6 listopada 2015

Jedzenie w samolocie

Bo w podróży jedzenie jest bardzo ważne..... fot. D.Szymborska


Jak byłam mała to zawsze czekałam, aż stewardesy zaczną roznosić jedzenie, cieszyłam się ogromnie z zimnych przekąsek, z czegoś co niezależnie od linii lotniczych przypominało i smakowało jak połączenie kurczaka z rybą – chickenfish. Zawsze po podróży pachniałam papierosami, bo samolot miał miejsca dla palących, które oddzielone były zasłonką od reszty pasażerów.

Trochę podrosłam, to czekałam aż stewardesy zaczną roznosić wino w tych ślicznych, malutkich buteleczkach. Wprowadzili zakaz palenia, jednak w łazienkach powietrze było aż szare od dymu.

A dziś? Dziś w łazienkach są czujniki, nikt nie pali, a posiłki w lotach europejskich w klasie ekonomicznej są płatne, ba na krótszych lotach nie ma chickenfisha, nie ma ani chickena ani fisha, pozostają jakieś paluszki i modne ostatnio wrapy. Wybór alkoholi też ubogi.

Tak jak problem z jedzeniem można rozwiązać tak z piciem dużo trudniej, odkąd są kontrole są dużo bardziej szczegółowe i wprowadzona zakaz przewożenia płynów….


Dziś w czasie rejsu Warszawa – Londyn zjadłam świetne bezglutenowe drugie śniadanie, albo bardzo wczesny lunch bo dzień zaczęłam przed świtem.  A składało się ono z ryżowego makaronu z marynowanym w sosie sojowym indykiem, zielonej fasolki, kiełków fasoli, wszystko posypane prażonymi orzeszkami ziemnymi. Pycha. Niestety z racji tego, że to było economy class podane było w plastikowym, jednorazowym opakowaniu, pałeczki też jednorazowe ale bambusowe. A wszystko dzięki temu, że wczoraj przygotowałam sobie makaron, zapakowałam go do pudełka, nie zapomniałam o pałeczkach, a wszystko czekało rano na mnie w lodówce, udało mi się nie zapomnieć zabrać mojego bento.

Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć, tutaj na lotnisku restaurację Gordona, ten świetny kucharz rozumie, że jedzenie w samolocie też jest ważne….a jak podróżujemy to nie zawsze wyruszamy z domu….


Na ziemi dużo łatwiej coś dobrego zjeść niż w powietrzu….. a Londyn jest ziemią żyzną jeżeli chodzi o restauracje….oj bardzo….używając klasyfikacji gruntowej to by było lepiej niż pierwsza klasa!

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. mam inne plany, ale co z nich wyniknie to jeszcze nie wiem :)

      Usuń
  2. Początek brzmi jakbyś pierwsze loty w DC-3 wykonywała :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cóż, czas szybko leci, jako dziecko latałam z rodzicami.....pasażerowie palili a my - dzieci bawiliśmy się popielniczkami....

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa