30 grudnia 2015

La Fonda del Port Olimpic - Barcelona


Jak widzę pływające to nie zamawiam... coś w stylu, znajomych się nie zjada....fot. D.Szymborska

Jak biegałam to widziałam uliczkę restauracji, wyglądała na zupełnie wymarłą, coś jak z filmu „Od zmierzchu do świtu” a wieczorem płoną tutaj ogrzewające gości ognie.  

Restauracje dzielą się na te, które są pełne i kolejni ludzi czekają przed nimi,  i na te, które są zupełnie puste. Co ciekawe menu niewiele się różni. Ot do jednych się chodzi, do drugich nie. Choć może tak jak w filmie Tarantino, chodzi o coś innego….

Pewno, że nie zawsze pełna restauracja jest gwarancję dobrego jedzenia, ale zawsze jest szansa, że tam gdzie tłoczno, może smaczniej nie będzie ale na pewno przyjemniej!

Fonda wypełniona gośćmi, słychać wiele języków, dla dzieci magik dla dorosłych „domowa” nalewka na deser.

Ja z tych co od razu jak przeczytają menu to chcę złożyć zamówienie, wzrokiem przywołałam kelnera, który okazał się szefem sali, który oczywiście z uśmiechem przyjął zamówienie ale nie do końca przekazał kelnerowi o co mi chodziło, w efekcie dostałam sałatę przed zupą…  tak, tak w Fodzie mają zupy!

Zupa rybna to była pomidorówka z ryżem i rybami, wyborna! Natomiast sałatka Cezara to było coś dziwnego. Delikatnie mówiąc, wariacja w temacie Cezara, choć jak dla mnie duża ilość anchois to zawsze atut, a takie świeże to jeszcze większy plus. Natomiast talerz pica pica to było coś fantastycznego. Nie trafiłam żadnej ostrej papryczki, ale zabawa przy jedzeniu zawsze jest przednia!


Czekadełko, zachypadełko - czyli chleb z sosem pomidorowym i rybami fot. D.Szymborska

Czekadełko numer dwa - pyszne oliwki fot. D.Szymborska

Pica Pica - super smaczny zestaw fot. D.Szymborska

Rybna pomidorówka z ryżem fot. D.Szymborska


Fonda jest wielką restauracją, składa się z „ogródka”, „przed ogródka” i właściwej restauracji. Obsługa super profesjonalna, starej daty kelnerzy, którzy noszą kilka talerzy na raz, w mig ogarniają stoliki po gościach, którzy wychodzą – patent zwijania obrusów w pięć sekund opanowany do perfekcji.


Dopiero po jedzeniu zerknęłam do sieci i przeczytałam recenzje, które normalnie mnie zniechęcają – jak goście zachwalają wielkość porcji i to, że jednym daniem można się najeść to do takie restauracji rzadko idę….Nic to, ja zachwalam obsługę świetne przystawki, dobrą zupę i odradzam sałatkę, albo przynajmniej nastawianie się na klasykę.

"Wystawa" restauracji fot. D.Szymborska


To była sałatka Cezara....fot. D.Szymborska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa