22 grudnia 2016

Seriale oglądane z siodła, czyli zimowe kręcenie na trenażerze

Jak już serial sobie puszczę, to pilot ląduje w koszyczku i można jechać dalej....fot. D.Szymborska


Jak robi się zimno (dla mnie zimno jest poniżej 20 stopni, jednak w kolarstwie to trzymam się innej skali, czyli jak temperatura spada poniżej 10 stopni) to zaczynam jazdę na trenażerze. Pewno, że mogłabym się odpowiednio ubrać, dokupić: kurtkę, spodnie, rękawiczki, maskę, ochraniacze na buty i jeszcze kilka innych przydatnych rzeczy. Tyle, że zwyczajnie szkoda mi treningów, które wypadają gdy ja choruję. Przeziębiam się zbyt łatwo, wybieram jazdę w domu.

Pewno, że trasy rowerowe też są fajnym zajęciem, kawał francuskich Alp można zjeździć na przykład, ale czemu czegoś nie pooglądać. Zima to czas nadrabiania zaległości w serialach. 

Od kilkunastu lat nie mam telewizora, to znaczy mam telewizji, bo telewizor podłączony do playstation i komputera stoi sobie na komodzie. Jak łatwo się domyślić przed komoda stoi rower wpięty do trenażera. To nic tylko oglądać. Mam kilka swoich typów w zależności do rodzaju treningu. Seriale z Netflixa – wielkie ułatwienie, po opłaceniu abonamentu można sobie puszczać seriale z playstation bez konieczności podłączania komputera!

I tak posługując się oznaczeniami Allena i Coggana, active recovery czyli jazda w poniżej 55% FTP to serial „Rita” – duński serial opowiadający historię Rity Madsen, nauczycielki, która jest matką trójki dzieci. Oglądanie charyzmatycznej kobiety zmagającej się z najróżniejszymi problemami w stylistyce jak z szwedzkiego sklepu meblowego idealnie nadaje się na spokojne i długie przejażdżki, gdzie naszym zadaniem jest tylko trzymanie wysokiej kadencji. Na razie zdążyłam zobaczyć 6 odcinków.


Dalej do jazdy Endurance (czyli 56-75% FTP) „Dirk Gently’s Holistic Detective Agency” – to tak dziwny serial, do tego nie wymagający zbyt dużego wysiłku intelektualnego, żeby nie powiedzieć, że idiotyczny, że trening mija nie wiadomo kiedy. Idealny do nawet wymagających treningów – zaskakuje zwrotami akcji, że aż czasem można zapomnieć o zadaniach do przejechania. Wolę nie pisać o czym jest, bo fabuła polega na tym, by się domyślać coraz więcej wraz z każdym kolejnym odcinkiem. Drugi sezon ma się pojawić w 2017, pierwszy już „wyjeżdżony” w moim wypadku.

Tempo (od 90% FTP wzwyż) – tutaj zamiast seriali wybieram dowolny film z Jasiem Fasolą – śmiech dodaje watów!

Lactate Treshold (91-105% FTP) – „How Sarah Got Her Wings” – ciężko o bardziej idiotyczny film, do tego związany ze świętami, pseudo wyciskacz łez – idealny pod prób mleczanowy. Nie wymaga zbyt starannego patrzenia – to wtedy, gdy przeklinamy (w myślach lub też nie) możliwości naszych nóg i wyniki pokazywane na liczniku.


VO2 MAX (czyli od 106 do 120%FTP)  i  Annarobic Capacity (121-150% FTP)– tutaj to zbyt rzadko zerkam na ekran żeby coś puszczać, oglądanie mojego odbicia w telewizorze mi w zupełności wystarcza, czasem pomaga głośna rockowa muzyka, czasem denerwuje tylko bardziej, wszystko zależy od planu treningu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa