29 stycznia 2015

Produkty lokalne czyli moje dzisiejsze zakupy


 
 

Wolny dzień! Poszłam na przystanek, autobusu brak. Poczekałam moment, zimno bo staję w cieniu. To poszłam piechotą, po 45 minutach doszłam do miasteczka. Choć słowo miasteczko to za dużo powiedziane – kino/centrum kultury, agencja nieruchomości, kilka barów (z tych bardziej ohydnych), kilka wypożyczalni nart, apteka i ze trzy sklepy w tym jeden udający supermarket.

 

Dawno nie byłam w tak ohydnym miejscu. Folgarida to nie jest ani spacerowe miejsce, ani zakupowe, ani romantyczne. Trzeba podnieść głowę i patrzeć wysoko wtedy od razu na twarzy pojawia się uśmiech – otaczające to brzydkie miasteczko/wieś góry są cudowne! Skrzące śniegiem w słońcu, piękne!



Tyle, że ja na zakupy przyszłam. I co? I makaron kupiłam. Lokalny. Nie jem ale czemu mam nie ugotować? Do tego od razu z przepisem, żeby masło i szałwie dodać – zapowiada się pysznie. Co do wina, to w dziale monopolowym spędziłam dużo czasu, wybrałam lokalne z tego regionu. Jakie będzie to się w weekend przekonam. Do tego woda mineralna w śmiesznej butelce. Ogromnie mi się jej kształt spodobał – zamysł jest taki, żeby te 0.33 wody zmieścić w kieszeni. Butelka przypomina kształtem pękatą piersiówkę.

 

Po tych wielkich zakupach wróciłam autobusem – bo akurat jechał, choć według rozkładu jazdy wcale go tam nie powinno być. Miły kierowca opowiedział mi o wszystkich szczytach otaczających dolinę, mówił szybko, gestykulował i odwracał się, żeby palcem wskazać o której górze mówi. Serpentyny olbrzymie, prędkość jak na mały autobusik spora, a patrzenie na drogę rzadkie bo dobrze wychowany Włoch patrzył na mnie. Dojechałam, z racji tego, że byłam jedną pasażerką to pan kierowca podwiózł mnie pod sam hotel.

 

Tutaj na górze, piękniej a Folgaridą się nacieszyłam, więcej „wypraw” nie przewiduję.

4 komentarze:

  1. W nowych miejscach koniecznie trzeba spróbować miejscowych specjałów.
    Smacznego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, sprobowac, trzeba, a jak sie jest na diecie to trzeba to robic bardzo madrze :)

      Usuń
  2. W Livigno to pizzoccheri podawane w knajpach było bardzo ciężkie, makaron, ziemniaki, kapusta i oszałamiająca ilość sera. Ja tydzień przeżyłam na genialnej ( cieniutkiej ) pizzy w bardzo fajnej knajpce i makaronach z pesto gotowanych w apartamencie. Ale kcal na stokach spaliłam tyle że można było zaszaleć. Udanego pobytu, my już planujemy wakacyjny wypad na rowery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rower tutaj w Dolomitach? widzialam na mapach - cudowne i trudne trasy......

      ps. moze dzis mi sie uda kupic ser do pizzoccheri :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa