26 stycznia 2015

Bieganie po górach – moje zasady bezpieczeństwa


Przed wbiegiem na szlak

 

Bieganie po górach jest cudowne, ale wiadomo trzeba o siebie dbać, dlatego ZAWSZE przestrzegam następujących zasad, jak na razie nigdy nie skorzystałam ani z telefonu alarmowego ani z foli termicznej, ale zwyczajnie lepiej się czuję wiedząc, że mogę poczekać na pomoc jakby mi się coś stało.

 

Oto moja lista:

 

·       Przed biegiem, mówię lub wysyłam SMS z informacją gdzie idę biegać – nie tylko Dolomity są duże, w każdych górach można się zgubić a po co utrudniać akcję ratowniczą jak można określić obszar w którym będziemy biegać,

·       Zawsze po biegu daję znać, że już wróciłam – to mi zostało z książek wyjść w schroniskach, gdzie przed telefonami komórkowymi, GPSami wpisywało się godzinę wyjścia, trasę, ilość osób, przewidywaną godzinę zejścia ewentualnie dojścia do kolejnego schroniska,

·       Zawsze ze sobą mam naładowany telefon – nie tylko po to by robić zdjęcia, ale tak na wszelki wypadek, dlatego odradzam aplikacje śledzące nasz bieg – „zjadają baterie” i może się okazać, że owszem będziemy mieli śliczny zapis trasy, coś do pochwalenia się na FB ale nie będziemy mogli zadzwonić po pomoc bo nam się bateria wyczerpie, można też biegać (ja tak robię startując np. w maratonach) ze starym telefonem – takim malutkim, bez ekranu dotykowego, którego bateria wytrzymuje kilka dni,

·       W plecaku mam folię termiczną, to leciutkie jest, a może pomóc w sytuacji krytycznej,

·       Biorę też mapę, bo GPS jedno ale mapa zawsze może się przydać,

·       Picie i żel – niestety zimą to i to zamarza na dłuższych trasach, dlatego zdarza mi się na dłuższe wybieganie brać ze sobą nieporęczny, ciężki termos, ale łyk herbaty cieszy tak ogromnie, że można mieć cięższy plecak,

·       Planuję trasę – jak biegam sama to a) nie biegam po ciemku b) nie biegam w rejonach, które są znane ze schodzenia lawin c) nie jestem optymistką, zawsze doliczam czas, bo zwyczajnie czasem nogi odmawiają posłuszeństwa a ja nie chcę biegać po ciemku albo spóźnić się na obiad!

 

Spora lista się tego zrobiła, choć z drugiej strony te wszystkie moje zasady są proste, rzeczy które biorę do plecaka (z wyjątkiem termosu) lekkie, a jakoś lepiej się czuję, wiedząc, że sama o siebie zadbałam!

 

A dziś było cudownie na szlaku. Uśmiech wciąż na zmarzniętej buzi. Temperatury bardzo różne – w słońcu cudownie, rozgrzewająco ciepło, w cieniu – bardzo zimno. Ciężko się odpowiednio ubrać. Raz ubieram buff na twarz, to rozpinam kurtkę….

 

Wczoraj spotkałam dwie biegnące dziewczyny, więcej biegaczy nie widziałam. Zastanawiam się nad wypożyczeniem rakiet śnieżnych – nigdy na nich nie chodziłam i jestem ciekawa jak to jest….

8 komentarzy:

  1. Dobrze też mieć chyba kawałek czekolady lub jakiś niezdrowy, a słodki baton, w razie czego... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja zabieram jeszcze tabletki przeciwbólowe - ratują w kryzysowych sytuacjach ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dota, piszesz "wiedząc, że sama o siebie zadbałam!" i o to chodzi, bezpieczeństwo jest ważne.
    Góry to wymagający teren...warto zadbać o swoje zdrowie i czasem życie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja co prawda ostatnio bardziej obrastam w tłuszcz niż biegam- jakoś trudno jak się wypadnie z rytmu wrócić- ale z wielką przyjemnością czytam Twoje wpisy i cieszę się energią, która w nich jest.
    Dzięki.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa