15 lipca 2016

Eliminator – czyli ciekawa formuła zawodów kolarskich

Razem z Agnieszką na pudle zawodów Eliminator 2016 fot. znajomy kolarz


Powinnam była kupić karnet, ale nie wiedziałam jak to będzie z wakacjami…A tak kolejny wakacyjny czwartek spędziłam na Torze Wyścigów Konnych, a dokładniej na drodze obok.

Kolarskie Czwartki to jedna z moich ulubionych imprez kolarskich. Za udziałem w tych zawodach przemawia wiele, o to moja lista zalet, dla tych, którzy wciąż jeszcze w tej imprezie nie wzięli udziału:

·      Kolarska impreza w Warszawie -  nie trzeba nigdzie jechać, nocować, zastanawiać się co zjeść,
·      Niskie wpisowe – 20 lub 30PLN w zależności od płci, płatne w dniu zawodów,
·      Bardzo smaczne bułeczki i słodki napój,
·      Pomiar czasu (kamera, sędziowie),
·      Punktualne starty zawodów,
·      Profesjonalna konferansjerka sportowa,
·      Samochód – pilot,
·      Wysoki poziom startujących,
·      Zabezpieczenie medyczne,
·      Świetna atmosfera i losowanie nagród na koniec zawodów.


Jedynym minusem, który jak o tym pomyśleć to staje się plusem to jest to, że tak jak po nazwie można się domyśleć zawody odbywają się we czwartek, czyli w normalnym tygodniu. Często wiąże się to ze skomplikowaną logistyką, zaletą jest to, że w weekend możemy sobie albo potrenować albo wystartować w innych zawodach!

Wczoraj pierwszy raz brałam udział w zawodach o nazwie ELIMINATOR. Na początek cztery ćwierć finały – w każdy z nich dwóch najlepszych zawodników, zgodnie z rankingiem całego cyklu. Reszta zawodników losowana. Mi przypadł ćwierćfinał C. Chłopaki pojechali bardzo szybko i został mi wyścig pocieszenia. Jak się okazało do tej rundy „spadło” bardzo dużo, bardzo szybkich zawodników. I znów było kogo gonić!

Z każdego ćwierćfinały dalej przechodziła połowa biorących udział, potem były półfinały i finał. Było na co patrzeć bo chłopaki jechali naprawdę mocno i dużo się działo na trasie! Trasą jest pętelka o długości nie całych 2.5km, asfalt w miarę dobry, za to nawrotka bardzo spowalniająca – wąska i wyłożona płytami.

To są takie miłe chwile! fot. znajomy kolarz

Z medalami i dyplomami fot. znajomy kolarz



Na końcu zawodów dekoracja i losowanie. Atmosfera na zawodach jest tak fajna, że nie dla nagród (książki i kaseta) większość zawodników czeka do końca – ot można sobie dużo pogadać, wymienić się rowerowymi ploteczkami. To są takie zawody, gdzie jak jest wyścig to wszyscy się ścigają, ale chwilę potem rywale znów stają się kolegami.

Dostałam piękny medal, byłam drugą dziewczyną, do domu wróciłam wieczorem, zmęczona, szczęśliwa i wygadana na tematy rowerowe!


I znów udział w małej, lokalnej imprezie sprawia ogromną frajdę. Oczywiście wielkie wyścigi, tłumy kolarzy to też ma swój urok, ale takie ściganie, jak niektórzy mówią bardziej sformalizowana ustawka to świetny sposób na spędzanie popołudniowych czwartków! Kolarskich oczywiście!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa