4 listopada 2015

Rower bez hamulców czyli zakochałam się w ostrym kole

Zasada - zdjęcie przed treningiem - wyglądałam zdecydowanie lepiej niż po gdy byłam lekko zielona fot. M. 


Gdyby nie babskie jeżdżenie pewno bym po ciemku nie jechała do Pruszkowa, a tak dzięki Karolinie, z Duperów na Szosie odkryłam ostre koło i jazdę po torze.

Nie wiedziałam, że tak mi się spodoba, niestety mój błędnik nie podzielał mojego zachwytu, i nie wyjeździłam całego treningu. Ot taki pierwszy raz, będzie lepiej, bo na pewno to nie był mój ostatni raz na torze. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia i tej wersji będę się trzymała.

Nie zdawałam sobie sprawy, że w filmie Program Mistrz tak świetnie była pokazana atmosfera kolarska. Na pruszkowskim torze było….tak jak na filmie tylko bez EPO! Byli profesjonaliści i stawiający pierwsze nogi na pedałach ostrego koła (jak ja). Byli tacy w aerodynamicznych kaskach i takie, które przecierały opony, bo na co dzień śmigają na ostrym kole po mieście i też chciały na torze pojeździć.

Gdy przyszłam czekał już na mnie rower – żółta karteczka „DOTA 170, Shimano” przyklejona była do pięknego, karbonowego i bez hamulcowego Treka. Rower z tych co na jednym palcu można podnieść, bo nie dość, że karbonowy, koła też, to jeszcze brak przerzutek i hamulców czyni z niego torową, piękną maszynę.  Rower przygotowywał nie byle kto - były mechanik Kadry Narodowej pan Jurek Brodawka.


14 rowerów dla 14 szalonych kolarsko dziewczyn fot. D.Szymborska

Moja "maszyna" fot. D.Szymborska

W całej okazałości fot. D.Szymborska


Uwielbiam takie profesjonalne podejście, potem było jeszcze lepiej, krótka pogadanka co i jak, i najważniejsze – jeździmy w lewo!!!

Potem było tylko ciekawiej, nigdy wcześniej nie jeździłam na ostrym kole. Zasady są takie, w lewo, jak wolno to po płaskim, jak szybciej to po czarnej linii, jak szybciej to po czerwonej, jak najszybciej to po niebieskiej. Trzeba patrzeć w prawo jak się wyprzedza i w lewo jak się zjeżdża.

I już wiem o czym marzę – o śmiganiu po samej kornie toru! To musi być coś! Niestety pierwszy raz to było 2x15 minut, więcej nie dałam rady, było mi bardzo niedobrze.

Ach ta niebieska linia....kiedyś na niej pojadę...fot. D.Szymborska


Najpierw po płaskim, potem coraz wyżej fot. D.Szymborska

Miałyśmy swój wieszak rowerowy fot. D.Szymborska



To co podobało mi się najbardziej to, to, że na torze miałam poczucie, że wszystko zależy od siły w moich nogach. Nie ma ustawień przerzutek, nie ma hamulców jest czysta jazda! Do domu wróciłam zachwycona, przejęta z poczuciem bardzo dużego niedosytu bo wiem, że chcę tam trenować tylko muszę się przyzwyczaić do jazdy po torze!

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. :) jak będziesz w okolicy to moim zdaniem bardzo warto tam się wybrać :)

      Usuń
  2. jestem zaskoczona reakcją błędnika, tzn nie brałam tego nawet pod uwagę.
    ale rower..ulalala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja cóż, trochę się obawiałam, bo wiem jak reaguję na kręcenie się w koło.....wszystko do przyzwyczajenia i już się nie mogę doczekać kolejnego jeżdżenia :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa