10 grudnia 2015

Książka kucharska do czytania, czasem gotowania

Trochę jak książkowo jedzeniowy blog a troszkę jak książka kucharska fot. D.Szymbroska


Szukam prostoty i doskonałości, a nie mchu w garnku z kawiorem z jarmużu…. Dlatego z taką żarliwością polecam nową książkę Slatera.

Nigel Slater jest, jak siebie nazywa - pisarz kulinarny. Piękne określenie kogoś kto uwielbia gotować i o jedzeniu opowiadać. Niedawno wydana trzecia część kulinarnych pamiętników Slatera to książka niezwykła.

Zamysłem autora było spędzenie 365 dni z czytelnikiem, przeprowadzenie przez pory roku, zapoznanie z przyprawami, opowiadanie o produktach, wreszcie nauczenie gotowania (choć to nie jest konieczne, ani obowiązkowe).

To książka dla cierpliwych, dla tych, którzy nie idą na łatwiznę. W domu książka jest od miesiąca, jeszcze nic z niej nie ugotowałam, ale jakoś nie czuje się z tym źle, zerkam, czytam, podpatruję pomysły.


Jedna z londyńskich księgarni reklamuje tą książkę – „A year of good eating” – jako idealny prezent gwiazdkowy. Zgadzam się, można ją dać komuś zaczynającemu przygodę z gotowaniem – przeczyta, odłoży i sięgnie po przepis kiedy będzie na to gotowy. Można ją dać komuś kto szuka inspiracji – myślę, że postąpi podobnie. Slater pisze na tyle dobrze, że jego najnowsza książka może też być prezentem dla osoby, która jeszcze nie urządziła, kuchni lub nie cierpi gotować – wtedy jej miejsce będzie przy łóżku, smaczna lektura, dzięki której czytelnik doceni, to co proponują mu restauracyjni kucharze, a potem….jak wszyscy odłoży książkę i sięgnie po nią we właściwym momencie. Wreszcie to prezent, dla tych, którzy lubią czytać kilka książek na raz. Slater pisze tak, że można czytać „na raty”, zapominać i znów otwierać książkę, można też zerknąć w przód, zagadki dobrego jedzenia są rozwiązywane na każdej stronie….

Przepisy Slatera są takie jak lubię, proste, ale zaskakujące, to co mi się podoba najbardziej, to opowieści, wstępy, wprowadzenia.

„A year of good eating” przypomina blog, to nie są „tylko” przepisy to jest życie, wydarzenia, a wszystko wokół stołu, kuchni.

Jeszcze tylko dla wciąż nieprzekonanych czy warto wydać 30GBP, to wspomnę o pięknych zdjęciach. Dla mnie gotowanie jest dużo łatwiejsze i sprawia więcej radości jak wiem do czego dążę, Slater to rozumie i pokazuje obiektywem Jonathana Lovekina piękne stylizacje jedzenia. Widać fotograf i autor się rozumieli, nie jest to przerost formy nad treścią, a dokładnie zdjęcia nad jedzeniem. To smak jest najważniejszy, a że przy tym może być ładnie….

Książka tak mi się podoba, bo zgodna jest z tym co obecnie najbardziej mi się podoba w restauracjach, w gotowaniu, a jest tym smak, a nie jakieś udziwnienia.


Nigel Slater, a year of good eating, Fourth Estate, Londyn 2015

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa