3 listopada 2013

Regeneracja – czyli coś o czym zapominamy

Czasem warto być żółwiem na treningu, śpiącym pandą w domu i gepardem na zawodach fot. D.Szymborska
Po pierwsze podział. Proponuję takie 3 grupy, a dla każdej z nich oddzielna część poświęcona regeneracji.

Część pierwsza – dla tych co właśnie zaczęli biegać
Część druga – dla tych, którzy już biegają drugi sezon
Część trzecia – to ci, którzy zmieniają buty co kolejne 1000 kilometrów (często)

1.

Nowicjusze. To nie jest obraźliwe słowo. Bo każdy bez względu jakby nie opowiadał o swojej biegowej historii, kiedyś zaczynał bieganie. To cudowny czas. Zwiększamy dystans, obciążenie. Uczymy nasz organizm wysiłku. Potem przychodzi czas na starty w zawodach. I co? Życiówki oczywiście. Przecież każdy start na innym dystansie przynosi PB czyli życiówkę po polsku. I tak nie wiadomo kiedy mija sezon. A gdzie regeneracja ja się pytam? Sezon to tak można pociągnąć ale dłużej to już będzie ciężko. Czym jest owa magiczna regeneracja. To dzień wolny od treningu, to odpowiednia ilość snu, to mądre odżywianie. Jeżeli możemy sobie na to pozwolić to masaże, sauna. Jeżeli nie to wystarczy solanka w domu i święty spokój. Serio. Wypracowany poziom kondycji nie spadnie w jeden dzień, ba będzie wręcz odwrotnie bo wypoczęty organizm osiąga lepsze wyniki.

2.

Minął sezon. Medale wiszą na ścianie albo leżą w pudełku. Życiówki są. Teraz trzeba je poprawiać. I tutaj drugoroczny biegacz zaczyna napotykać problemy. Nagle okazuje się, że urwanie minuty, pięciu, dziesięciu (wszystko zależy od długości biegu) staje się niemożliwe, nieosiągalne. Czasem wyniki są jeszcze gorsze. Organizm zaczyna się buntować. Nie da się biegać szybciej cały czas, gdy nie było roztrenowania, gdy nie ma regeneracji. Pojawia się zniechęcenie, smutek. Przecież trenuję a nie ma lepszych wyników. Stąd już blisko do rzucenia biegania. Bo nie dla mnie. Bo po co się tak męczyć, jak nie ma poprawy itp. Poprawa będzie jak damy organizmowi szansę na zregenerowanie. Dzień wolny, drzemka w weekend, witaminy rano i wieczorem, uśmiech i dobre jedzenie. To powinno wystarczyć. Cele jak najbardziej ambitne ale rozłożone w czasie. Życiówki pod koniec drugiego sezonu? Pewno!

3.


Zapas soli bocheńskiej w łazience, witaminy jak dla geriatryka w kuchni. Żadnego imprezowania w weekend bo tylko wtedy można się wyspać. Analizowanie tego co jemy, żeby były minerały, białko, węglowodany, zdrowe tłuszcze. Roztrenowanie, ciężki okres dla wszystkich (rodziny, przyjaciół, bo właśnie wtedy biegacz orientuje się, że nie wie co zrobić z czasem, który normalnie przeznacza na treningi – trzeba go czymś zająć – mały remont łazienki będzie jak znalazł albo porządek w garderobie….). Słowo na r – to zarówno relaks, regeneracja i ruch. Tylko taki spokojny. Plan treningowy realizowany co do punktu, jednak ze świadomością, że są rzeczy zależne – trening i niezależne np. zła pogoda w czasie zawodów, kontuzja itp. Pokora i uśmiech. Jak nie w czasie tych zawodów to innych, smutna świadomość, że za rok będzie trudniej. Uśmiech – trudniej to nie znaczy niemożliwie. Wyspany, zadowolony na starcie w zawodach. Nie zawsze pobije swój rekord, jednak stylowo pobiegnie, pięknym lekkim krokiem, z uśmiechem i koncentracją – to nie pierwszy i nie ostatni bieg. Będzie czas na regenerację i przygotowania do kolejnego startu…..

1 komentarz:

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa