1 grudnia 2015

2/3 relacji czytelniczki czyli recenzja kulinarna warszawskie restauracji

Tatar z sarny, kawior ślimaczy, trufle i dużo dymu fot. K. Załuska


Kilka tygodni temu na blogu zaproponowałam warszawiakom albo tym, którzy byli skłonni przyjechać do stolicy, konkurs na krytyka kulinarnego. Zadanie było proste, przy podanym menu (zdecydowanie nie dla wegetarian) trzeba było pójść do restauracji, zjeść i żeby nie było zbyt łatwo, opisać to co była na talerzu.

Konkurs wygrała Kasia Załuska, właśnie dostałam napisaną recenzję warszawskiej restauracji Dwie Trzecie. Dziękuję za kawał krytycznej roboty! Myślę, że krytycy kulinarni mają dobre i złe dni, ten okazał się smaczny dla Kasi, choć zdaje się, że Szefowie Kuchni muszą jeszcze popracować nad deserem….


„Restauracja Dwie Trzecie na Wilczej, to urocze miejsce na kulinarnej mapie Warszawy. Niepozorne, z zewnątrz zwyczajne i niczym nieróżniące się od tylu knajp w stolicy. Jednak jakże mylne jest to wrażenie! Już od wejścia przywitała mnie przemiła kelnerka (żałuję, że nie znam jej imienia, bo była wspaniała! Pomocna, konkretna, z duża wiedzą a przy tym ogromną sympatią i urokiem). Sam wygląd wnętrza lokalu mnie zauroczył: cegły pomalowane na jasno, kolorowe skrzynki na owoce, butelki, przyjemne światła i ta ściana! Ściana po sufit wypełniona butelkami z winem, obrośnięta zieloną roślinką. Piękna! Całości dopełniało duże okno, przez które można było podpatrywać kucharzy przy pracy. 

 
Pierwsze danie fot. K. Załuska

Consomme fot. K. Załuska

Pieczywko fot. K. Załuska



Przechodząc do sedna mojego posiłku, na początek zaserwowano mi consomme z bażanta z pieczonymi warzywami korzeniowymi. I pierwsze, co poczułam, to zapach świeżego tymianku. I już mnie kupili! Tymianek kocham miłością absolutną, a jak do tego dostałam pyszne, pełne słodyczy warzywa - marchewkę, pietruszkę i seler, a wszystko zostało zalane esencjonalnym, klarownym i bogatym w smaku bulionem - byłam w niebie! Na tak zimny, wietrzny dzień to było spełnienie marzeń. Smak bulionu nie zaskoczył mnie jakoś powalająco, ale przywołał wspomnienia babcinego rosołu z kaczki. Bardzo, bardzo smaczna zupa.

Następnie podano mi tatar z sarny w akompaniamencie kawioru z jaj ślimaka, pudru truflowego i jaja przepiórczego. Efekt WOW był osiągnięty w pełnej krasie. Kelnerka przyniosła mi tatara podanego w tak zjawiskowy sposób, że aż żal było go jeść i psuć tak piękną kompozycję. Magia na talerzu. Słowa nie oddadzą tego widoku. Co do smaku, to tatar miał mocny, intensywny smak, dokładnie tak, jak się spodziewałam. Był idealnie doprawiony, mocno pieprzny, a dodatek ogórka i cebuli powodował przyjemne chrupanie. W połączeniu ze słodkim pudrem truflowym i świeżutkim pieczywem było to pyszne, danie dopieszczające kubki smakowe w stu procentach.

Daniem głównym była koźlęcina sous vide z musem z czerwonej kapusty, soczewicą, puree z dyni i chutneyem ze śliwki, podane na pięknym talerzu łupkowym. Patrząc na mięso miałam mieszane uczucia, gdy jednak zanurzyłam w nim widelec, wiedziałam, że to będzie TO. Mięciutkie, delikatne, rozpływające się w ustach mięso, doprawione tak, że można nie przestawać go jeść, a ręka sama sięga po następny kęs. Mus z czerwonej kapusty również był wspaniały - wyrazisty, ale nie dominujący, do tego wspaniała soczewica i coś, co urzekło mnie absolutnie - chutney ze śliwek, na orientalną modłę, pysznie pachnący korzeniami, jednocześnie słodki i pikantny. Jedno zdanie nasuwało się na usta - dlaczego tak go mało? Zdaję sobie jednak sprawę, że swoimi różnorodnymi i jakże mocnymi smakami przyćmiłby gwoździa dania głównego, czyli koźlę. Porcja była bardzo przyzwoita, więc mogłam rozkoszować się doznaniami kulinarnymi przez długi czas. 

Danie główne fot. K. Załuska


Po daniu głównym przyszła kolej na deser, na który bardzo czekałam. Tu jednak spotkało mnie rozczarowanie, ponieważ moja śliwka w czekoladzie, która okazała się deserem na zimno, miała bardzo duże kryształki lodu. Nie wiem, czy był to zamierzony efekt, jednak owa struktura psuła zdecydowanie całość wrażenia. Z ostatniego dania najbardziej smakowała mi posypka, która łączyła w sobie smak mocno śliwkowy z czekoladowym, a do tego cudownie chrupała. 

Deser fot. K. Załuska

Podsumowując, obiad uznaję za bardzo udany. Kucharze pokazali swoje umiejętności, każdy kolejny kęs wędrował do ust z ogromną przyjemnością. Chętnie powtórzę w przyszłości wizytę w restauracji Dwie Trzecie, ale tym razem zabiorę ze sobą męża. I koniecznie muszę spróbować ponownie śliwki, aby mieć porównanie - czy kucharze zamierzyli sobie efekt kryształków w deserze, czy wyszło im to przypadkiem. Polecam z czystym sumieniem. Idealne miejsce na randkę, obiad z rodziną czy po prostu posiłek w miłej atmosferze.”
Kasia Załuska

3 komentarze:

  1. Mimo, że to najdroższy "kawior" świata, to jaj ślimaków bym nie zjadła. Natomiast tatar wygląda bajecznie. Prawie wszystkie dania pięknie się prezentują, mi nie podoba się tylko danie główne. Taki miks kolorów i form, to chyba nie moja bajka. Za dużo się tam dzieje dla mnie, ale to kwestia gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może czasem lepiej nie wiedzieć "do końca" co się...bywamy zamknięci na nowe smaki.....

      pewno, że jedzenie to kwestia gustu a z restauracjami to jest tak, że jak raz pójdziemy i się zachwycimy to tam wrócimy, jak nie....to stracili klienta...

      Usuń
    2. O tak, gdybym nie wiedziała, że to jaja ślimaka to potraktowałabym to po prostu jako kawior ale nieznanym mi kolorze i po prostu zjadła. Ale jakoś... wole wiedzieć, co jem.

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa