29 stycznia 2016

Elite Winter Competition – czyli wyścigi rowerowe w sklepach kolarskich

Zapomniałam poprosić o zdjęcie przed startem, dlatego mam takie z czerwoną buzią już po wyścigu fot. pan ze sklepu Giant na Fabrycznej


Do końca stycznia jeszcze można (jak są miejsca w danym sklepie) sobie pojeździć na rowerze. Elite Winter Competition to zabawa dla kolarzy i kolarek. Zadanie jest proste – należy wjechać pod górę. Trasa ma 5 kilometrów i 3 metry! Phi, można prychnąć sobie, każdy wjedzie, dokładnie tak, tylko każdy w innym czasie i na tym ten konkurs polega. Nagrodą jest drogi trenażer więc jest o co się ścigać.

Jak się dowiedziałam w czasie rozgrzewki, to zawodnicy odwiedzają różne sklepy, ścigają się na całego, prawie odpadają z roweru. A ja tak przyszłam się przejechać. Ot ciekawa byłam nowego trenażera.

Po kolei: koszt, o czym nie wspomina się na ogłoszeniach wyścigu to 20PLN, miało być 35 do zapłacenia, ale sklep w którym jechałam zmienił to na 20 które trzeba u nich wydać, kupiłam dętkę, bo zawsze się przyda. Brawo dla mnie, że nie wyszłam z setnym bidonem tylko dlatego, że był w kolorze malowania ramy albo coś…. Trzeba podpisać zgodę na fotografowanie, przeczytać regulamin, być pouczonym, że konkurs wiąże się z wysiłkiem fizycznym. Po formalnościach, można albo wpiąć swój rower albo jeździć na sklepowym. Wybrałam drugą, pewno wolniejszą albo zdecydowanie wygodniejszą wersję – wsiadłam na to co stało w sklepie. Bo inaczej musiałabym zmieniać koło lub oponę w swoim rowerze, bo trenażer nie jest taki jak mój domowy, nie wystarczy wpiąć roweru do trenażerowej kasety.

Najpierw rozgrzewka, dziwnie mi się jechało, trenażer ten jeden z droższych modeli w Elite– RealAxiom B+, przechyla rower, na początku myślałam, że spadnę, potem uczucie dziwnego bujania zniknęło. Zanim o trasie to o samym trenażerze – cóż głośniejszy od RealTurboMuin, dziwny i nie działał pomiar kadencji. A szkoda bo byłam ciekawa jaką wykręcę.


ufff fot. D.Szymborska


Po rozgrzewce jeszcze informacja, że ruszam od 0, nie ma startu lotnego, muszę się rozpędzić. I się zaczęło, duża ta góra była. Niestety obraz z trasy był na małym laptopie, więc nie było takich wrażeń jak z dużego ekranu, co nie zmienia faktu, że przez to, że rower nie jest na sztywno przyczepiony do trenażera to odchylałam się jak z naprzeciwka jechało auto!


Zabawa super! Wjechałam na górę, szczęśliwa i od razu postanowiłam, że następnym razem przyjdę z wypoczętymi nogami, a nie tak jak dziś, po wczorajszym rowerze! Tak to bywa z „zabawami”, następna będzie już na poważnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa