16 maja 2016

Winne „master class” czyli francuskie wino do polskiego obiadu

Taki śledź jak nie śledź..fot. D.Szymborska


ViniFolies 2016 to była dla mnie cudowne spotkanie z francuskim winem i polskim jedzeniem.

Nie mogło być inaczej jak gotował Mateusz Wichrowski o winie dobranym do jedzenia opowiadał Tomek Prange-Barczyński. Wstęp do naszego obiadu z winem przygotowała Celine Fleury specjalizująca się w promocji wina z Doliny Loary.

Menu degustacyjne składało się z pięciu dań do tego było wino, liczba mnoga bo czasem do jednego dania serwowane były dwa różne wina, po to by testować, uczyć się i rozmawiać o smakach i ich połączeniach.

Jako aperitif podano moje ulubione wino z marketu. Miło było się przekonać, że nie tylko u nas w domu jest to wino uważane za dobre i idealne na otwarcie obiadu albo kolacji. Podobnego zdania jest Tomek Prange-Barczyński naczelny Magazynu Wino. Cremant de Loire, Brut, nierocznikowe od Gratien et Meyer, co do wysmakowanego finiszu morelowego to bym się spierała, ale na cytrusy, nuty kwiatowe i słodką brioszkę przystaję w 100%.

Aż się wzdrygnęłam czytając menu, dwa dania za którymi delikatnie mówiąc nie przepadam, tak jak jednego spróbuję tak drugiego – nie ma szans – nie jem surowego mięsa!

Tak pięknie jak pysznie...fot. D.Szymborska


Pierwszym daniem był śledź po francusku, podany z marynowaną czerwoną cebulą, kwaśną śmietaną i koperkiem. Takiego śledzia to ja mogę jeść, Szef Wichrowski z Brasserie Warszawskiej to umie rybę podać! Po prostu do śledzia nie była podobna – była pyszna! Co podać do rybki? Pierwsze skojarzenie – śledzik – wódeczka. Uff jestem na obiedzie komentowanym gdzie dobieramy wino a nie mocny alkohol! Do śledzia – uwaga, uwaga – Les Ambrus, Expert Club Intermarche – Muscadet. Gra, oj jak świetnie! Nie napiszę ile kosztuje to wino, bo….sama bym nie kupiła w sklepie…

Tak podanego sera koziego jeszcze nie jadłam....fot. D.Szymborska


Na drugie hit dnia (na spółkę z deserem) brulee z koziego sera z pieczonymi, marynowanym i peklowanymi burakami. Samo danie w sobie po prostu doskonałe! A w połączeniu z mocno budżetowym Les Caracteres 2014, Pierre Cahiner, Sauvignon Blanc to była jak mówią szefowie kuchni - petarda. Szef Wichrowski zapewnił, że jest to już danie z karty BW. Cudownie, cudownie nie mogę się doczekać prawdziwej, a nie degustacyjnej porcji tej cudownej przystawki.

Tatara odpuściłam, wyjadłam tylko kolendrę i imbir fot. D.Szymborska


Potem kolejna przystawka, której niestety nie zjadałam – orientalny tatar wołowy z kolendrą i imbirem. Wina do niego mocno przeciętne, ot może przez to, że nie jadłam to nie doceniłam połączenia.

W BW kaczka lepsza, ale tutaj liczyły też się dodatki fot. D.Szymborska


Dalej kaczka, cóż zwalam to na warunki w jakich pracowali kucharze, i tłumaczę słabszym niż BW zapleczem kuchennym w Ambasadzie Francuskiej, bo kaczka nie była zbyt dobra. To znaczy była poprawna, ale wiem jak smakuje kaczka w BW... Choć połączenie z jeżynami i jałowcem ogromnie smaczne. A do kaczki dwa Cabernet franc, to było dobrze dobrane wino, a bardziej dwa wina, jedno mocniej dominowało nad daniem, drugie je uzupełniało. Pierwsze (to mocniejsze, wyraźniejsze) to Clos de Beaulieu, Samur Puy Notre Dame, Cahteau d’Eternes, z delikatnymi ale okrągłymi taninami, w ustach jeżyny, maliny i czarna porzeczka – czyli uzupełnienie dania w punkt! Drugie bardziej wiśniowe, nawet może lekko truskawkowe to Domaine de la Gitonniere 2013, Pascal Perrauteau mniej komponowało się z kaczką a bardziej z wyserwowanymi owocami.

Co za beza, co za truskawkowa esencja fot. D.Szymborska


Wreszcie przyszedł czas na deser. Uwielbiam słodkości w BW. Wiadomo niby unikam deserów, ale….czasem lepiej nie zjeść przystawki i zostawić sobie "miejsce" na coś cukrowego. Tym razem Szef podał bezy truskawkowe – nie żadne tam cukrowe kulki białka tylko mus truskawkowy w formie bezek, do tego mus z orzeszkami i świeże truskawki. Jak ktoś zobaczy w karcie deser „Truskawkowy Eton mess” to zamawiać i lepiej nie dać próbować innym przy stole bo nic dla nas nie zostanie! Do tego jedno nie pasujące tego dnia wino – Rose d’Anjou, Maison Castel, to Grolleu, samo w sobie smaczne ale nie pod ten deser.

A co! fot. D.Szymborska


To były 2 godziny pysznego jedzenia, świetnego wina, a co najważniejsze twórczej rozmowy. A wszystko w gronie miłośników jedzenia i wina. Trudno o lepsze towarzystwo do takich „testów”! Taką naukę to ja lubię najbardziej!


Do zobaczenia za rok, albo szybciej bo przecież wciąż są nowe dania, do których trzeba dobrać wino….albo wino do których brakuje jedzenia….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa