18 lipca 2014

Nolita – kolacja degustacyjna….no cóż

Kolacja degustacyjna - Nolita - fot. D.Szymborska
Duże rozczarowanie, to może trochę za dużo, ale rozczarowanie to w sam raz. Kolacja degustacyjna w Nolicie. Przemiły kelner doradził, że lepiej wybrać 6 dań niż 9. Posłuchaliśmy. Z kelnerem nie warto się kłócić, on wie co mówi! I się zaczęło. Pytam się co jest w tym menu. Kelner nie powie, bo nie wie! To wszystko zależy od szefa kuchni. Ja mam odpowiedzieć na dwa pytania – czy jestem na coś uczulona i czy jest coś czego nie zjem. Reszta będzie niespodzianką za 215PLN.

Oczekiwania były wysokie, dwie poprzednie wizyty w Nolicie dobrze wspominałam.

Powiedziałam, zgodnie z prawdą, że nie jestem na nic uczulona i nie przełknę podrobów, pasztetów i surowego mięsa. Nie uważam, żeby to były aż tak straszne utrudnienia.

A teraz o tym co zjadłam. Czekadełko to pianka z kurek z pudrem z chleba. Super! Gorące bułeczki – świetne, nie wiem czy z mrożonych czy nie ale dobre. Jeszcze jeden wstępniak – klopsik wołowy z nasturcją – fajny i aromatyczny. Pierwsze danie to pomidory – fajne, obranie koktajlowych ze skórki to miła rzecz. Zachwytu brak, ale smacznie. Tatar z tuńczyka. Cóż oryginalne to nie było, do tego nijak nie pasowało do reszty. To chyba był największy minus tego menu – tu nie było myśli przewodniej. Ot coś co dobre w kuchni razem nie tworzy super całości. Cannelloni z ogórka – fajne, ale żeby to było przystawką, cóż… Zaraz po tym pierwsze główne – dorsz. Za dorszem przepadam zawsze, ten był poprawny, płat ośmiornicy fajny. Niestety takie danie, które się zapomina. Dobrze, że zrobiłam zdjęcie bo bym nie pamiętała, że był jeszcze jeden pierożek. Drugie główne to wołowina ze szparagami na pesto kolendrowym. Dobre to było ale nic więcej. Gdyby nie szparagi znów bym o tym zapomniała. Potem najlepszy talerz wieczoru – czekadełko przed deserowe czyli owoce leśne (i borówka amerykańska się na to załapała) z fiołkammi. To było extra!!! Wreszcie deser – spektakularny w podaniu, zwykły w smaku. Wata cukrowa, beza i lody z hibiskusem. Cóż za hibiskusem nie przepadam bo podobnie smakowały moje ziółka na pryszcze, które piłam jak byłam nastolatką.

I tyle. Chciałam więcej smaku, chciałam super połączeń. Chciałam kolacji o której będę rozmawiać. Pragnęłam wspomnień kulinarnych. Było poprawnie i bez wyrazu. I co? Jak będę miała znów ochotę na menu degustacyjne to pójdę do Tamki – tam jest kunszt kuchni albo to Rotisserie bo tam jest zamysł menu!


Jednym zdaniem – Nolita – menu degustacyjne nie polecam ale wcześniejsze wizyty miło wspominam…i wiem, że wolę jak jest wydrukowane co i jak będzie w menu a nie co akurat kucharz ma na myśli, bo ta myśl może nie być tym na co czekam…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa