24 kwietnia 2016

Orlen Warsaw Marathon 2016, ten na 42 kilometry – relacja

Buty zmienione, bluzka też a frytki belgisjkie, pyszne....medal na szyi fot. T.


Zacznę od końca – na mecie nie było życiówki. Pewno, że fajnie jakby była, aczkolwiek patrząc obiektywnie było to mało możliwe.  I co? I NIC! Żadnego płaczu, fochów, wręcz odwrotnie, złoty medal i puchar z frytek zaraz za metą i wielki uśmiech (ból nóg też…).

A teraz po kolei. Rano zbiórka KODerek i KODerów, startujących w dwóch biegach – numery czerwone na maraton, numery niebieskie na 10 kilometrów. Jak zwykle przemili ludzie, żarty, pocieszanie – takie zachowanie, które niektórym bardzo pomaga przed startem, innych doprowadza do białej wściekłości – ot każdy ze stresem przedstartowym radzi sobie inaczej. Dla mnie takie spotkanie było świetne – zajęło mi myśli plotkami….

Po fotce – punktualnie tak jak się umówiliśmy, rozbiegliśmy się na z góry upatrzone pozycje. Dla mnie i dla Gabi były to łazienki….potem przejście do stref startowych, tam przemiłe spotkanie z moją czytelniczką Ewą. Teraz już wiem, że zrobiła życiówkę – czego ogromnie gratuluję. O życiówc Gabi dowiedziałam się przez telefon a nie z sieci, udany debiut jest zawsze wielkim sukcesem!

Coś na kształt rozgrzewki, zapamiętałam z zeszłego roku jaką genialną rozgrzewkę dla tych co biegli na 10K poprowadził jeden z olimpijczyków – da się rozgrzać w tłumie, w miejscu. Tym razem – podskoki we własnym zakresie. Punktualny start. To lubię, przekroczyłam linię mety 2 minuty po elicie. Niby była przygotowana na to, że to nie brama jest startem, tylko maty kilkaset metrów za (tak było na pierwszej edycji – TUTAJ) nią, jednak uprzedzając innych o tym jak kiedyś było, sama w panice restartowałam zegarek żeby pokazywał prawdziwy czas. Uff wszystko zadziałało. No i nie pozostawało nic innego jak ten maraton przebiec.

Na 15 czekali Moi Kibice, którym oddałam wiatróweczkę w której biegłam, bo było tak zimno i wietrznie. Jakbym wiedziała, że tak będzie wiało w Wilanowie, to pewno bym się z nią nie rozstawała. A tak mogę napisać, że na 100% nie przegrzewałam swojego organizmu. Biegłam równym tempem do 35 kilometra, nie spotkałam ściany tylko zwyczajnie siły mi się skończyły. Więc potruchtałam do  mety. Bez narzekania, bez wybrzydzania, jak się biegnie maraton to trzeba się liczyć z tym, że będzie ciężko.


Teraz o samej trasie, którą, aż byłam zdziwiona, że tak dobrze, pamiętałam z pierwszej edycji, dziś kierunek był odwrotny, zabójczy podbieg stał się ciężkim zbiegiem, a jedyną górkę to miałam do podbiegnięcia na 4 kilometrze.

Nigdy nie biegłam jeszcze w zawodach gdzie tak by wiało. Serio, myślałam, że to w Wiązowskim Półmaratonie reklamy elektrowni wiatrowych są jak najbardziej na miejscu, tutaj reklam nie było za to takie podmuchy wiatru, że fiu fiu….

Folijka złota i medal złoty - są! fot. T.


Kibice – przemili, bardzo zaangażowani tylko było ich bardzo mało. W centrum przeważali obcokrajowcy – jak zawsze można było liczyć na gości Hotelu Bristol, potem kibicował Ursynów – jak zwykle profesjonalnie i niestrudzenie, bo przecież im też bardzo wiało! Wolontariusze uwijali się, nigdzie nie brakowało, wody, izotoników, bananów, czekolady, gąbek – dziękuję za tak świetnie wykonaną pracę.

Na trasie spotkałam super szybko biegającą Różę, która kibicowała biegaczom, hasło „Dawaj Dota” zawsze działa. Po 35 była Asia z Kasią, które po swojej 10 kibicowały maratończykom, w tak zwanym międzyczasie sporo znajomych twarzy i miłych okrzyków. To naprawdę działa – dzięki raz jeszcze.

Na mecie – Moi Kibice, puchar z frytek belgijskich zapijany Radlerem i szybki powrót do domu, kibice i maratonka byli podobnie głodni – opcja najlepszy kebap w mieście – Maho - oczywiście. W tak zwanym międzyczasie SMS od Marcina z jego nową życiówką po tym jak rzucił jedzenie mięsa, tony fejsbukowych informacji.

Wygląda na to, że wszystkim wiało, a Mariusz prawie zrealizował swoją super ambitną życiówkę….

Wiadomo, przed startem najładniej fot. KOD


KODerki i KODersi dotarli na metę jedni szybciej drudzy wolniej, niektórzy w roli zajęcy, bieg dla demokracji i wolności dziś był długi i wietrzny….

Dobrze, że kolejny maraton jesienią, to sobie odpocznę, a teraz idę smarować nogi, odpoczywać….tym co nie wiedzą co ze sobą zrobić bo wszystko ich tak boli polecam rozmowę z fizjo – ja się do niej stosuję, bo w coś trzeba wierzyć…. TUTAJ


Gratuluję wszystkim Maratonkom i Maratończykom – to jest królewski dystans a myśmy dziś go przebiegli!

Tak, tak może są inne posiłki regeneracyjne ale TEN kabap.....fot. D.Szymborska

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. dziękuję, ale brawa będę z przyjemnością przyjmować jak ładnie, czyli szybko pobiegnę jesienią Maraton Berliński :)

      Usuń
  2. Fajnie że mogłyśmy się poznać, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie :) i jeszcze raz bardzo gratuluję życiówki :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo :) każdy ukończony maraton cieszy!

      Usuń
  4. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów.
    Ja też ostatnio biegłam w takim biegu, mimo, że nie zajęłam pierwszego miejsca to byłam mega dumna z siebie, że w ogóle dałam radę przebiec i nie zrezygnowałam. 28 maja mam zamiar pobiec w biegu organizowanym w Gdańsku tak zwanym biegu dla twardzieli, zapowiada się niezapomniana przygoda a dochód z biegu będzie przekazany na cele charytatywne więcej informacji jeśli chcecie to tutaj może ktoś się dołączy http://warriorsrun.com.pl/idea-biegu.html aaa i jeszcze dodam, że uczestnicy będą wykonywali takie zadania, jak kandydaci na członków jednostek specjalnych. Zadania przygotowują byli żołnierze GROM-u oraz weteranami z Afganistanu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz, kolejne reklamy innych imprez sportowych będę kasowała :) pozdrawiam serdecznie

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa