27 września 2015

Berlin Marathon 2015 – relacja



Człowiek dostanie plasikowy kubek z bezalkoholowym piwem i tyle radości, no z medalu też....i całego tego maratonu fot. T.


Miałam spać, ale wszystko mnie tak boli, że nie mogę usnąć. Pierwszy raz nie cierpię w aucie, mogę się położyć, spać wprawdzie mi się nie udaje, ale za to jak wygodnie….

A było tak…..

Śniadanie – gluten, gluten i jeszcze raz gluten z kofeiną i węglowodanami – czyli bułka z masłem banan i kawa.

Spacer na start, dużo kontroli, sprawdzania opasek na rękach, numerów startowych, stref do których biegacze byli przypisani.

Jeszcze kolejka do łazienki przed startem, jeszcze rozgrzewka, jeszcze ostatni łyczek izotonika. Poszła pierwsza fala – baloniki i dreszcze. Ruszamy (druga fala) – baloników nie ma a dreszcze jeszcze większe.

A tu zegarek nie łapie GPS, nic. Restarty nic nie pomagają. Jedyny maraton w sezonie a ja nie będę znała prędkości z jaką będę biegła. Mogę histeryzować, albo uśmiechnąć się i cieszyć się, że na ręce mam napisane długopisem śród czasy co 5 kilometrów. Uff. Ostatnia próba włączenie – NIC. Dużo brzydkich słów niewypowiedzianych na głos. Nie ma sensu się denerwować, co pięć kilometrów będę mogła się przekonać czy biegnę z właściwą prędkością. Wyzwanie!!!!

Plan ambitny 3.45, co pięć kilometrów sprawdzam – do 35 kilometra idzie jak po sznurku, znam swój organizm, biegnę równo, stukam w „lapy” i widzę prawidłowe śródczasy. Ściany nie spotkałam, ale moje kolana stwierdziły, że nie lubią asfaltu, do tego stopnia, że czułam jak czas przyśpiesza a moje nogi nie. Ciężko było. Na metę wbiegłam 3.54.



W myśl, że przed biegiem wygląda się lepiej niż na mecie fot. T.
W drodze na start, przed wczoraj przesłana kurteczka z Lidla, grzała mnie przed startem fot. T.



Pokazałam sobie, że pomimo bólu, problemów technicznych, biegnę, nie przechodzę do marszu. Owszem troszkę popłakuję,  ale tego nie widać bo mam okulary, wyzywam też tablice odmierzające kilometry, od najgorszych, ale tego nie słychać bo to robię tylko w głowie. Mam do nich ogromne pretensje, że są tak daleko od siebie!

Trasa cudowna, piękna pogoda i kibice na CAŁEJ długości maratońskiej wycieczki. Bębny, zespoły muzyczne – tym swingowym to mówię dziękuję bo sobie zwalniam tak ślicznie grają. Wystawione z okien głośniki, sąsiedzkie imprezy, nastolatki „nawalające” jak szalone w perkusję z tak błogim wyrazem twarzy, pewno będą grać do ostatniego biegacza, bo kiedy indziej mogą tak walić w bębny jak nie dziś! Dziewczynka na flecie, wielogłosowy chór….to wszystko na trasie!

No więc, wiem, po czwartym razie, że nie cierpię maratonów, a moje kolana to nawet nie cierpią bardziej, wiem też, że jak mnie wylosują to pobiegnę….bo przecież ten medal na mecie, ta atmosfera i ten uśmiech to zostaje!!!

Wnioski dla mnie: w ciągu 7 tygodni byłam w stanie przygotować się na tyle, żeby zrobić życiówkę, ale nie na tyle, żeby przyzwyczaić nogi to tylu tysięcy uderzeń w asfalt – stąd taki spadek prędkości od 35 kilometra. Nie jestem też do końca pewna co do mojego odżywiania i picia na trasie – niby piłam w każdym wodopoju, ale niestety iztonik Powebara dla mnie jest niepijalny więc piłam tylko wodę, i cóż byłam mocno odwodniona na mecie. Co do jedzenia, to wciągnęłam 2 żele i jeszcze pół trzeciego, czułam, że więcej mój żołądek nie zniesie, a niektórzy jedli po 6, 7 żeli… choć myślę, że moje problemy od 35 kilometra wynikały z tego, że wcześniejsze treningi były zwyczajnie krótsze, po 3 godzinach wysiłku, mój organizm chciał wziąć prysznic i pójść na obiad, a kolana to chciały przestać się ruszać. Cieszę się, że doświadczenia, problemy triathlonowe nauczyły mnie takiej wytrwałości, bo inaczej to bym sobie dreptała od tego 35 kilometra, a tak biegłam, a może bardziej starałam się biec.

Na mecie medal, reklamówka z jedzeniem i piciem, folijka i piwo……i wielka niespodzianka, spotkałam kolegę z Warszawy, który biegł w innej strefie, na inny czas i…. akurat znalazł się w miejscu spotkań z rodziną i kibicami pod literką S, mimo, że ani nie ma nazwiska ani imienia na S. A mówią, że świat duży, ten biegowy nie! Można się spotkać w 40 000 tłumie!

A na razie mi zimno bardzo, ale zaczynam się robić głodna….tylko taka spokojna jestem, że trudno mnie z równowagi wyprowadzić…..

Relacje z mojego pierwsze sukcesu maratońskiego można przeczytać TUTAJ
A TUTAJ jest relacja z mojej maratońskiej porażki, bo ten dystans ma to do siebie, że jest naprawdę nieprzewidywalny. Myślę, że właśnie dlatego biegacze tak go kochają i nienawidzą zarazem.


Przyjaciółki zmawiają się na bieganie maratonu wiosennego, oczywiście teraz mówię NIE-MA-MOWY, ale jak kolana przestaną boleć to pewno zaczniemy rozmawiać o planach treningowych!

17 komentarzy:

  1. super, dobrze że dobiegłaś i przeżyłaś świetne emocje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, masz rację, emocji było bardzo dużo :) i to tych dobrych - na mecie oczywiście :)

      Usuń
  2. Dota, jak schudłaś! nie mogę się napatrzeć :)
    no i gratuluję wyniku ;)
    Jednak przed startami maratońskimi jesienią, trzeba pamiętać, by trochę po asfalcie pobiegać, bo po lecie, kiedy znikamy w lesie, nogi się odzwyczajają i te 42km mogą być bolesne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak długie wybiegania pomagają w chudnięciu :)
      zgadzam się z Tobą, jak się nie trenuje na asfalcie to potem tak się cierpi, inna sprawa, że sama wiesz jakie są treningi na asfalcie więc nie ma tutaj zbyt dobrego rozwiązania.....i tak, było boleśnie...

      Usuń
  3. Świetnie. Też twierdzę że nigdy więcej, aż do następnego razu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie. Też twierdzę że nigdy więcej, aż do następnego razu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, kiedyś może i ja wystartuję w takim maratonie poza Polską... :) Ogromne gratulacje :) Motywujesz do ciągłych ćwiczeń, biegania... Nic tylko kupować sprzęt, czylibuty do biegania (w końcu dobre) i odzież i biec dalej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za miły komentarz, kolejny z linkiem/reklamą zostanie usunięty a konto zablokowane.
      Pozdrawiam
      Dota

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa