30 stycznia 2015

„Na siłce” w Dolomitach



 

Hotelowe siłownie to ciekawe miejsca. Z reguły jest to wielka niewiadoma, w Internecie zawsze prezentują się pięknie, podobnie jak robione szerokokątnym obiektywem zdjęcia basenów, które w rzeczywistości okazują się większymi wannami o nieregularnych kształtach.

 
Najbardziej lubię takie siłownie, które sprzedają karnety nie-dla-gości-hotelowych. W większości przypadków oznacza to, że:

 a) to nie są pomieszczenia 5m na 5m,

b) są dobre wyposażenie ,

c) mają ofertę zajęć fitness,

d) często pracuję w nich instruktorzy.

 

 
Tutaj jest coś po środku. To znaczy basen, ma po przekątnej 20m, odbywają się na nim zajęcia z aqua aerobiku, a siłownia ma nowoczesny sprzęt. Markowy, w świetnym stanie. Tyle, że raczej nie do ćwiczeń kardio. Z boku stoi orbitrek, rowerek zwykły i ten „leżący”. Nie brakuje maszyn i ciężarów, bardziej ciężarków.

 Przychodzę w różnych porach, głównie jeżdżę na rowerze. Wiadomo, że to nie to, co spinningowy albo trenażer. Zdania są podzielone – czy taki trening ma, czy nie ma sensu. Ja tam wolę pojeździć. Do tego nie nudzi mi się. Jest kogo oglądać. Wieczorem największy ruch.

Moje ulubione osoby, których obserwowanie sprawia, że godzinna jazda mija nie wiadomo kiedy to:

 
·         Panowie w klapkach i bremudach – przechadzają się między maszynami, bez rozgrzewki „biorą” ciężary,

·         Dwie bokserki – ich trening jest dobrze zaplanowany, porządna rozgrzewka, ciekawe ćwiczenia i piękne ciała. Bokserki potrafią wystraszyć panów w klapkach. Wystarczy, że podchodzą do maszyny, na której wcześniej ćwiczył „klapkowiec” i przesuwają szpikulec o kila w dół – zwiększają ciężar a „klapkowiec” zerka ukradkiem i udaje, że właśnie skończył trening i znika,

·         Panie 45 plus – te to sobie dają w kość. Mają obmyślany trening, robią milion różnych brzuszków. Zabrały ze sobą stroje do fitnessu, nigdy nie widziałam ich jeszcze w tych samych ciuchach, nawet buty mają różne!

·         Włosi, którzy przychodzą do siłowni pogadać, co pewien czas wezmą jakiś ciężarek, bez przekonania „coś” nim porobią, a tak to cały czas rozmawiają, albo ze sobą albo przez telefon, są zadowoleni ze wszystkiego i bardzo głośni,

·         Włoszki, które również wpadają na plotki, po 15 minutach są już po „treningu”, równie wesołe i wyluzowane, głośno komentujące swoje kształty - wiem dokładnie, która chce się pozbyć tłuszczyku z pupy, a która marzy o większych piersiach.

 

„Na siłce” jest zawsze wesoło! Ostatnio Włoszka wołała MAMA MIA jak zobaczyła, że ja tak sobie godzinę jadę…..

 

1 komentarz:

  1. Rozbawiłaś mnie opisem ludzi, których spotykasz ;) Ja właśnie byłam tydzień w Londynie, a w moim hotelu siłowni nie było. Natomiast tygodniowe karnety były tak drogie, że zrezygnowałam... pewnie i tak nie miałabym siły/czasu po chodzeniu dziennie 10km, jak nie po Londynie, to po sklepach ;-)

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa