15 marca 2016

Indoor Triathlon 0.5-20-5 – drugi start


"Nasze" bieżnie - oznaczone, żeby nikt nie utrudniał biegania fot. D.Szymborska


Już wiedziałam jak będzie, że najpierw trzeba wszystko sobie starannie przygotować – wyregulować rower, zmienić pedały, poukładać ciuchy w „strefie zmian” czyli salce do spinningu. Następnie odbijanie się od brzegu basenu, by przepłynąć 20 długości. Dziś nie jestem pewna, czy aby nie przepłynęłam dwóch więcej, bo jakoś mi liczenie nie szło, a „sędzia” był zamyślony…. Potem opisywana wczoraj (TUTAJ) przebieżka po schodach (po Rondzie trochę ich nie lubię), pokazowe otrzepywanie wody ku uciesze ćwiczących na siłowni, jazda na rowerze, "kicanie" do bieżni i bieg.

Niby byłam przygotowana, bo to drugi indoor triathlon, ale z pewnością nie byłam wypoczęta. W nogach czułam schody z soboty, w rękach tajski boks z niedzieli, jeden dzień nie pomógł w dojściu do pełnej regeneracji. Trudno. Miała być zabaw i była, a dodatkowo udało mi się urwać 2 minuty w porównaniu ze startem sprzed miesiąca!


Dalej jestem entuzjastką takich zawodów, choć dziś bardziej czułam się jak na indywidualnej, dobrze zorganizowanej zakładce. Pływałam sama, niestety na najbardziej oddalonym od schodów torze, a to wszystko dlatego, że panie, które nie moczą buzi i włosów żabkowały i nie chciały się zamienić. Cóż ich argument był nie do przebicia – nie moczymy włosów, to jak mamy przejść na inny tor niż ten przy drabince? Propozycja ubrania czepka została odrzucona i skwitowana prychnięciem i hasłem – nie po to chodzę do fryzjera, żeby ubrać czepek!

Na rowerze jechało mi się wybitnie źle, noga nie dawała, ba noga nie chciała kręcić. Do tego nie zdawałam sobie sprawy jak muzyka wpływa na moją jazdę. Miesiąc temu jechałam w czasie zajęć ze spinningu, owszem zwalniałam gdy grupa hamowała i przyśpieszałam, gdy z głośników leciała bardzo szybka melodia. A dziś? Dziś przez całe 20 kilometrów słuchałam ścieżki dźwiękowej z Rockiego. A wszystko dlatego, że w salce do spinningu obywały się indywidulane zajęcia z boksu. Rocky to na rowerze nie jeździł…

Z bieżnią poszło lepiej bo tym razem nie oglądałam wiadomości i nie wlokłam się tak jak ostatnio.

Obsługa – bez zmian, pełen profesjonalizm, miejsce – przyjemne. I te takie małe rzeczy, które cieszą – ręczniki, woda, specjalny napój regeneracyjny, suszarka do kostiumu kąpielowego w szatni, dobre mydło i szampon pod prysznicem...niby nic wielkiego, ale pamiętam prysznic po triathlonie w Brodnicy – ups czysto to tam nie było a woda tylko zimna….dlatego właśnie doceniam „szczegóły”.

Mam drugi medal do kolekcji, kolejne doświadczenie i wciąż uważam, że warto w takich zawodach startować, ja na przykład oprócz tego, żeby nie oglądać telewizji tylko biegać na bieżni nauczyłam się, że dwu częściowy tri-suit średnio nadaje się do pływania, ot czułam się jakbym płynęła w t-shircie i szortach….

Przygotowania strefy zmian, jeszcze przed przekręcenie pedałów fot. D.Szymborska


Już po Holmes Place Indoor Triathlon

Mało brakowało a by nie było dwójki....fot. D.Szymborska



Jak będzie kolejny to znów się zapisuję…..

2 komentarze:

  1. Jakies informacje odnosnie nastepnego Triathlonu doslyszalas ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, będzie w kwietniu :) informacje na FB Holmes Place w Hiltonie :) pozdrawiam Dota

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa