31 grudnia 2015

Cursa dels Nassos 2015 – Bieg Sylwestrowy w Barcelonie

Po biegu, już w bluzie, bo się zimno zrobiło....temperatura spadła tak do 10 stopni...na plusie...


Tym razem obyło się bez niespodzianek, bieg był po asfalcie, zgodnie z trasą opublikowaną na stronie zawodów. Niespodziankę to miałam cztery lata temu, gdy startowałam w Niemczech, pod Berlinem – bo nie było asfaltu za to podbiegi i zbiegi do starych baz wojskowych. Tutaj, w Barcelonie za to było granie w kopaną butelkę, oszukiwanie co do długości trasy, autobusy od których oddzielały tylko ustawione niedbale pachołki i olbrzymi ponad dziesięciotysięczny tłum uśmiechniętych biegaczy.

Cursa dels Nassos – czyli bieg czerwonego nosa po Barcelonie. Start o 17.30 – taka godzina, która dokładnie rozbija dzień, bo ani obiadu nie ma kiedy zjeść ani pozwiedzać, pozostają tylko przedsylwestrowe zakupy! Tutaj sklepy otwarte do dwudziestej…

Nigdy wcześniej nie startowałam w biegu w Barcelonie, dlatego system rejestrujący biegaczy przypisał mnie do strefy białej, czyli takie bez zadeklarowanego czasu. Białe numery to była sylwestrowa mieszanka biegaczy, wolnych, szybkich, bardzo wolnych, zabawowych, zorganizowanych, pojedynczych. Wystartowałam w ostatnim sektorze, po wszystkich na zadane czasy. Chciałam biec szybciej ale się nie dało, był taki tłok i wyprzedzanie było bardzo trudne, oczywiście posuwałam się do przodu, minęłam rozśpiewaną grupę kilkudziesięciu karateków, którzy biegli w kimonach i przez całe 10 kilometrów (spotkałam ich gdy wracałam już do hotelu, a oni wbiegali na ostatnią prostą, wciąż śpiewając swoją piosenkę), renifery ciągnące śnieżynkę na hulajnodze, świecące, biegnące choinki. Trasa była trudna, kręta z podbiegami, zbiegami, tym większy mój szacunek dla tych, którzy po 28 minutach wbiegli na metę!


Cava na chwilę późniejszej mecie....fot. D.Szymborska


Chyba rozumiem, dlaczego tutaj tak popularna jest piłka nożna, ot większość chłopaków, niezależnie od wieku, uwielbia coś kopać. Z braku piłki można kopać do siebie, podawać, kiwać i przechwytywać butelki z wodą! Serio! Taką zabawę mili biegacze w białej strefie!

Tym co zdecydowanie mi się nie podobało to było skracanie trasy, nie jakieś tam ścinanie zakrętów tylko przebieganie między barierkami tak by zaoszczędzić jakieś 1.5 kilometra – tak oszukujący zawodnicy byli wygwizdywani przez innych uczestników biegu, jednak z braku sędziów czy mat pomiarowych wbiegali z oszukanym dystansem na metę. Dla mnie to było o tyle żałosne, że przecież biegli w najsłabszej grupie, nie byli nic w stanie „ugrać”, oszukiwali siebie i innych – smuteczek!

Jeżeli chodzi o doping, cóż było trochę kibiców, resztę stanowili wkurzeni turyści lub lokalsi, którzy nie mogli przejść przez ulicę i bardzo się tym denerwowali.

Jednak bieg super. Świetne emocje, super muzyka na mecie, pewno, że żal, że nie było medali, ale za to jakie miłe wspomnienie na koniec tego roku! To było bardzo dobrze wydane 16 Euro – tyle kosztowało wpisowe!


A teraz zmykam bo przystawki już są na stole….a do północy coraz bliżej!

Chyba bardziej hiszpańsko się nie dało...fot. D.Szymborska

2 komentarze:

  1. Fajnie, że bieg i Sylwester się udał :) Śmieszni ci biegacze, co oszukiwali. Bieg to zawsze przezwyciężenie siebie, bieg na 100% dla własnej satysfakcji... Chyba nie ogarnęli jeszcze tego ;)

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie też wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa