18 listopada 2013

5 sposobów na unikanie kontuzji i cotygodniowe VIDEO



Przygotowując cykl filmów biegowych, nie można było pominąć tego tematu. Kontuzje. Niestety były, są i będą.

Jednak nie chodzi o to by siąść i płakać, tylko zastanowić się co można zrobić by im zapobiegać. Oczywiście co rehabilitant, fizjoterapeuta to inny pomysł. Po kilku latach biegania mam kilka sposobów, by kontuzji unikać.

Moja kontuzyjna prewencja:

1.     Słucham swojego ciała. Tylko tyle i aż tyle

Jeżeli przy wykonywaniu treningu (zgodnego z planem) czuję jakiś inny niż zwykle ból, to najpierw przerywam ćwiczenie/bieg, potem robię tak zwane drugie podejście, sprawdzam, czy dalej boli. Jeżeli ból ustąpił to wracam do treningu, jeżeli nie…to albo modyfikuje trening albo wracam do domu.
To zawsze jest trudna decyzja, bo jak przystało na biegaczy, i mnie zdarza się zakładać – zabiegam, zaraz przejdzie. Niestety to jest błędne koło, które często prowadzi do pogłębienia kontuzji.
Na kolejnym treningu sprawdzam czy mogę ćwiczyć normalnie, jeżeli tak to nie nadrabiam przerwanego/straconego treningu. To już przepadło. Nie wracam do tego.

2.     Rozgrzewka
Tak, to pierwsze słowo na „r” w które wierzę. Uważam, że mój organizm musi być dobrze rozgrzany zanim zacznę wykonywać właściwy trening. Wierzę, że wtedy prawdopodobieństwo kontuzji maleje.

3.     Rozciąganie
Drugie słowo na „r”. ZAWSZE się rozciągam. Czasem (niestety) jest to rozciąganie krótkie, ale dbam o to by COŚ zrobić. Z rozciąganiem po treningu (albo w trakcie np. przed rytmami) to jest, tak, że nie może go być za dużo! Nie można przedobrzyć a z pewnością można pomóc zmęczonemu organizmowi. Czytałam, że nie wszyscy potrzebują rozciągania, Kenijczycy na przykład mają inną budowę mięśni i nawet zawodowcy nie przywiązują wagi do rozciągania. Ja jednak z racji innych mięśni wolę poświęcić 10-15 minut po treningu na staranne rozciągnięcie. Dotyczy to zarówno biegania jak i roweru. Wiem, że po rozciąganiu mój organizm będzie się szybciej regenerował.

4.     Zawody
Dzielę je na dwie kategorie – treningowe i te w których się ścigam. Treningowe czyli takie zamiast zwykłego treningu. Często biegnę je na zadany czas, wykonuje ćwiczenia, które tym się różni od zwykłego biegania po lesie, że mam numer startowy i płacę wpisowe  (lub nie jeżeli jest to Parkrun). Zawody treningowe są dobrą zabawą, oswajaniem się ze startami. Czasem są też spotkaniem towarzyskim, zajęcowaniem itp. Inaczej jest z zawodami sprawdzającymi – wtedy też biegnę jak najszybciej potrafię. Do drugiej kategorii zaliczam kilka biegów w roku. Takich, którym jest podporządkowany plan treningowy.

5.     Spokojnie to tylko awaria

Gdy już coś sobie naciągnę, obiję itp. to nie rzucam się od razu w poszukiwanie lekarza. Obecnie gdy panuje bum na bieganie, coraz częściej znajomi trafiają do lekarzy, rehabilitantów i fizjoterapeutów, którzy biegaczy amatorów traktują jako swoje główne źródło dochodów. Zalecają wiele badań, ćwiczeń. Ja trzymam się jednego znanego mi z powściągliwości chirurga ortopedy, który najczęściej zaleca mi okłady, maści i przyhamowanie z treningami. Na szczęście w większości przypadków to w zupełności wystarcza. Jest to trudna próba cierpliwości, bo przymusowe roztrenowanie jest bardzo frustrujące. Jednak wolę 7 dni odczekać, zaleczyć wszystko niż z racji niedoleczonej kontuzji, tak naprawdę stracić dużo więcej czasu – nie wykonując dobrych treningów, pogłębiając problem wreszcie wydłużając czas rekonwalescencji.
Dobry lekarz, polecony - TAK, dodatkowe milion badań i zabiegów – NIE, chyba, że nasz dobry, polecony lekarz je zleci.
W początkowym stadium leczenie kontuzji najczęściej (o ile nie są to jakieś bardzo poważne zmiany, typu zerwanie ścięgna) ogranicza się do kompresów (z reguły to nacieranie lodem), maści (przeciwzapalnych i rozgrzewających), ewentualnie jonoforezy, pola magnetycznego (stosunkowe tanie formy rehabilitacji). Ostatnia zasada to nie daj się naciągnąć!

Na koniec smutny wniosek -  klamra tekstu – kontuzje się zdarzają nawet jak bardzo o siebie dbamy, ale możemy przynajmniej mieć z nimi problem jak najrzadziej. I jeszcze rada, jak słyszmy złośliwe „sport to zdrowie” gdy kuśtykamy po drodze, to wdawanie się w rozmowę z taką osobą nie ma sensu bo ona nie wie, że SPORT TO ZDROWIE, a jego częścią są kontuzje!



3 komentarze:

  1. Jeśli chodzi o podsumowanie to przypomniał mi się kawał, stary jak świat - ja jutro wytrzeźwieję, a pani nadal będzie brzydka. Parafrazując - mnie kontuzja minie, a pani/pan będzie nadal chora/y, nieszczęśliwa/y, gruba/y.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. czekać, rozgrzewka i rozciąganie - święte słowa! : )))

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa