6 lipca 2016

Wi-Taj czyli uległam reklamie i recenzjom

Kaczka z ryżem, zestaw lunchowy w Wi-Taj fot. D.Szymborska


Bardzo lubię nowe restauracje. Czytam recenzję, patrzę co znajomi mieli na talerzu, a mam wielu takich co robią zdjęcia i potem je publikują w portalach społecznościowych. Naoglądam się smaczności i potem planuję jak tu pójść do tej a nie innej restauracji. Przeglądam też portale, które żyją nowościami kulinarnymi, wreszcie sama odkrywam nowe miejsca, po to by być tą, która napisze, zarekomenduje lub będzie przestrzegać przed odwiedzeniem i wydawaniem pieniędzy w danym miejscu. Jednym słowem lubię jeść na mieście! Bywa, że źle to się kończy dla mojego żołądka, bywa, że prowadzący restauracje blokują mi możliwość komentowania na ich FP, czasem składam oficjalne reklamacje. Jednak najczęściej jestem mniej lub bardziej zadowolona, bo jedzenie w restauracjach, barach sprawia mi wielką radość. Nie tylko dlatego, że nie muszę zmywać, stać przy kuchni….ale też dlatego, że lubię siedzieć przy stoliku, barze, obserwować ludzi, rozmawiać, cieszyć się z jedzenia i odkrywać nowe smaki.

O Wi-Taj czytałam i słyszałam same dobre słowa. Wczoraj byłam jak to ładnie się mówi „w okolicy” więc czemu nie skorzystać z oferty lunchowej? Do tego jak podają kaczkę. Bardzo lubię to tłuste, ale też aromatyczne mięso.

Malutkie wnętrze, duży ogródek przy Placu Konstytucji. Usiedliśmy na dworze. Po odnowieniu balkonu, wiem, że siedziałam przy stoliczku z IKEA i na krzesełkach od tego samego Szwedzkiego potentata meblowego. Nie ma to jak mieć rozeznanie w meblach balkonowych!



Pani kelnerka podała kartę, szybko zamówiliśmy – dwie kaczki i sajgonki. W zestawie lunchowym jest danie+surówka+lemoniada. O lemoniadach to już pisałam (TUTAJ), ale ta reklamowana jest jako tajska. Woda, cukier, sok z cytryny i listki mięty. Dobra, podawana w malutkiej szklaneczce. Chwilę (dłuższą) potem pani przyniosła kaczkę na smażonym ryżu, mikroskopijne miseczki z surówką. Na przystawkę i sztućce/pałeczki musieliśmy czekać.

Kaczka w pięciu smakach, podana na dobrze podsmażonym ryżu, taka jak podają w barach z tajskim/wietnamskim/azjatyckim jedzeniem. Sajgonki niczym się nie różniły od tych, podawanych w barze przy pętli autobusowej, tyle, że te „moje” kosztują 7.5 i mają dużą porcję surówki, a te tutaj prawie 12PLN i bez surówki.


Właśnie tutaj zaczyna się moje przeliczanie i doszukiwanie się różnic. Tak, talerze eleganckie, tak jest obsługa kelnerska, ale poziom jedzenia? Chyba po prostu mam szczęście, że w moim barku, jest tak pysznie i taką samą kaczkę dostanę za 14PLN a nie 25…. Mówi się trudno zapłaciłam za miejsce. Rozumiem, że czynsz na Placu Konstytucji kosztuje więcej niż przy pętli autobusowej na Mokotowie, podobnie z obsługą kelnerską, lepszą zastawą….. to wszystko podnosi cenę. Tyle, że nie dostałam niczego innego niż barowe jedzenie! Dlatego zastanawiam się skąd te „ochy” i „achy”…. Ja tam więcej nie przyjdę, bo po co…..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa