28 czerwca 2013

She Runs The Night – co jeść przed biegiem?





Ale fajnie, nic mi nie przepadnie. Już z G. jesteśmy zmówione. W niedzielę, 30 czerwca drugie podejście do She Runs The Night. Start przy Parku Fontann w Warszawie. Pisałam już o pytaniach, które mi zadawały początkujące koleżanki (TUTAJ), przygotowałam niezbędnik dla debiutantki (TUTAJ) a teraz pora na jedzenie.

Co jak co dieta przed zawodami to nie przelewki. Jeżeli nie chcemy zamiast o biegu myśleć o dostępności łazienki, jeżeli nie chcemy stracić sił w połowie trasy, wreszcie jeżeli chcemy się szybko zregenerować to podstawą jest dobre jedzenie. Mam kilka sprawdzonych sposobów – przed porannym biegiem jem tost z miodem i popijam domowej roboty izotonikiem. Na tydzień przed maratonem zaczynam pakować węglowodany co w moim przypadku oznacza niekończące się pasta party. Dbam też o to by jeść dużo owsianki bo oprócz smaku, który bardzo polubiłam świetnie wpływa na trawienie. Wreszcie, co bardzo trudne przed zawodami nie ma wina na stole….

Jeżeli chodzi o SRTN to…no właśnie to nie są zawody (choć z niewiadomych powodów mam mieć przyczepiony chip do buta, a klasyfikacji czasowej podobno nie ma) więc i z jedzeniem nie ma co się wygłupiać.

Trzy podstawowe rzeczy: w sobotę na imprezie nie pić do upadłego, bo potem w niedzielę (nawet wieczorem) w czasie biegu wypacanie wina czy drinków nie będzie „zabawne”.

Po drugie w niedziele zjeść normalne śniadanie, lżejszy obiad. Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Proponuję jeszcze podwieczorek koło 16 i tym sposobem bieg będzie zabawą a nie utrapieniem.

Trzecia zasada to picie – owszem warto dbać o nawodnienie organizmu, ale to nie jest maraton tylko 5K. Organizatorzy zapewniają picie na mecie. Jeżeli planujemy spędzić w miasteczku duuuużo czasu, wystać się po malowanie paznokci itp. to warto zabrać ze sobą butelkę wody. Tyle. Nie mam pojęcia czy organizatorzy wzięli pod uwagę, że w biegu będą same kobiety….co oznacza, że liczba tojtojków powinna być bardzo duża….

Tyle wprowadzenia, dla debiutantek biegowych mam konkretne menu:

Sobota: wieczorem na kolację gazpacho. Nie takie zwyczajne ale z krewetkami karczochy dają dużo energii to czemu po nie nie sięgnąć? Można zrobić więcej zupy, przyda się w niedzielę po biegu! (PRZEPIS)

Niedziela: śniadanie owsianka – taka z owocami, pyszna i letnia (PRZEPIS), na lunch lub podwieczorek można zjeść fajne polędwiczki (PRZEPIS) dla tych, które nie lubią lub nie jedzą mięsa to poleciłabym szpinak, do niego ryż i dzięki takiej chińszczyźnie siły na bieganie i plotkowanie nie zabraknie! (PRZEPIS). Jeżeli chodzi o jedzenie po biegu, to myślę, że z racji godziny końca biegu, tego ile zajmie nam dotarcie do domu warto sięgnąć do lodówki po to, co zostało czyli gazpacho albo szpinak….. bo myślę, że na większe jedzenie żadna z nas nie będzie miała siły…. A no i co ważne, po biegu można się wina napić….

4 komentarze:

  1. dzięki za wpis, już się nie mogę doczekać biegu! pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak coś to mam podpisaną koszulkę:) do zobaczenia:)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa