26 grudnia 2015

Spalanie świąteczne

Każde kilkaset kalorii się liczy, a te spalane w biegu z niskim pulsem liczą się jeszcze bardziej! fot. D.Szymbroska


Gdzie nie zerknę, to wszyscy przejedzeni, serniczki, pierniczki…dużo tego. 

Świetnie rozumiem, że ktoś – czyli bliska rodzina, albo przyjaciele – to przygotowali, upiekli, poświęcili dużo czasu i pieniędzy by było smacznie, to ktoś – czyli my – to zjada. I tak kółko się zamyka. Kalorii przybywa.

Na szczęście są na to proste i bezpłatne sposoby – spalanie świąteczne. Owszem jest to zajęcie czasochłonne, bo treningi spalające tłuszcz wymagają stosunkowo niskiego pulsu, co przekłada się na niską prędkość, co jak łatwo się domyślić w przypadku dłuższych wybiegań oznacza spędzenie przedpołudnia w lesie! I to ma same zalety! Chudnięcie, albo robienie miejsca na obiad, jak ktoś woli, to jedno a drugie to odpoczynek. Nie trzeba obmyślać co powiedzieć wrednej cioci, jak nie zdenerwować teściowej, czy też co zrobić z męczącym kuzynostwem by nie demolowało domu.

Świąteczne spalanie daje dystans do Świąt. Dystans mentalny jest wprost proporcjonalny do dystansu biegowego. 

Ot zwyczajnie im bardziej się zmęczymy tym jesteśmy spokojniejsi, tym mniej rzeczy nas denerwuje, nie mamy siły na głupoty.


Dziś biegałam w Lesie Kabackim, pora po wczesnym śniadaniu, tłumy biegaczy! Jak to bywa w Święta przeważali mężczyźni, choć i kilka pań spotkałam. Tak sobie krążyliśmy po alejkach, machaliśmy do siebie. W większości były to znajome twarze, jeszcze nie było tych co w ramach noworocznego postanowienia, zrywu ubiorą buty biegowe. Tak dzisiejsza to była ekipa trenująca do połówki, maratonu, spokojne, długie wybiegania. 


Wcale nie jest łatwo biegać na zadany puls, miało być średnio 147 do 150....
było, ale wciąż zdarzały mi się zrywy....fot. D.Szymborska


Cieszę się, że od stycznia w lesie będzie jeszcze tłoczniej. Z dwóch powodów, pierwszy, egoistyczny będzie bezpieczniej. Samotne wybiegania mają wiele uroku, jednak gdy biegam po lesie to wolę wiedzieć, że spotkam innych biegaczy, a nie meneli czy inne osoby, które do przyjaznych się nie zaliczają. 

Po drugie, to super, że tyle osób zacznie swoją biegową przygodę! Pewno dla części będzie to słomiany zryw, trzy treningi i buty wylądują na najwyższej półce w szafie, dla innych to będzie zimowe przebudzenie i z nimi się będę spotykać w lesie i na zawodach. I wszyscy będziemy chudsi….i świat będzie piękniejszy!

Jedno zdjęcie z rozciągania, było tak ślicznie, wiosennie i ciepło....fot. D.Szymborska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa