19 października 2014

Crossowe Grand Prix Jury – Jesień – Zawiercie

Wybiegany medal fot. D.Szymborska


Blogersko kulinarny wyjazd to jedno a bieg w okolicy to drugie. Gotować gęsinę uczyliśmy się w Hotelu Poziom 511 a biegałam w Zawierciu.

Ekipa na bieg w bluzeczkach z logo hotelu, w aucie dwóch ratowników wodnych, jeden kelner i ja. Jedziemy biegać, w samochodzie wymieniamy się czasami, komentujemy życiówki. Dla jednego z chłopaków to pierwszy start w biegu masowym. Są emocje, są dobre humory. Do biura zawodów dojeżdżamy na 5 minut przed jego oficjalnym zamknięciem. Wszystko sprawnie – w rubryce klub jest KGB, dystans – dziwny – 6K. W pakiecie numer startowy, agrafki i kupon na posiłek po biegu. Kartkę żywnościową od razu oddaję chłopakom – ci z takich co zawsze coś zjedzą i będą super chudzi.

Rozgrzewka, spotykam znajomych z którymi kilka miesięcy biegałam po Jurze – Grupa Paleo – to ci od diety a nie geologii.

Trochę zamieszania na starcie bo biegi są organizowane na 3 różne dystanse, a z tyłu czają się jeszcze nordic walkingowcy, których rozgrzewka oznacza zwracanie dużej uwagi by nie dostać w nos kijkiem. Najpierw biegną ci co zdecydowali się na 25K, potem start wspólny dla tych co na 6 i 9. Kijkowcy na końcu.




Stadion w Zawierciu fot. D.Szymborska


Miałam do przebiegnięcia 2 kółka po Zawierciu. Zbyt dużo miasta nie poznałam, ale wiem, że mają ładny park (z podbiegami), że dużo ulic jest w remoncie, a stadion ma zbieg/wybieg baaardzo pod górkę.

Przybiegłam jako 7 kobieta. Ucieszona i zadowolona bo świetnie się bawiłam. Atmosfera super, doping na stadionie bardzo sympatyczny. Witanie przybiegających przez megafon – zawsze cieszy jak słysz się swoje nazwisko wyczytywane przez speakera. To może znaczyć dwie rzeczy, albo jest się na tyle z przodu, że organizator jest w stanie przeczytać z listy albo biegnie się pod koniec stawki – jest się jednym z kilku wyczekiwanych zawodników by zamknąć zawody.

Chwila rozmowy z chłopakami, woda na mecie, śliczny medal. Wolontariusze pilnowali – obowiązywała wymiana – zwrotny chip  - medal.


Powrót na Podzamcze. Jakby nam było mało, wyścigi na basenie, przegrałam o 1.5m z ratownikiem. Śmiech. Tak się zdobywa szacunek chłopaków – bieganiem i pływaniem – byle szybciej!

Tu się ścigaliśmy - 20m - Hotel Poziom511 fot. D.Szymborska

4 komentarze:

  1. Hej widziałem Cie i zastanawiałem się czy to Ty, bo "znam" Cię tylko z www. Brakło odwagi żeby podejść i zapytać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. dzięki, bieganie, triathlon to wszystko bardzo wciąga!

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa