mamy czas by w nowym sezonie, do zawodów osiągnąć wagę, która nie będzie nas spowalniała! Im wcześniej będziemy świadomi tego, ile ważymy tym łatwiej w długim okresie czasu będzie się nam dążyło do „wagi startowej”.

4 komentarze:

  1. To prawda, że waga niestety jest bezwzględna i zawsze prawdę Ci powie. Najważniejsze żeby zdawać sobie sprawę, że to sami codziennie decydujemy co pokaże w dniu ważenia. Pochwalę się, że dziś był mój i ubyło mnie 0,4 kg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się w 100%, to od nas zależą wskazania wagi! Gratuluję "ubywania" :) pozdrawiam

      Usuń
  2. Fakt, tu liczy się konsekwencja i determinacja. Ważę się co sobota (w razie wyjazdu w inny dzień), zawsze rano po obudzeniu.
    Zapisuje wage, bmi, %mięśni, tłuszczu (taka ta moja waga sprytna). Zapiski mam już od prawie roku. Wiem co się dzieje z moim organizmem - mogę reagować (dieta, modyfikacja treningów, itp.).

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa