27 lutego 2014

Zamiast pączków cudowny trening i coś mniej atrakcyjnego...

Dobieg do ścieżki, Dolomity fot. D.Szymborska
Rekordzista zjadł 684 pączki (zgaduję), jeden pączek ma 300kcal (tak przypuszczam), pan Mietek od rana wypiekł 3457 pączki (całkiem możliwe jak ma dużą piekarnię)….dziś tylko takie njusy.

A u mnie inaczej. Rano basen. Potem bieganie. Prognozy straszyły opadami śniegu a tu dalej cudowne słońce. Piękne widoki, ciężki trening. Najpierw drogą a potem już ścieżką. Nogi oczywiście mokre ale to przeszkadza dopiero wtedy gdy wchodzę do hotelu, na trasie jakoś się tego nie czuje.

Tym czymś mniej atrakcyjnym w przypadku obozów, wyjazdów jest pranie ręczne. Nie cierpię! Uwielbiam gdy w mieszkaniu, domu, który wynajmujemy jest pralka….w hotelu nie ma….więc grzecznie najpierw namaczam, potem piorę i płuczę. Przywożę ze sobą proszek, bo nie chcę mieć uczulenia jak kupię jakiś inny….dziś ostatnie pranie, kolejne zrobi za mnie pralka w Warszawie.


Zmykam bo nabiegane było to można się powygrzewać na słońcu, tak, tak powinnam się przestać dziwić dlaczego wciąż mam czerwoną twarz!

Się pierze fot. D.Szymborska

1 komentarz:

  1. Też zawsze na wyjazdy zabieram środek piorący i najczęściej jest to płyn do prania, taki bajerancki, bo specjalnie przeznaczony do odzieży sportowej.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa