10 czerwca 2013

Timex Run Trainer 2.0 - recenzja i równikowe bieganie

Timex Run Trainer 2.0 fot. D.Szymborska

Dziś podbiegi na Agrykoli. Klimat równikowy, duszno, parno, gorąco i czasem pada. Delikatnie mówiąc pogoda nie sprzyjająca jakiemukolwiek wysiłkowi fizycznemu. Jak trening jest w rozpisce to trzeba go nabiegać.

Rozciągając się przed podbiegami na mostku z widokiem na Łazienki, natknęłam się na grupę z przewodnikiem – 10min rozciągania a tyle nowych informacji o Pałacu na Wodzie. Bieganie uczy.

Już prawie tydzień biegam z nowym Timexem i mam już na jego temat wyrobione zdanie. To świetny zegarek tylko ma w złym miejscu przycisk start! Serio. Wczoraj na zawodach nacisnęłam nie ten i jak się zorientowałam to już było 400m od linii startu. Po kolei: GPS – łapie bardzo szybko, nie zdarzyło mi się jak dotąd czekać – włączam, pokazuje się ikonka, 4 kwadraciki i GPS działa. HR -  tak samo szybko jak znajduje satelitę tak wykrywa pas. Pas jest inny niż w poprzednich Timexach. Można odpiąć czujnik i prać, co ciekawe zmienił się sposób montażu czujnika – to nie on jest jednocześnie zapięciem pasu tylko znajduje się ono z boku. Z jeszcze niewykrytych przeze mnie  powodów ten pas naciera mnie dużo bardziej i po godzinnym  treningu mam konkretne obtarcia – jakbym co najmniej półmaraton przebiegła.

Ekran – super czytelny, ja zmieniłam sobie na czarny z białymi cyframi bo tak bardziej mi się podoba.
Przejścia między ekranami tez intuicyjne, cała obsługa bardzo prosta, jedynie jak dla mnie zmyłkowy przycisk startu- muszę się tego nauczyć i tyle! Ja używam na razie dwóch linii wyświetlacza i jestem bardzo zadowolona z czytelności cyfr.

Kolejna nowość to zgrywanie do endomondo. Ja nie potrzebuję społecznościowego dopingu, jednak wiem, że dla niektórych to jest coś ważnego – przyczepiać na fb ile się zbiegało albo bawić się w różne rekordy endomondo.

Niestety i ten zegarek łączy się przez USB z komputerem – dla mnie niestety, bo mam problem z portem USB i często się psuje, wolałabym bezprzewodowo ale jest jak jest.

Co nietypowe zegarek nie jest wielki ani ciężki. Przesadą byłoby napisanie, że na mojej ręce wygląda zwyczajnie, bo jest duży ale nie jest to „mebel”.

To tyle po tych kilku treningach. Nie wyobrażam sobie już powrotu do Globala ani Marathonera – ten zegarek to duży skok technologiczny.

Na koniec jeszcze o alarmie wibracyjnym – coś świetnego. Na razie wykorzystuję go przy podbiegach – ustawiam sobie albo czas albo dystans i ilość powtórzeń. I o nic się nie martwię – zegarek wibruje jak skończę dany odcinek. Proste i jakie wygodne. Nie trzeba zerkać – „czy już”.

Z instrukcji wynika, że ma on jeszcze dużo innych funkcji, na razie korzystałam z niego w podstawowym zakresie. Dużo przede mną!

Mizuno i Pałac na Wodzie fot. D.Szymborska


Najpierw nad kanałkiem potem podbiegi - zrzut z ekranu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa