27 stycznia 2015

Motywacja z Internetu?


Przed biegowym treningiem fot. J
 

 

Od wczoraj nie ma Internetu w hotelu. Z zasięgiem też różnie bywa. Na szczęście włoski jest na tyle podobny do hiszpańskiego, że się dogadałam…. mogę przychodzić albo do recepcji albo do biura i wysyłać/sprawdzać pocztę i przyczepiać posty!

 

W praktyce oznacza to, że nici z mojego uczenia się on-line, po drugie, chyba zacznę się uczyć włoskiego bo już wszystkie (trzy) książki, które ze sobą wzięłam przeczytałam. Jeszcze przede mną  napisanie recenzji poradnika Agaty Młynarskiej, która przeszła na dietę bezglutenową.

 

Dziś ultra treningowy dzień, niezgodny z planem….bo chciałam mieć wieczór wolny!

 

Dlatego rano spokojna przebieżka – 60minut. Choć o spokojność tutaj trudno tak samo jak o płaski odcinek. Łydki zbite, uśmiech na buzi bo dalej tak ślicznie, słońce tylko jakoś zimniej się zrobiło. Potem szybki prysznic i na rower. Nie ma tutaj na siłowni spinningowych więc taki zwykły z kanapą zamiast siodełka. Lepszy taki niż żaden. Kadencja przyzwoita, waty też, inny układ ciała, ale jazda była! Po 60 minutach ponad 330kcal na liczniku, choć mi się wydaje, że mój organizm na tej wysokości spala szybciej i więcej…. Wreszcie 30 minut spokojnego rozpływania.

Z cyklu widoczek fot. D.Szymborska
 

To wszystko bez wrzucania obrazków do sieci, bez informowania kilkuset znajomych o moich wyczynach….

 

Bardzo lubię portale społecznościowe, śledzę osiągnięcia sportowe moich znajomych, przyczepiam lajki, komentuję. Z drugiej znam kilku, którzy nic do sieci nie wrzucają a trenują bardzo ciężko – a więc da się bez sieci odnosić sukcesy sportowe. Myślę, że fajnie jest oglądać zrzuty z ciekawych tras treningowych, ale żeby tak codziennie przyczepiać tą samą pętelkę wokół osiedla. Oczywiście czasy się poprawiają, ale reszta zostaje bez zmian – trochę nudno. Wystarczy mieć znajomych na endomondo albo w innej aplikacji. Z drugiej strony, jeżeli lajki mogą motywować…. To nic nie kosztuje a może taka motywacja z sieci jest dla kogoś ważna? Tylko, że tak naprawdę trenujemy dla nas samych a nie dla znajomych.

 

Tak jak z innymi rzeczami to różnie bywa, tak motywację do treningów mam zawsze. Zdarza mi się zmienić plan, zrezygnować z jakiegoś treningu, ale to tylko wtedy gdy mój organizm się buntuje – albo jak jestem chora albo jak czuję, że ciało jest tak przemęczone, że trening nie przyniesie pożytku, a może się nawet skończyć kontuzją. Takie sytuacje zdarzają się rzadko, nie lubię ich. Jednocześnie nigdy nie oszukiwałam samej siebie – nie było tak, że mówiłam, że jestem przemęczona i rezygnowałam z treningu. Co to, to nie!

 

Myślę, że to wynika z tego, że ja zwyczajnie uwielbiam trenować. Sprawia mi to ogromną przyjemność. Oczywiście wściekam się gdy słyszę – masz zwiększyć kadencję, co tak wolno – a ja mam płuca w gardle a serce w ręce.

 

Bywa też, że ledwo jestem w stanie wyjść po drabince z basenu, bo o takim ładnym wyskoczeniu na brzeg to nawet nie myślę. Wtedy wiem, że dałam z siebie wszystko na treningu.

 

Wreszcie – moje ukochane bieganie. Coraz mniej w nim elektroniki. Coraz częściej wystarcza dobry stoper. Wiem jaką długość ma okrążenie na stadionie, to i stoper wystarczą by zrobić dobry trening. Z „dużym” zegarkiem z GPSem lubię biegać nowe trasy, takie, gdzie jeszcze nie wiem, że po 8 minutach powinnam być przy tej latarni, a jeżeli nie jestem to znaczy, że za wolno biegnę….

 

Każdy trening jest czasem tylko dla mnie, dla mojego ciała. To takie prezenty, które sobie robię. Jednymi lubię się chwalić, inne są ważne tylko dla mnie.

 
Zimowo fot. D.Szymborska

Motywacja z sieci? Wydaje mi się, że nie szukając jej też ją czerpię. Jak czytam relacje znajomych z biegów, startów triathlonowych czy treningów w ciekawych miejscach, to cieszę się ich szczęściem, zazdroszczę ale nie ma we mnie  zawiści. Nie rozumiem hejterskich komentarzy na forach – to, że ktoś wolno biega nie znaczy, że jest beznadziejny, jest sto razy, ba milion razy lepszy od tych co nie biegają! Podobnie jest z każdym innym sportem.  Od czegoś trzeba zacząć, inni pozostaną na 30 minutach na 5K a niektórzy zejdą poniżej 17 minut. Wielu z nich będzie się chwalić na FB, Instagramie, czy w rywalizacjach takich jak te tworzone na edomondo. I super. Wydaje mi się, że motywacja płynie z Internetu i to jest super. Jednocześnie dobrze wiedzieć, że brak sieci nie oznacza braku motywacji!

 

2 komentarze:

  1. Najlepsze w treningu w zimie jest ciepły prysznic po ;) a internet ma jedną zaletę - widzisz progress innych więc motywujesz się do poprawiania swoich wyników - przynajmniej ja tak mam - pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak co do prysznica masz w 100% racje!!!!

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa