31 stycznia 2016

Treningi w Dolomitach – dzień pierwszy

Taka wiosna w Dolomitach - nic tylko biegać! 


Cudownie. Padam. Cudownie. Tak w skrócie, a w szczegółach tak: pół dnia minęło, a ja jestem już po pływaniu i bieganiu! Szczęście i zmęczenie zarazem!

Basen ma ponad 21 metrów, tyle, że jak się mierzy po przekątnej! Ma nieregularny kształt a architekci za punkt honoru postawili sobie, taki projekt ułożenia kafelków, żeby nie dało się sensownie wytyczyć przekątnej patrząc na dno! Ot nauka nawigacji w basenie! Nie narzekam bo  hotele często nazywają basenem potrafi przypominać większą wannę, tak, że nawet odepchnąć od brzegu człowiek się boi, żeby nie uderzyć głową w drugi brzeg. Pływanie – odfajkowane i to dosłownie bo pływałam z fajką – rurką!

Kolejny trening to bieganie. Stwierdziłam, że w taką wiosenną pogodę rozegram to kolarsko. Czyli pobiegnę w jedną stronę, wypiję kawę i wrócę. I było cudownie!

Pierwszy trening to 12 kilometrów, niby nic, do tego w większości asfaltem, żeby się rozbiegać na wysokości około 2 tysięcy metrów, ale

Pierwsze 6 kilometrów biegło mi się świetnie, równe tempo, oglądanie widoków, uśmiechanie się do samego siebie. Po prostu super! 

Potem kawa w bardzo lokalnym barze, na tyle lokalnym, że nie było tam żadnych turystów, a popijający grappę, włoscy instruktorzy narciarscy (sądząc po naszywkach na kurtkach) usilnie proponowali mi, że będą mnie uczyć jeździć, nie zniechęcali się tym, że nie mam nart, proponowali prywatne lekcje. 

Po pysznej kawie – to jest coś co uwielbiam we Włoszech – tu jest ZAWSZE pyszna kawa – droga powrotna.



W ramach alternatywnej suplementacji śródtreningowej - cappuccino smakowało wyśmienicie fot. D.Szymborska


6 kilometrów męki, nie żeby mi kawa zaszkodziła, nie nie. Bardziej chodziło o przebieg trasy – najpierw zbiegałam 6 kilometrów, a potem te same 6 musiałam podbiec. Nie było równego oddechu, nie było zbyt wielu uśmiechów, było powoli ale do przodu.

Jak łatwo się domyślić zdjęcie zrobiłam w drugiej części treningu....fot. D.Szymborska



Czy zmieszczę dziś trzecią jednostkę treningową? Nie wiem, poczekam na to jak będę się czuła, bo po co przetrenować się pierwszego dnia? Plan minimum wykonany! I myślę, że w różnych konfiguracjach biegowo/basenowo/rowerkowych będę go powtarzać przez kolejny tydzień. I wcale mi się to nie znudzi! Oj nie!!!

3 komentarze:

  1. Piękne widoki. Powodzenia, też w przyszłości marzy mi się taka wyprawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wypad, trzymam kciuki za dobrą formę i zdrowie!

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa