23 listopada 2013

Dziki we mgle czyli 2h rowerem po lesie

Zatrzymałam się tylko raz przed wjazdem do lasu - było upiornie! fot. D.Szymborska
Rano padało. Perspektywa 2h w deszczu nie była kusząca, jednak co plan treningowy to plan treningowy. Na szczęście wypogodziło się. Startowałam w lekkiej mżawce, i bardzo dużej mgle kończyłam w piękny jesienny poranek.

Wpis z tych krótszych, bo….umówiłam się wcześniej na bieganie…i mam do przetruchtania jeszcze 10K.

Czy będę usypiać o 15 to jeszcze nie wiem. Jeździło się fajnie, widziałam dziki! Więc uważajcie w Kabackim! Chrumkały sobie o poranku. Przy kolejnym leśnym kółku już ich nie było. Gdy biegam to ich się bardzo boję ale tak na rowerze wiem, że szybciej ucieknę.


To idę robić moją zakładkę na raty!

3 komentarze:

  1. ja po porannym bieganiu zawsze mam ochotę położyć się do łózka i odespać.. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. fajne i niebywałe są takie spotkania, a najlepsze jest to, że biegając czy "rowerując" inaczej postrzega się wszystko

    OdpowiedzUsuń
  3. A mój ostatni ParkRun okazał się sromotną porażką - złapały mnie w łydkach straszne skurcze, których nie dało się rozchodzić. Musiałam dokuśtykać jakoś do przystanku, zamiast nóg miałam dwie kłody, które w dodatku bardzo bolały. A tu w perspektywie jeszcze Falenica. W domu Sz. rozmasował mi bolące miejsca i jeszcze w aucie je sobie opukałam pięściami. Na miejscu już odpuściły i mogłam cieszyć się bieganiem w jesiennym lesie. Podbiegi i zbiegi to jednak jest to, co tygrysy lubią najbardziej!

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa