19 lutego 2014

„Biec albo umrzeć’ – Kilian Jornet

Tam biegałam i tam biega Kilian Jornet fot. D.Szymborska
Nie wiem jak to jest patrzeć na szczyt Kilimandżaro, ale wiem co czułam widząc Monte Perdido. Cudowną, groźną i fascynującą górę. Tam gdzieś na horyzoncie. Kilian Jornet po prostu na nią wbiegł. Jest w tym najlepszy na świecie.

Zanim o karierze Kiliana mój ulubiony fragment dotyczący kuchni: „Po prawej znajdowała się kuchnia z trzema palnikami i piekarnikiem, gdzie trzymaliśmy dwa garnki, patelnię do paelli i blachę.” – UWIELBIAM takie fragmenty, tak samo jak uwielbiam paellię!

Kilian urodził się w 1987 i prawie od urodzenia biegał po górach, rodzice mieszkali w górach, on dorastał wspinając się, jeżdżąc na nartach i tak zostało.

Ten 26 latek nie ma innego życia niż bieganie, jednak nie jest to zwykłe bieganie to jest podniebne fruwanie jak nazywa pokonywanie tras powyżej dwóch, trzech tysięcy metrów.

Książka (a bardziej tłumaczenie z katalońskiego) nie jest porywające, nie znam oryginału więc nie wiem jak go czyta. Tu znów taki mały szczegół, Kilian, jak wynika z książki jest nacjonalistą katalońskim, stolicą kraju dla niego jest…. Barcelona oczywiście.

Jestem pełna uznania dla Kiliana, dla jego osiągnięć, jednak po lekturze książki zrobiło mi się tak smutno. To kolejna osoba, która odnosi światowe sukcesy w sporcie ale w życiu osobisty, jest samotny i nie ma nikogo bliskiego. Owszem wspomina o rodzicach, rodzeństwie jednak dziewczyna z którą próbował ułożyć sobie życie od niego odeszła.

Kilian, urodzony i wychowany w górach ma do nich ogromny szacunek, podoba mi się zdanie, które jest tytułem jednego z rozdziałów – „Szczyt zdobywa się wtedy, gdy już udało się z niego zejść.”

Podsumowując to naprawdę ciekawa górska opowieść. Nie można jej czytać na nizinach, robi się wtedy tęsknie do gór, wiatru, widoków. Na szczęście w sobotę mam nadzieję zrobić pierwszą przebieżkę po Dolomitach. Kilian oczywiście zbiegał je przed mną. Ja będę spokojnie pokonywać kilometry, on fruwa, ja będę miała chwilę by podziwiać widoki, on na taki luksus pozwala sobie tylko wtedy gdy jest pierwszy na szczycie i ma przewagę co najmniej kilkunastu minut przed następnym zawodnikiem. Ja będę ścigać się z samą sobą, on ściga się z całym światem. Obydwoje lubimy zwyciężać, obydwoje szanujemy góry. Dla mnie są one miejsce, które czasem odwiedzam, dla niego całym światem.




Biec albo umrzeć, Kilian Jornet, Wydawnictwo EQN, Kraków 2013

12 komentarzy:

  1. Po przeczytaniu tej książki miałam podobne odczucia co Ty. Byłam zachwycona jego osobą, osiągnięciami.. jednak automatycznie robiło mi się smutno, że nie ma bliskiej osoby przy sobie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tak miałam przy Scotcie Jutrku i Chrissie również, bo pewnie spotykają się z ludźmi, ale jakoś tak w życiu ma się tylko te treningi. I pewnie im to odpowiada, ale mi by chyba jednak nie odpowiadało. Za dużo rzeczy w życiu mnie ciekawi, żeby skupić się tylko na jednej - no nic , najwyżej nie będę mistrzem świata :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście są tacy, którym udaje się łączyć miłość, rodzinę i starty na najwyższym poziomie, Paula chyba jest takim najbliższym mi przykładem....

      Usuń
    2. Nie no, wiadomo, ale jednak większości przeciętnych ludzi :p jest to dosyć ciężkie - dla mnie np szczytem niemożliwości byłoby trenowanie to triathlonu, dbanie o dom, super posiłki, praca, studia i jeszcze moja kolejna pasja - psy. No doba jest za krótka ;p. Dlatego pewnie się tak fajnie czyta te historie, gdzie mimo wszystko wydaje się to wszystko przychodzić łatwiej jeśli są to inne osoby :)

      Usuń
    3. ja uważam, że wszystko jest wykonalne chodzi o ustalenie priorytetów. Jak tylko biegałam to wydawało mi się, że więcej trenować nie można...jak zaczęłam przygotowania do triathlonu to okazało się, że da się zmieścić jeszcze duuużo treningów w tygodniu. Oczywiście wszystko ma jakieś ale - chodzę wcześniej spać, wstaję o 5.20 i tak dalej...ale cieszę się z tego i to chyba jest najważniejsze - móc trenować!

      Usuń
  3. Jak już wspominałam - książki jeszcze nie czytałam, czeka na swoją kolej i chyba podświadomie zostawiam ją na zbliżający się wyjazd w góry - też na treningi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że w górach tą książkę będzie się jeszcze lepiej czytało :)

      Usuń
  4. O! Chyba jesteś piewrszą osobą, ktora dociągnęła tę książkę do końca. Powiedz mi proszę, czy coś w dynamice książki się zmienia po 100 stronie?

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa