21 kwietnia 2013

Orlen Warsaw Marathon – relacja

Medal fot. D.szymborska

Umyta, przebrana, odciski nasmarowane, lód przyłożony do bolących miejsc. Maraton przebiegnięty. Dużo emocji. Nigdy nie biegłam z T. a tutaj taka miła niespodzianka finisz za ręce przez metę! Ach. Romantyczna się robię.

Wracając do samego maratonu organizacja na tip top. Start – szybko bez czekania, w miłej atmosferze. Punkty z piciem obsługiwane przez sprawnych wolontariuszy. Oznaczenia co kilometr. Na samej mecie też wszystko super zorganizowane – folijka, woda, medal. Nie było tłumu, nie było kolejek. Miło sympatycznie.

Jest tylko małe „ale”, na trasie z wyjątkiem Ursynowa nie było dopingu. Czułam się trochę idiotycznie. W koszulce, z numerkiem z tłumem innych ludzi, przez pola, łąki. Oczywiście asfaltem, ale to chyba nie o to chodzi w maratonie w stolicy europejskiego kraju?

Obcokrajowiec, który biegłby w tym maratonie pomyślałby, że Warszawa to kilka starych budynków, jedna brukowana ulica, a reszta to drogi szybkiego ruchy, pola, łąki i las. Dziwnie.

Teraz poczekam na zdjęcia, organizator zapewnia je za darmo na swojej stronie, pozostaje mieć na dzieję, że a) będę na jakimś b) ładnie wyszłam. Poczekam 24 godziny.

Medal ładny ale nic specjalnego. Dowiesiłam już do kolekcji.

To był dobry dzień, piękna pogoda, dużo kilometrów w nogach, ale i radość z romantycznego końca ogromna. Dziś nie liczył się czas, dziś było inaczej. Pierwszy raz nie mogę nic napisać o samotności długodystansowca, bo samotna to nie byłam.

Ps. Fundacja dla której zbierałam pieniądze tym razem nie dopingowała na trasie. Szkoda. Wszystkim, którzy kupili moje kilometry, serdecznie dziękuję.

9 komentarzy:

  1. Było super :) szkoda tylko, że Henryk Szost nie dobiegł do mety :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super to prawda. bieg zorganizowany rewelacyjnie ale zupełna olewka Warszawiaków:( to smutne:(

      Usuń
  2. Wszystko było super, oprócz małego drobiazgu..nie wiem jak Wy ale ja do końca roku nie tknę cytrynowego izotonika;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wybierałam wodę, ten izotnic z Lidla to najlepszych nie należy:(

      Usuń
    2. Może i masz rację, ale na pewno nie stanąłem na starcie dla izotoników;) BTW. Ja do swojej checklisty na następny start muszę coś do ochrony przed słońcem dodać bo się lekko opiekłem;)

      Usuń
    3. Ochrona przed słońcem by się przydała, ale i tak połowa spłynie po 10km, resztę zetrzemy gąbkami :-)

      Usuń
    4. dokładnie kremy się ścierają:( inna sprawa, że jak jesteśmy przyzwyczajeni do słońca to jest lepiej...a tutaj po takiej ZIMIE nagle lato!

      Usuń
    5. Co prawda nie brałam udziału w niedzielnym maratonie, ale jak czytam Wasze komentarze na temat słońca to przypomina mi się ostatni Bieg Niepodległości, na którym pogoda też zrobiła niezłego psikusa. Parę dni wcześniej było zimno i paskudnie, a w dniu biegu bardzo słonecznie i ciepło. Zapewne oprócz mnie, jeszcze wielu innych biegaczy ugotowało się wtedy zanim dobiegło do mety. Cieszę się, że udało się osiągnąć Wam wszystkim metę!! A co do braku dopingu - należy mieć nadzieję, że tradycja biegowa i dopingowa w naszym pięknym kraju będzie się rozwijała. Sama z roku na rok obserwuję rosnącą liczbę biegaczy. Uważam, że jest dobrze, trzeba tylko cierpliwie poczekać. A może to właśnie my jesteśmy tym pokoleniem, które rozwinie i zaszczepi tę nową tradycję? Kto wie...

      Usuń
  3. Gratuluję! Jest Pani moją motywacją :)

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa