20 kwietnia 2016

Ratunku w niedzielę maraton!!!

Taką reklamę stacji benzynowej ma na medalu z pierwszej edycji OWM fot. D.Szymborska


Teraz to już można tylko coś zepsuć, bo poprawić się nie da. Straszne prawda? Kilka procent biegaczy wykonało cały plan, kolejne kilka przebiegło znaczną część planu, spora cześć liczy, że jakoś to będzie, jeszcze większa część zapisanych i opłaconych zaczyna panikować…..Ot taki przed maratoński tydzień….

Debiutanci nie wiedzą w co się wpakowali, starzy wyjadacze jedzą makaron i spokojnie czekają na start. Ci, którzy walczą o minimum na Igrzyska Olimpijskie obmyślają taktykę, a ci, którzy będą walczyć o życiówki dyskutują na forach internetowych, wymieniają się uwagami.

A  w niedzielę, po trochę ponad dwóch godzinach będzie wiadomo, kto wygrał i kto pojedzie do Rio, po kolejnej godzinie jasne będzie kto dobrze się przygotował, po następnych kto zmieścił się w limicie i ukończył królewski dystans.

Potem pojawią się komentarze, ci szybcy będą pisali, że tacy co przeplatają marszem bieg to nie są prawdziwymi maratończykami, ci wolniejsi będą się z nimi spierać, bo jeżeli zgodnie z regulaminem ukończyli bieg to są maratończykami i nikt im tego nie zabierze...

Startowałam w pierwszej edycji OWM, było super, potem dwa razy biegałam dyszki, „ten krótszy maraton”, teraz znów pora na ponad 42 kilometry. 

Z jednej strony bardzo się cieszę, bo wiem, że mój organizm potrzebuje dłuższego wybiegania, sprawdzania jak w warunkach zawodów zachowuje się po żelach itp. z drugiej strony wiem, że będzie ciężko. 

Ja nie z tych co zwalają zły wynik na pogodę/wiatr/brak picia itp. pewno, że niektóre zmienne utrudniają, a nie ułatwiają bieg, ale umówmy się 99% to przygotowanie a ten 1 to właśnie szczęście, które mi się przyda! Ale o piciu na trasie to będę pamiętać, nie zamierzam się odwodnić tak jak w Berlinie....rok temu....

Wydałam 47 złotych na ten start, w tak tanim maratonie to jeszcze nigdy nie biegłam! Start na 50 m w osiedlowym basenie kosztuje 20PLN, wpisowe na piątkę zaczyna się od 40, a tutaj wielki maraton w takiej cenie! Jest też minus biegania w swoim mieście, bo, że oszczędność wielka (brak dojazdu, noclegu, poszukiwań dobrego makaronu „na mieście”) to nie ma tej specjalnej atmosfery, skoncentrowania się na biegu. Ot weekend w mieście, taki, w którym w niedzielę pobiegnę maraton….

A teraz kilka rad, do których sama zamierzam się zastosować, a wszystko po to by w niedzielę, było miło, niekoniecznie szybko ale z uśmiechem:


·      Odbiór pakietu – nie na ostatnią chwilę, tylko jakoś w tygodniu,

·      Expo – mam wszystko, nie zamierzam spędzić tam pół dnia, odbieram pakiet i wracam do domu,

·      Treningi – jak mnie będzie nosić to sobie zrobię przebieżkę w sobotę, ale i tak miałam ciężki tydzień (wczoraj Indoor Triathlon, jutro wyścig rowerowy), więc wolę odpocząć,

·      Makaron i kasza nie będzie żadnych nowości na blogu, zjem tylko wypróbowane rzeczy, kluski po których ni boli mnie brzuch, kasze, które mi smakują, zero eksperymentów,

·      Dojazd – sprawdzę starannie gdzie będę mogła dojechać, nie chcę zaskoczenia w tramwaju czy taksówce, że most nieprzejezdny, nie zamierzam dokładać sobie dodatkowego stresu, przed startem,

·      Strój i jedzenie – już w piątek wieczorem przygotuje sobie cały zestaw, jak okaże się, że czegoś mi brakuje (nie sądzę) to mam jeszcze sobotę, żeby spokojnie dokupić brakujące żele czy inne rzeczy,

·      Uśmiech – lepiej dopisać do listy, bo zdarzało mi się o nim zapominać i potem nie dość, że zdjęcia z zawodów brzydkie to atmosfera dużo gorsza. Zamierzam uśmiechać się przez 42 kilometry…

·      Czas – niełatwo być szczerym przed samym sobą, nie ma co się oszukiwać, a opowiadanie o jakimś kosmicznie szybkim czasie, na który się biegnie po to by potem znaleźć milion osiemnaście wymówek, dlaczego się nie udało go osiągnąć, jest zupełnie bezsensu. Debiutantom jest łatwiej – mówią, że chcą przebiec, inni lepiej żeby nic nie mówili albo uczciwie podawali widełki.

Do zobaczenia na starcie i na mecie!


Ps. Nerwów i stresu nie było na liście, więc ich nie potrzeba…

2 komentarze:

  1. powodzenia, ja mam za sobą zeszłoniedzielny maraton i teraz nie zazdroszczę ;-)

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa