29 marca 2014

Regeneracja i trening czyli mój plan na przyszły weekend

Poziom 511, zdjęcie ze strony Hotelu, użyte za zgodą Hotelu Poziom 511

Jura Krakowska – Częstochowska. Dawno tam nie byłam. Na początku plan był czysto regeneracyjny – ale jak to bywa z moimi planami uległ modyfikacji. Słowa „bo tak wyszło” są jak najbardziej na miejscu.

Brzmi tajemniczo. Plan wygląda następująco. Dwa i pół dnia na szlaku Orlich Gniazd. Ponieważ jestem osobą, która lubi sobie wszystko wcześniej przygotować to w zarysie będzie to wyglądało tak: w piątek w nocy przyjedziemy do Poziom 511. Fajna nazwa hotelu, który jest położony dokładanie na tej wysokości nad poziomem morza. Rano spokojne długie wybieganie. I tutaj zaczyna się historia. Bo miała być tylko regeneracja, luźny weekend ale okazało się, że obok hotelu nie tylko została wytyczona ścieżka biegowa. To wciąż mieści się w zakresie regeneracji – od spokojna przebieżka, 6K, w lesie pomiędzy skałami. Byłaby regeneracja. Jednak w okolicy biega grupa, która ma dużo trójkołamaczy maratońskich. I tak się składa, że akurat mają wybieganie – od zamku do zamku. Będzie jakieś 24K. I tym sposobem regeneracja będzie w niedzielę. Tak pojechać gdzieś i nie poznać innych biegaczy. To nie w moim stylu.

Wracając do planu. To po sobotnim bieganiu będzie basen i sauna. Poziom 511 ma „normalny” kształt basenu. Nie żadne nieregularne kształty, które pięknie wyglądają na folderach tylko prostokąt, dłuższy bok 20m.I tak przybliżam się do regeneracji. Nie będzie treningu tylko spokojne pływanie w… piance.  Tak w końcu chcę rozpływać to co kupiłam w zeszłym tygodniu (jak ten czas leci).

W tak zwanym między czasie będzie dużo spacerowania – czyli jak dla mnie regeneracja. Zanim nie rozwaliłam sobie palca to chciałam jeszcze wypożyczyć rower MTB. Trudno, następnym razem.

W niedzielę to już naprawdę będzie regeneracja. Przebieżka na 6K. Podobno ścieżka jest tak wytyczona, że nie można się zgubić. Mam nadzieję, że to prawda, to ma być spokojny, tlenowy bieg a nie rajd na orientację, żeby zdążyć na śniadanie.

A samo miejsce przypomina…..dom wampirów z filmu Zmierzch. Film widziałam wieki temu, taka bajka z przystojniakami w których zakochują się nastolatki, którym zupełnie nie przeszkadzają wystające górne trójki (nastolatkom a nie wampirom). I w tym filmie jeden z wampirów mieszka w domu w lesie. Ma cudowny pokój, który ma okna na drzewa i skały. Dokładnie tak ma być w tym hotelu.


Tak jest plan na przyszły weekend. Ten jest już lekko szalony, a jeszcze dużo będzie się działo bo i Beskid Śląski – dziś i półmaraton – jutro. Biorąc pod uwagę porę w której to piszę to za tydzień na pewno będzie regeneracja. Nie zamierzam się zwlec z łóżka wcześniej niż o 7! A co! Szaleństwo, istne szaleństwo. Chyba, że się okaże, że wampiry wyją w jurze to wtedy wstanę wcześniej..

1 komentarz:

  1. My też Beskid, ale Sądecki - coraz bliżej i też biegowo. W końcu przeczytam Kiliana Jorneta. A swoją drogą - wiesz, że jest marka perfum Kilian? Kilian to imię pana od tego słynnego koniaku Hennessy - taka ciekawostka.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa