2 listopada 2015

„Strategia mistrza” czyli coś więcej niż doping



Kilka lat temu, po biegu przebrałam się w suche, "cywilne" ciuchy, wsiadłam do auta i pojechałam do domu. Dopiero wieczorem zerknęłam na wyniki.  Okazało się, że byłam trzecią kobietą na mecie, a organizatorzy, jak się ich pytałam o wynik na mecie się zwyczajnie pomylili. Nagroda i puchar przyszły pocztą kilka dni później. Było mi bardzo źle. Trenuję po to, by w czasie dekoracji wejść na podium, przyjąć gratulacje i cieszyć się całą sobą z tego co osiągnęłam. Takie momenty się pamięta, dla nich się żyje. Lanc Armstrong właśnie tej radości, tego szczęścia pozbawił wielu kolarzy. Zrobił tak wielką krzywdę, coś czego się nie da się nigdy nadrobić. Niesłusznie stał na podium, to on podnosił ręce w geście zwycięstwa, to on zabrał szczęście innym.

Byłam wściekła chwilę na organizatorów biegu, ominęła mnie dekoracje, ale te zawody nie miały żadnego znaczenia w rankingu, ot lokalny bieg, a jednak smutek i rozgoryczenie pozostało do dziś. A to co zrobił Lance Armstrong to było dużo więcej, to było złamanie karier, to było odebranie szansy na start w Igrzyskach Olimpijskich, wreszcie to było niewyobrażalnie wielkie oszustwo. 

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić co czuli kolarze, gdy dowiedzieli się o tym, że ten kto z nimi wygrał, został zdyskwalifikowany. Owszem drugi na pudle stał się mistrzem, ale to nie o nim było w gazetach, to nie on w danym momencie był zwycięzcą….trzeci stał się drugim, a czwarty, którego nie było na żadnym zdjęciu zajął trzecie miejsce. Owszem dostali to co im się należało, ale po latach, po cichu…to ktoś inny stał na podium i jechał w żółtej koszulce…


Niby to wszystko wiedziałam, czytałam artykuły prasowe, pamiętam jakim bohaterem był dla mnie Lance, jak trzymałam kciuki, żeby wyzdrowiał, jak podziwiałam go za powrót do sportu zawodowego. To był KTOŚ! To był mistrz, zwycięzca, który okazał się kłamcą i oszustem. Oszukał mnie i cały świat.

Film „Strategia mistrza” momentami był dla mnie nudny, lecz jak wyszłam z kina i zaczęłam rozmawiać, o tym co zobaczyłam, o tym co myślę o dopingu, zrozumiałam, że owszem film dział się powoli, ale właśnie po to by pokazać jak złym człowiekiem był (choć wciąż żyje, tyle, że nie już w sportowym świecie) Armstrong.

Przerażające było dla mnie to jaką moc miał ten kolarz, jaką siłę przekonywania, to on stworzył „PROGRAM” czyli system dopingu całej drużyny. Nie wystarczyło by on sam truł swój organizm, ryzykował zdrowiem, życiem. Do tego potrzebował grupy kolarskiej, ludzi, którzy zapracują na jego sukces, którzy również dzięki dopingowi podniosą swoją wydajność.

Na filmie doping pokazany jest jako zastrzyki, transfuzje, przetaczanie krwi. Nie ma obrazów śmierci, zakrzepów, wypadków. Ot strzykawki i woreczki z krwią… Myślę, że warto by wszyscy, którzy poważnie myślą o sporcie zobaczyli ten film. Granica między tym co etyczne, zdrowe jest bardzo cienka, gdy przekracza ją lekarz, to dysonans poznaczy często zostaje zniwelowany. Dlatego bardzo ważne jest, by młodzi sportowcy nie zostali sami po projekcji filmu, bo paradoksalnie mogą wysnuć złe wnioski – doping jest do ukrycia, a gdyby nie chora ambicja Armstronga to nic by nie ujrzało światła i byłby on dalej gwiazdą, bohaterem i celebrytą. Doping to zło i nic tego nie zmieni!

Myślę, że film przyda się też starszym zawodnikom, czytałam amerykańskie badania, wśród amatorów, tych, którzy ścigają się grupach wiekowych nie brakuje takich, którzy decydują się na doping. Taki profesjonalny, pod kierunkiem lekarza….taki jak miał Armstrong….

Kolarstwo jest pięknym sportem i tak jak każda dyscyplina chciałabym żeby pozostał wolny od dopingu. To takie życzeniowe myślenie, bo zawsze znajdzie się ktoś kto, uzna, że można „spróbować” dopingu. Film pokazał, że bezapelacyjnym winnym był Armstrong, ale wiele osób przymykało oczy, pomagało, było zamieszanych w cały „Program”. Lance sam by tego nie zrobił, trafił na zgrany zespół, oddanego lekarza i szefa ekipy, którzy brali czynny udział w dopingu swoich zawodników.

Nikogo, kto zdecydował się na doping nie chcę tłumaczyć, taki sportowiec przestaje się ścigać naprawdę, to tak jakby jechał z silniczkiem w rowerze (podobno to też się zdarza….) ale rozumiem, że wśród młodych kolarzy presja na wyniki może być tak wielka, że słabsi jej ulegają. Potem wycofanie się z takiego jak Armstronga albo innego „programu” staje się niemożliwe… sport przestaje być czysty….

Historia Armstronga kończy się wraz z dożywotnią dyskwalifikacją, uniemożliwieniem mu startów w zawodach sportowych. Jest to najstraszliwsza kara dla sportowca, jednak nie będzie ona nigdy wystarczającym zadość uczynieniem dla tych, których oszukał. Zarówno dla innych zawodników jak i dla tych, którzy jak ja ogromnie go podziwiali.

Lanc pokazany w filmie, jest antypatycznym, wpatrzonym w siebie zawodnikiem. Jest też zdeterminowanym, ciężko harującym sportowcem. Doping, dopingiem ale Armstrong bardzo ciężko i ambitnie trenował. Jednak szacunek dla jego osiągnięć znika jak pomyśli się, że to wszystko było przy „wspomaganiu”. Sprawdziłam jego wyniki w triathlonie – świetne. Jednak od razu pomyślałam, e pewnie to też było oszukiwane…..jak raz sportowiec użyje dopingu to niszczy sobie życie na zawsze. 


Strategia mistrza. Prawdziwa historia największego oszustwa naszych czasów. Reżyseria: Stephen Frears, występują: Ben Foster, Chris O’Dowd, Guillaume Canet, Jesse Plemons, Lee Pace.

10 komentarzy:

  1. Czytałem kiedyś ciekawą wypowiedź dotyczącą problemu dopingu. Jak wszędzie, chodzi głównie o pieniądze - i to nie tylko zarabiane przez najlepszych sportowców takich jak Lance biorący doping, ale przede wszystkim o kasę zarabianą przez producentów środków dopingujących, całe to lobby farmaceutyczno-chemiczne.

    Wiadomo powszechnie, że dobry doping jest bardzo drogi. Takiego czegoś jak EPO czy coś podobnego nie kupisz za 100 zł w aptece, to kosztuje grube tysiące, oczywiście na czarnym rynku. Lance miał cały budżet przygotowany na specyfiki takie jak EPO i były to sumy wielocyfrowe.

    Prawda jest jednak taka, że producenci tych środków nie zarabiają wcale największych pieniędzy na takich bogatych gwiazdach sportu jak Lance. Oni bowiem może dużo płacą, ale jest ich stosunkowo mało. Ilu można mieć takich klientów na świecie? Dziesięciu, dwudziestu? Takiego Lance'a, pięciu innych kolarzy, dwóch gości z NBA i jeden z NHL? Na czymś takim nie zrobią milionowego biznesu.

    I dochodzimy do wniosku, że niestety największy zarobek jest na amatorach, takich jak ja czy Ty. Okazuje się, że na świecie jest dziesiątki tysięcy ludzi, którzy chętnie zapłacą duże kwoty za to, żeby w lokalnych zawodach np. biegowych, kolarskich, triatlonowych, narciarskich itp. zamiast miejsca 2.000, zająć w okolicach 1.500... I przy okazji rujnować sobie niestety zdrowie. I to właśnie na takich sportowcach-amatorach mają największy zarobek, bo sprzedaż idzie w tysiące i miliony sztuk specyfików...

    Gdyby Lance nie udowadniał, że EPO tak wspaniale działa, to ludzie by tego nie brali, nie naśladowali by swojego mistrza....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. To po kolei.

      Na filmie też jest pokazane, że doping kosztuje – dla mnie ważna scena, gdzie szef grupy sprzedaje rowery by mieć na EPO.

      Doping w sporcie amatorskim, też czytałam, że niestety coraz częstszy i coraz bardziej dopracowany, wspierany przez lekarzy. Ja tego nie rozumiem, po to jestem amatorem, trenuję by coś osiągnąć swoją pracą, treningiem i wytrwałością a nie iść na skróty. Tak masz rację, że mało kto liczy się z tym co doping robi zdrowiu – to było coś czego mi brakowało w filmie. Tam doping był pokazany jako coś co nie ma skutków ubocznych.

      Nie wiem czy Lance przyczynił się do tego by więcej osób sięgnęło po EPO czy nie. Mam małą nadzieję, że upadek mistrza pokazał choć części ludzi, że prędzej czy później “to wychodzi” w testach, w zeznaniach. Może jak nie zdrowym rozsądkiem, uczciwością to strachem do ludzi przemówi, że dopingu nie warto stosować.

      Pozdrawiam
      Dota

      Usuń
    2. No właśnie a mamy aż nadto przykładów, że jednak takie farmaceutyki nie kończą się często zbyt dobrze - wystarczy wspomnieć przykłady wybitnych kolarzy takich jak Marco Pantani, i nie on jeden skończył bardzo źle głównie na skutek chemii, którą zażywał....

      Usuń
    3. masz rację, że przykładów jest dużo....myślę, że to źle, że ich zabrakło w filmie, bo tam doping jest pokazany jako coś złego ale bezbolesnego i bez skutków ubocznych.....

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. w coś trzeba wierzyć, jeżeli komuś nie udowodniono dopingu to zakładam, że go nie stosował. Ot takie domniemanie niewinności.... trzeba wierzyć w ludzi.... choć w kolarstwie w tamtych latach to bardziej naiwność niż wiara....

      Usuń
    2. M.in. Ullrich, Basso, Zulle. Same świętoszki. Na pewno łapali się za głowy z niedowierzaniem i poczuciem krzywdy, jak doping Armstronga wyszedł na jaw.
      Nie bez kozery nie ogłoszono nowych zwycięzców tych 7 edycji TdF.

      Usuń
    3. to był zły czas dla kolarstwa, mam nadzieję, że zmienia się sposób myślenia a nie tylko doping staje się bardziej zaawansowany!

      Usuń
    4. A to miał być już ten lepszy czas, po Festinie.
      Tak czy siak nie róbmy Armstronga jedynym winnym tego stanu rzeczy, a jego rywali, zwłaszcza tych tuż za nim, wyłącznie ofiarami Armstronga.

      Usuń
    5. a ja nie uważam, że tylko Armstrong był zły, niestety doping dotyczył wielu, bo mam nadzieję, że nie wszystkich w tamtych czasach. Myślę, że Lance miał wielki talent, bardzo ciężko pracował i jeszcze używał dopingu - efekt - było najlepszy.

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa