7 listopada 2015

Londyńska restauracja Jamie’go Olivier’a - recenzje dwie

Czekając na wolny stolik można się wina napić i bardzo starannie przeczytać menu fot. D.Szymborska


Bardzo lubię książki Jamie’go, za to, że Jego przepisy są wykonalne, proste, niezawodne i nawet przy pierwszym gotowaniu, to co trafia na talerz wygląda jak, to co na zdjęciu w książce kucharskiej!

Do dziś nie wiedziałam, czy to co u siebie gotuję powinno tak smakować, czy czegoś moim daniom zrobionym według przepisów nie brakuje.

Teraz już wiem. Nie brakuje! Smakują tak jak w restauracji Jamie’go, a może nawet lepiej!

Dlatego dwie wersje rekomendacji restauracji, obydwie prawdziwe, tylko z dwóch różnych punktów widzenia.

Sobota wieczorem, na stolik trzeba poczekać, jeżeli nie zrobiło się wcześniejszej rezerwacji. Pewno, że można było pomyśleć o tym, ale jak się nie wie o której godzinie dotrę do restauracji to nie ma sensu planować z wyprzedzeniem. 

Miła pani zarządzająca stolikami wręcza brzęczyk, taki jak w pizzerni albo w kebabie – będzie stolik to będzie świecił i podskakiwał. Wszystko z imieniem Jamie’go. W tak zwanym międzyczasie barman poleca ściereczki kuchenne z imieniem Jamie’go i zestawy świątecznych obiadów i kolacji na wynos, które jeszcze można zamówić......z imieniem Jamie'go na pudełkach.

Czerwone światełko i podskakujący brzęczyk – stolik już jest!

Profesjonalny, zaopatrzony w słuchawkę w uchu pan kelner przyjmuje zamówienie. 10 minut później przynosi sałatkę Cezara z łososiem.


Sorry Jamie, moja domowa sałatka Cezara jest lepsza!!! fot. D.Szymborska


Wersja A.

Sałatka jak z obrazków w książce Jamie’go. Do tego tak zwany twist w postaci cieniuteńkich plasterków blanszowanego kalafiora jako dodatku do klasycznej sałaty. Łosoś wyborny!

Wersja B.

Ja się pytam gdzie są anchovies? Gdzie sos? I co robi tutaj plasterek cebuli? Sałatka Cezara to klasyka! Jeżeli w karcie nie przeczytam, że to autorskie podejście do „tematu”, chcę przewidywalności. Cieszy dobrej jakości łosoś – duże kawałki – pysznie. Zaskakują grzanki bo w karcie napisane jest, że to danie bezglutenowe.

Danie główne – wybieram kluski. Niby bez sensu, bo co to za danie w restauracji, ale z drugiej strony, bardzo lubię przepisy Jamie’go a jego pomysły na makarony są bardzo smaczne.

Czarny makaron z mulami, kalmarami i dużą ilością chili fot. D.Szymborska


Wersja B.

Taki makaron to ja robię w domu. Może jest trochę mniej ostry, bo tutaj kucharzowi dużo chili się sypnęło. Ja to jeszcze nie wrzucam 3 (słownie trzech) muszelek, tylko jak to jest makaron z małżami to jest ich więcej.

Wersja A.

Nie wnikając czy to przygotowywany w restauracji, czy też kupny suszony, makaron świetnie ugotowany. Sos ostry, kalmary świetne, małże otwarte i dobre. Świeży parmezan utarty przez pana kelnera nad moim talarzem.

I co?

Można sobie poskładać A+A = niekoniecznie i B+B = koniecznie. Możliwe też są kombinacje, i inne równania.

Dla mnie – raz wystarczy. Wiem, że umiem ugotować, tak jak w restauracji Jamie’go i śmiem uważać, że czasem nawet lepiej.

Jestem pełna uznania, dla kucharza, ba Szefa  - potrafi zwięźle, przystępnie i co najważniejsze skutecznie opisać jak postępować w kuchni.

Wniosek – oszczędnym radzę kupić książkę kucharską, dobre produkty i gotować. Efekt – jak w restauracji.

Oczekującym czegoś więcej niż domowego jedzenia – odradzam wizytę w tej restauracji. Nie podaje się w niej nic więcej niż w domu, jeżeli gotujemy starannie, słuchając rad Jamie’go.

Raz byłam, wystarczy, zerknę do książki i coś sobie w domu ugotuję……będzie jak u Jamie’go w restauracji. Będę się czuła dumna z tego, co nałożę na talerz, zadbam o dobrej jakości składniki i uśmiechnę się do osób siedzących przy stole, bo będę wiedziała, że to co jedzą jest tak smaczne jak w londyńskiej restauracji. A że proste, że domowe….to też ale tak bywa i w restauracjach……

2 komentarze:

  1. :) nie spodziewałam się innej recenzji, dla mnie zdecydowanie "A". Natomiast polecam Maze i tej recenzji jestem ciekawa - jesli kiedys bedziesz. Osobiście bylam zachwycona, bylam ok. 15 i mialam rezerwacje, wiec wszystko bylo super sprawnie. Placac rachunek zastanawialam sie czy to juz mnie stac juz na torebke /a raczej bylo stac / givenchy... :) ale wszystko bylo warte kazdego funta, a wyszlo ich sporo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za rekomendację, tym razem nie dam rady, bo mam już wszystko zaplanowane, ale przecież będą "następne razy....". pozdrawiam

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa