5 października 2014

Biegnij Warszawo 2014 – relacja

KGB i znajomi KGB (ci jeszcze bez legitymacji) fot. przystojny biegacz


A gdy już z wielkimi perypetiami dotarłam do domu to czekało na mnie pyszne śniadanie. W życiu nie chodzi tylko o bieganie….

Dziś KGB i znajomi KGB licznie stanęli na linii startu i co zdecydowanie ważniejsze równie licznie przekroczyli linię mety!

Gratulacje dla wszystkich. 10K to już przyzwoity dystans. Na tyle krótki, że przygotowania są zabawne i nie bywają nudne, na tyle długi, że można obmyślać taktyki, planować….

Na początku był fluorescencyjny tłum, na końcu również! Myślę, że trasa powoli osiąga zupełne wypełnienie. Wiadomo elita nie musiała się przepychać ale reszta – ciężko było biec. Nie chodzi o narzekanie ale zwyczajnie o możliwość trasy vs ilość uczestników. Super, że start był z 4 pasów – super rozwiązanie! Na mecie wąsko, ale to wynikało z tego jaka jest droga – ot wąska to i wąsko na mecie.

Sympatyczny medal fot. D.Szymborska
Było trochę dopingu, a to zawsze bardzo cieszy, sam bieg taki, że nic tylko się uśmiechać. Wąsko, tłumnie ale za to jak wesoło! Nie było narzekania były miłe pogaduszki, czasem nieźle sapane z racji prędkości biegu.

Trasa z podbiegiem, którego wielu biegaczy się boi – moim zdaniem niepotrzebnie, jak się trenuje to taki etap trasy jest tylko urozmaiceniem. Między 5 a 6 kilometrem była woda. Podawana, wystawiona na stołach – dużo, myślę, że dla każdego starczyło. Co jak się okazuje po BMW Półmaratonie Warszawskim nie jest taką oczywistością. Owszem było ślisko bo kubki plastikowe, na szczęście nie widziałam, żeby ktoś się pośliznął. W centrum doping – po części przygotowany i opłacony przez organizatorów, po cześć spontaniczny – w dwóch przypadkach – SUPER i świetna motywacja do biegu!

Tak, jak pisałam na końcówce biegu taki tłum jak na początku, potem medal – śliczny i na szczęście nie taki „reklamowy” jak bluzeczka, do tego woda mineralna i tyle.

Już po największym, jak piszą organizatorzy, wydarzeniu biegowym w Warszawie. A tu się dopiero sezon zaczyna a nie kończy!

Dla mnie wniosek jest prosty – jutro idę do lekarza bo z takim kaszlem to nie da się biegać, ot tyle i aż tyle. Owszem mogę sobie truchtać ale żeby pogonić tak jak chciałam to się nie dało. Wielu zawodników, gdy nie pobiegną tak jak zaplanują to winę zwala na trasę, pogodę, cokolwiek tylko nie na siebie. Ja wiedziałam, że do końca zdrowa nie jestem, myślałam, że jest lepiej niż było. A miłemu panu biegaczowi dziękuję za opiekę między 6 a 7 km. Nad takim kaszlem to trudno zapanować…ehh trzeba się wyleczyć i to jak najszybciej!


KGB – jak zwykle biegało super, po części dla wyniku po części dla dobrej zabawy, po części mimo kontuzji – efekt – wszyscy szczęśliwi na mecie! Gratuluje! A teraz jest do czego trenować….kolejne biegi coraz bliżej…

2 komentarze:

  1. Mogę ponarzekać? Wiem, nie biegłam, ale zobaczyłam medal - przecież trasa biegu nawet do starówki się nie zbliża o_O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się zastanawiam skąd "żagiel" na medalu, nie wiem...ale medal ładny więc się ucieszyłam :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa