22 listopada 2013

Z pamiętnika triathlonistki– odcinek 1

Pamiętnik triathlonistki fot. D.Szymborska
Zastanawiałam się czy jestem już triathlonistką czy nie? Pływam, jeżdżę na rowerze, ale w pierwszych zawodach to wystartuję dopiero w 2014. Stwierdziłam, że biegaczką byłam zanim wystartowałam w  zawodach bo biegałam…to triathlonistką jestem bo trenuję…a taką dyplomowaną i wymedalowaną to będę w maju.

To pierwszy odcinek. Pisałam już o tym, jak to było z podjęciem decyzji o dołożeniu sobie dwóch sportów TUTAJ, opisywałam też początki pływania TUTAJ, ale teraz będzie o tym jak to jest NAPRAWDĘ.

Jest cudownie.

Usypiam jak małe dziecko, śpię snem pijackim – takim, że mi się film urywa, a nie potrzebuje do tego dwóch butelek wina, ba wina w ogóle nie potrzebuje.

Włosy zaczęły mi się jeszcze bardziej kręcić. Winę zwalam na chlor. Ciekawa jestem czy za pół roku będę miała afro?

Uwielbiam płetwy i łapki, szkoda, że w nich nie można startować. Staram się docenić długość mojej stopy, to co ohydnie wygląda w eleganckich butach oznacza że „naturalna płetwa” się przyda.

Mój tyłek przyzwyczaił się do siodełka. I to całkiem szybko.

Jak mam do zrobienia tylko trening biegowy to uważam się za szczęściarę – taki luźny dzień.

Śmiesznie biegam po tym jak zsiądę z roweru – coś ale brykający konik.

Połknęłam już jedną muchę. Taka roześmiana śmigam rowerem po lesie.

Z wypiekami na twarzy czytam pisemka dla triathlonistów, wpatruje się w zdjęcia rowerów, kasków, pianek….i wiem, już że TRI tanim sportem nie jest!

Cieszę się, że zapisałam się do klubu. W naszej początkującej grupie jestem jedną dziewczyną. Rywalizacja z chłopakami mi się podoba! Na razie z braku szosówki jeżdżę sama na MTB ale od wiosny będę też trenować z grupą.

Mam więcej mięśni i ładniej wyglądam, te kręcące włosy trochę mnie denerwują.

To chyba by było na tyle. Zrozumiałam jeszcze, że TRI jest sportem dla ludzi na 3 Z:

-     Zdeterminowanych – wiedzą, że będzie ciężko, ale zależy im na osiągnięciu celu
-    Zdyscyplinowanych – bo kto inny by wstawał o 5.20, jeździł po kilka godzin w weekend na rowerze
-    Zajętych – bo jak się ma dużo rzeczy do zrobienia to można zrobić jeszcze więcej.



Zatem drogi pamiętniczku triathloniczku na razie to tyle.

3 komentarze:

  1. ile w tym prawdy! człowiek mając dużo zajęć, szuka sobie ich jeszcze więcej.. : )

    mnie właśnie ten bolący tyłek zniechęca do roweru, po 2h miałam kompletnie dosyć.. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nieśmiało zabrałam się za przygotowania do tri... i nie żałuję, strasznie mi się to podoba! Tyłek od roweru boli, choć nie jeżdżę w terenie, tylko na trenażerze. Natomiast uczę się dopiero kraula i widząc postępy, nakręcam się jeszcze bardziej na to wszystko. I też się ostatnio zastanawiałam, czy jestem jeszcze "tylko" biegaczką, czy już triathlonistką, stwierdziłam ostatecznie, że jestem czymś "pomiędzy" ;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na następne odcinki - lubię takie Twoje wpisy :).

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa