19 czerwca 2013

Mi entrenador en Barcelona

Nabiegane z trenerem:) 

Lubię wyzwania. Dlatego jak się zorientowała, że mogę umówić się na trening biegowy dla zaawansowanych to od razu się zapisałam. Wstałam rano ubrałam: bluzeczkę She Runs the Night z dodatkowymi nadrukami (jest biała a tutaj ta niepraktyczność się przydaje bo co jak co ale nawet o świcie słońce mocno już świeci), spodenki The North Face dla ultramaratończyków (jak bieg dla zaawansowanych to lekkie spodenki też się przydadzą), zastanawiałam się które buty ubrać (tak, tak zapakowałam dwie pary – Mizuno i New Balance). Wybrałam Mizuno dlatego, że tutaj jest naprawdę twardo a startówki (NB) mają znacznie mniejszą amortyzację (zostawiam sobie je na start w Madrycie). Czapeczka, pas z pulsometru i nowy Timex na rękę. Tadam! Można biegać. Okazało się, że dziś na trening (oprócz trenera)  przyszłam tylko ja. Nic to. Trener odpytał mnie z moich osiągnięć: średnia prędkość na treningach, czasy na zawodach itp. Ruszyliśmy. Trener zaproponował tempo konwersacyjne – 5’30’’ i dyszkę.  Zgodziłam się ochoczo bo nie brzmiało to źle. Nie wzięłam pod uwagę dwóch rzeczy – dziś w Barcelonie było tak duszno i parno, że jeszcze nie zdążyłam dobrze zacząć biegu gdy już się spociłam a puls zrobił się wysoki. Kolejna sprawa, to konwersacja – ku swojej zgubie po hiszpańsku jestem jeszcze bardziej gadatliwa niż po polsku, do tego jak brakuje mi jakiegoś słowa to opisuję o co mi chodzi innymi wyrazami – czyli gadam cały czas. Tak, to były dwa duże utrudnienia. Co nie zmienia faktu, że z treningu wróciłam padnięta i zadowolona. Biegliśmy najpierw wzdłuż portu, minęliśmy Expo, aż wybiegliśmy z Barcelony, nawrotkę zrobiliśmy przy cementowni. Z pewnością sama bym tam nie biegała, parkingi na których w zaparkowanych autach śpią surferzy, fabryka itp. Gdy jestem w nowym miejscu wybieram zachowawczo – tam gdzie jest jasno i jest sporo ludzi, jeżeli chodzi o miasto, lub też las to przed siebie i z powrotem by się nie pogubić. Jak już nabiegaliśmy i nagadaliśmy dyszkę (wg GPSa to było zaledwie 8.6K) to przyszedł czas na ćwiczenia – wspięcia, rozciągania i jeszcze więcej wspięć. Średnia prędkość 5’23’’ – nic imponującego jednak jeżeli pod uwagę wezmę wilgotność, temperaturę i konwersację i dodam do tego, że tylko jeden biegacz nas wyprzedził, to to był fajny trening. Potem prysznic i można zacząć dzień. A w planie zwiedzanie i oczywiście trzeba też trochę popływać!

9 komentarzy:

  1. Ale się zgrzałaś na tym zdjęciu ;-D

    OdpowiedzUsuń
  2. O jak ja Ci zazdroszczę w ogóle pobytu w Hiszpanii, w szczególe w Barcelonie a już w ogóle najbardziej biegania TAM :D Cudnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na takie wyjazdy to ja czekam cały rok:)))

      Usuń
  3. Też lubię wyzwania:D
    Ale coś ostatnio bieganie zaniedbałam...^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj oj nieładnie....trzeba się poprawić:)

      Usuń
  4. Och, kobieto, motywujesz mnie niesamowicie!

    OdpowiedzUsuń
  5. hehe - taka czerwona jak ja po biegu powstania :D

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa