11 czerwca 2013

Lunch z Fernando del Cerro z Casa Jose (gwiazdka Michelin’a)

Sandacz fot. D.Szymborska

Dziś lunch prasowy. Na takie spotkania zawsze idę z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony może być super,  z drugiej różnie to bywa, nie wiadomo obok kogo będę siedziała, o czym będziemy rozmawiali lub milczeli. Dziś strzał w dziesiątkę – rewelacyjne towarzystwo, ciekawe rozmowy. A jedzenie… cóż było i zjawiskowo pysznie i mocno średnio. Po kolei Orginal Flacours – Smaki Hiszpanii – projekt promujący wino, oliwę i szynkę. Czyli wszystko to co za czym ja przepadam.

Spotkanie w Soul Kitchen – restauracji co do której mam mocno mieszane uczucia – od zachwytu po duże rozczarowanie, od rewelacyjnej i profesjonalne obsługi po znudzone panie kelnerki. Dziś było coś po środku. 

Zaczęło się od kieliszka wina. Potem na naszych oczach zarówno szef Soul Kitchen jak i Fernando del Cerro z Casa Jose przygotowywali tatar z sandacza. Ja ustawiłam się w kolejce do Fernando. To jego restauracja ma gwiazdkę Michelin’a. Tatar był rewelacyjny! Pomimo tego, że sandacz marynował się zaledwie 90 minut smakował pysznie. Ja bym może trochę bardziej posoliła. Zachwyt. W tak zwanym międzyczasie wino i jamon – szynka serano krojona przez fachowca – pychota. Potem szparagi zawijane w szynkę serano – super. Delikatne danie o wyrafinowanym smaku. Następnie grzanka z karmelizowaną cebulą i jabłkiem – dobra przekąska jednak nie powalająca. Potem hit lunchu – zupa pomidorowa z grzankami i lodami z koziego sera. To było coś. Gazpacho lub zimna pomidorówka jak kto woli. REWELACJA. Tutaj rozumiem gwiazdkę Michelin’a dla Casa Jose. Wreszcie danie główne sandacz w czerwony winie z kiełkami. Serwowany z sosem z kalmarów smażony na maśle z kakaowca. Cóż tutaj rewelacji nie było tym bardziej, że mój sandacz był zaledwie letni. Po tak pysznej zupie duży zawód. Wreszcie deser – gruszki w czerwonym winie. Słodko pyszne sześcianiki – bardzo dobry deser. To było na tyle, do tego wino, o którym napiszę później.

Myślę, że zacznę eksperymentować z gazpacho bo to dzisiejsze było tak pyszne, że chciałabym coś takiego zjeść też u siebie w domu. 

Miałam też szczęście co do towarzystwa – we trzy byłyśmy zdecydowanie najbardziej rozgadanym stolikiem, a szef kuchni Soul Kitchen patrzył na nas karcącym wzrokiem gdy szeptałyśmy w czasie prezentacji poszczególnych dań. Czasem jest tak, że z nowo poznanymi osobami świetnie się rozmawia a tematy się nie kończą tylko zaczynają. Właśnie tak było dzisiaj.

Tatar z sandacza fot. D.Szymborska


Zioła i kwiaty mniej lub bardziej polne fot. D.Szymborska

Szparagi z jaomn'em fot. D.Szymborska

Rewelacyjne gazpacho z lodami z mleka koziego fot. D.Szymborska


Gruszka w winie i lody z kruszoną bezą fot. D.Szymborska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa