23 marca 2014

Ten dzień gdy dostałam dyplom z Uniwersytetu Harvarda

Mój dyplom! Zrzut z ekranu
To dziś! Dyplom ukończenia kursu SPU27x. Pod tymi tajemniczymi literkami ukrywa się 10 tygodniowy kurs Science&Cooking. To było naprawdę duże wyzwanie. Kurs składał się z 10 bloków, by zaliczyć kolejne etapy trzeba było rozwiązać test. Jakby tego było mało co tydzień była też zadanie do zrobienia w laboratorium.

Moim laboratorium była moja kuchnia. Gotowałam jajka, robiłam lody, piekłam ciastka czekoladowe. Laborki były tą przyjemną częścią kursu, testy tą koszmarną. Chemii i fizyki ostatni raz uczyłam się w liceum. Choć słowo uczyłam nie opisuje sytuacji zbyt dobrze, ja ją zaliczałam, tak byle odfajkować i tyle. Efekt? Trzeba było się przeprosić z wzorami, molami, gęstościami, dyfuzjami i wszystkim czego nie nauczyłam się w szkole. Kurs był dla mnie bardzo czasochłonny.

Na koniec trzeba było wymyślić co związanego z gotowaniem chciałoby się usprawnić i jak można to opisać z perspektywy chemii i fizyki. To było wyzwanie! Zdecydowałam się badać to jak zmienia się śmietana w zależności od tego jak dodamy do niej kwasek cytrynowy, sok z cytryny, sok z limonki lub ocet. A to dlatego, że uwielbiam makaron z sosem śmietanowo porowym i chciałam go usprawnić! Czułam się jak prawdziwy naukowiec, była hipoteza, było doświadczenie i były wnioski! A w efekcie będzie lepszy sos! I to właśnie chodzi!

Teraz o samym kursie. REWELACYJNY. Wykładowcy pełni ciepła, entuzjazmu, energii i radości z tego, że mogą uczyć innych. Oglądaniu kolejnych wykładów towarzyszyło poczucie smutku, że na żadnej z polskich uczelni (UŚ, UJ, UW, SNS) gdzie studiowałam nikomu, aż tak nie zależało na tym by studenci czegoś się nauczyli. E-kurs  przypominał mi atmosferę letnich i zimowych szkoł w których uczestniczyłam. Wtedy właśnie najlepsi wykładowcy z najlepszych uniwersytetów pracowali podobnie jak ci z Harvardowskiego kursu.

O tym, że podszkoliłam się z chemii i fizyki to już napisałam a teraz o gotowaniu. WOW! Dokładnie WOW! W kursie brali udział najlepsi z najlepszych kucharzy, którzy podobnie jak wykładowcy chcieli mnie czegoś nauczyć. Wpuszczali do kuchni, tłumaczyli, wyjaśniali a przede wszystkim pokazywali. Do tego ku mojej radości mówili po hiszpańsku. Wymierność efektu – perfekcyjna jajecznica, domowe lody waniliowe, doskonale upieczona kaczka, nie wspominając o sałatach. Najważniejsze dla mnie było to, że nie tylko uczyłam się technik używanych przez najlepszych kucharzy na świecie (nie zawsze do powtórzenia w mojej kuchni) ale zaczynałam rozumieć „co i jak”. Teraz mogę tworzyć swoje smaki, eksperymentować i zwyczajnie gotować lepiej.


Co dalej? Zapisałam się na kolejny kurs, tym razem nie związany z gotowaniem, jednak będę śledzić czy aby nie będzie kontynuacji Science&Cooking. Zniosę naukę fizyki i chemii, będę analizować wzory, przeliczać jednostki (koszmar) bo wiem, że to właśnie pomoże mi lepiej gotować. A przepis na lody postaram się opisać szybko, bo robi się coraz cieplej a przygotowanie lodów w 7 do 11 minut w domu, to coś czym zaimponujemy wszystkim gościom…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa