7 marca 2014

Słodycze bez poczucia winy - TAK!

Gofry fot. D.Szymborska
Wczoraj dla gości zrobiłam gofry z bitą śmietaną, jagodami i listkami mięty. Nic zdrowego – gofry kupne ale stostowane, śmietana (świetnej jakości) ale ze sprayu, borówki amerykańskie z Chile  - zdecydowanie nie sezonowe. I co? I było pysznie!

Ani to zdrowe ani treningowe. Takie normalne – na szybko coś dla znajomych i tyle.

Jednak dyskusja się zaczęła – że trzeba będzie spalić na treningu, że to chyba wyjątek, że niezdrowe…

Ze wszystkim się zgadzam. Dziś mam spinning, nie jem tak codziennie, nie było to zdrowe. I co? I było pyszne!

Wygląda na to, że jedzenie słodyczy bez poczucia winy to całkiem trudne zadanie. Nie dla mnie. Zjem, to zjem i tyle. Oczywiście wiem, że moje gubienie kilogramów będzie wolniejsze ale za to będę miała dużo przyjemniejszy dzień/wieczór. Tylko tyle i aż tyle. Bez zadręczania się ile to miało kalorii – bo miało. Bez analizowania składu – przecież wiem, że nie było w takim jedzeniu nic wartościowego. Za to z uśmiechem – smakowało! To wystarczy! Do tego częstotliwość takiego jedzenia – raz na miesiąc, dwa? Przecież nie częściej. Radocha jeszcze większa bo mi się nie przejada!

Uważam, że słodycze można jeść bez poczucia winy, z ogromną przyjemnością!

Trzymam się następujących trzech zasad:

·      Nie robię wielkiego „halo” z tego, że zjadłam coś słodkiego, zjadłam bo chciałam i nie ma tu miejsca na pogłębioną psychoanalizę moich potrzeb,
·      Nie jem słodyczy często,
·      Nie „rzucam” się na słodkości – przecież jem je dla smaku a nie żeby się nimi najeść…od tego jest makaron!


Jak zjem coś fajnego słodkiego to o tym napiszę, tak jak relacjonuję postępy w treningach (albo ich brak), udział w zawodach, czy radość z pysznego makaronu. Słodyczą są i będą częścią mojej diety!

5 komentarzy:

  1. Z doświadczenia wiem, że kiedy znajomi wiedzą, że się trenuje, sport regularnie uprawia, to czasem ze złośliwą satysfakcją wypominają głupią tabliczkę czekolady. Mimo że czekoladę je się rzadko i w sumie to była tabliczka, która leżała w lodówce od pół roku, bo się ją od kogoś dostało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a czekolada... ostatnio przyjaciele, którzy wiedzą, że dużo trenuję przywieźli dali mi Belgijskie czekoladki i co? pyszne były!

      Usuń
  2. Podoba mi się takie podejście. Belgijskie czekoladki są najlepsze. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Smakowity artykuł :) Polecamy do tego smakołyku zdrową mate green. Zapraszamy na blogi http://www.yerbastory.pl, http://www.mategreen.pl

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa