8 maja 2016

Velo Toruń 2016 – relacja

Kawa i medal, bardziej kolarsko się nie da! fot. D.Szymborska


Opalenizna w rękawki i spodenki – jest. Uśmiech – jak najbardziej. Medal – z zębatką – mam. Kwiato – spotkany na mecie, bo chwileczkę przede mną przyjechał – serio, tyle, że jechał inny dystans…. To w skrócie.

Było sporo kwitnącego rzepaku, pól, wiatru, ciekawych ludzi i rwanych peletonów. Startowałam na dystansie MEGA i jak powiem, że było mega fajnie na trasie to będzie prawda!


Selfie przedwyścigowe

Kwiato na mecie fot. D.Szymborska

Selfie z medalem

Koleżanki to zawsze jakieś fikuśne zdjęcia medali robią po zawodach to i ja się postarałam! fot. D.Szymborska


10.20 – start mojego dystansu – punktualny, niestety organizatorzy nie zrobili sektorów dla osób deklarujących określoną prędkość jazdy. Czyli było trochę chaosu, kraksa na rondzie zaraz za matami startowymi mierzącymi czas. Potem zaczęły tworzyć się peletony, nie miałam szczęścia, albo nie umiałam utrzymać zbyt szybkiej dla mnie prędkości, albo peleton jechał za wolno. Efekt – jazda w pojedynkę z elementami peletonowymi. Nie narzekam, bo dobrze mi się jechało, kadencja wysoka, prędkość nie tak szybka jakbym chciała, bo wiadomo, że samemu na wyścigu kolarskim nic się nie zdziała. Trudno się mówi, trzeba wyciągnąć wnioski i lepiej się ustawić na starcie.

Trasa bardzo ciekawa, jak zawsze wydawało mi się, że będzie płasko, a nie było….dwa spore podjazdy, trochę zakrętów. Świetne oznaczenia – zawsze wiadomo było gdzie jechać.

Na sam koniec stres bo doszedł mnie peleton z dłuższego dystansu, tak, tak Kwiato przejechał mi obok nosa! Oj szybko przejechał, a w raz z nim wozy wyścigu. To już nie było miłe uczucie – blisko, szybko….przejechali, można było już spokojnie do mety dojechać.

Na mecie pomysłodawca wyścigu udzielał wywiadu, bo chwilę wcześniej wjechał na metę. Śliczny zębatkowy medal na mojej szyi. Można było iść do depozytu i pod prysznic. I tu jedyny, ale spory zgrzyt, pomimo wcześniejszych zapewnień organizatora – prysznice zamknięte. Zostało mycie w umywalce. Taki brak profesjonalizmu na koniec naprawdę świetnego wyścigu. Trudno, mam nadzieję, że za rok będzie lepiej, bo jeżdżenie po okolicach Torunia bardzo mi się spodobało!


Zabrakło trochę atmosfery wyścigu, jakoś pomimo tego, że start i meta prawie w centrum Torunia to nie czułam, że uczestniczę w "evencie" kolarskim. To była dopiero druga edycja, sprawdzę na trzeciej czy organizatorzy się poprawili, bo VeloToruń to sympatyczny wyścig!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa