30 listopada 2013

LIMUD – Józefów – poranne, żydowskie bieganie

O zdjęcie poprosiłam pana z recepcji…wyszło jak wyszło ale odznaki widać!!!
Rok temu biegaliśmy tylko we dwójkę. To my pierwsi z M. zauważyliśmy, że spadł śnieg. 

Dziś była nas już trójka czyli zrost liczebności grupy o 50%! Takich notowań to nawet polskie maratony nie mają! Ha! 

Biegaliśmy w deszczu. Było sympatycznie i orzeźwiająco. Świder, Józefów, Otwock i pole golfowe. Dużo rozciągania na końcu. 

Potem basen bo trzeba się śpieszyć żeby ze wszystkim zdążyć na drugi trening….ciekawe ile osób przyjdzie na 11?  

1 komentarz:

  1. My na Falenicy też mieliśmy deszczowy las - było pięknie! Trzeba było włączyć "tryb terenowy" i dobrze pod nogi patrzeć na zbiegach żeby na zadku nie zjechać. Nic nie poradzę, że uwielbiam biegać w deszczu, zwłaszcza w lesie.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa