28 lutego 2016

XXXVI Półmaraton Wiązowski – relacja

Selfie chwilę po biegu, już w suchym swetrze z pięknym medalem


Przez 36 lat ludzie nie polubili biegaczy. Serio. Na trasie półmaratonu, czyli w kilku wsiach kibice stali przy nowych domach, przed te stare, pamiętające wiele edycji biegu nikomu się nie chciało wyjść. Ot nieprzejezdna w niedzielę droga. A szkoda, po Suszu, który kibicuje triathlonistom, wiem, że możliwe jest miłe przyjęcie sportowców…. Tym bardziej doceniam pracę młodych wolontariuszy podających wodę i herbatę, panią z mapetem – kukiełką, te kilka osób z trąbkami – dzięki, że byliście!

Ciężko mi znaleźć czas na długie wybieganie, to wybrałam – pół  niedzieli na wsi – z tego 1.53 biegiem. Ot wybieganie zakończone medalem, do tego takim ślicznym!

A było tak: pobudka, śniadanie i wycieczka samochodowa, trzeba wcześniej przyjechać, żeby znaleźć miejsce do zaparkowania. Owszem organizatorzy starają się zapewnić parkingi, ale miejsc jest wciąż zbyt mało, samochody zaparkowane dwie wsie dalej to norma.

Pakiet startowy, cóż jak na 60PLN, zamykanie tylko lokalnych dróg, to nie zachwyca – bluzeczka bawełniana, kalendarz biegów, numer za agrafkami, nawet czekolady nie dali jak w ostatnich latach….

Bieg dla fanów biegania a nie lansu. Dużo starszych osób, dużo szybkich osób i mało dziewczyn. Tak jak przy modnych biegach, na przykład przy Biegnij Warszawo czy PZU Półmaratonie Warszawskim, kolejki do babskiej łazienki długie, tak tutaj – tylko panowie musieli czekać.


Pakiet - imienny numer zawsze sprawia mi przyjemność fot. D.Szymborska

Piękny medal! Takie wybiegania to ja lubię! fot. D.Szymborska


Strefy startowe z podziałem na czas – tutaj nowość – przestrzegane przez biegnących, serio to możliwe – ustawić się na czas na jaki się biegnie! Nie było żadnego sprawdzania wyników, było zdroworozsądkowe podejście doświadczonych (w większości) zawodników. Super – nie było przepychania, zatrzymywania się po 1 kilometrze. Niestety nie było też „zajęcy”, a szkoda bo to ogromne ułatwienie – nie musieć się martwić o tempo, zwalić „robotę” na kogoś innego.

Dziś biegło się super, nie wiało, nie padało. Takie treningi to ja lubię! Nie żal mi połowy niedzieli, bo 21K przebiegnięte a na wieszaku prześlicznej urody medal.

Za rok? Pewno też pojadę na podwarszawską wieś, bo ten półmaraton ma świetną datę – można albo potraktować go jako sprawdzian formy po zimie, albo dłuższe wybieganie (jak ja), albo zmierzyć się z „połówką” przed Półmaratonem Warszawskim.



2 komentarze:

  1. Hehe to pozazdrościć, że ludzie poustawiali się zgodnie ze swoimi możliwościami w strefach startowych. Co to zajęcy... to zawsze można wziąć swojego osobistego, albo dogadać się z kimś przed/w trakcie biegu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, specjalnie o tym napisałam, bo to było przyjemne i bardzo dobrze świadczyło o uczestnikach biegu.

      Co do zająca, to mam duże wymagania - chcę równego tempa i nie cierpię przyśpieszania od połowy.....

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa