5 września 2015

Frog Race VII – II miejsce K30 na 10 kilometrów

Gratuluję koleżance pierwszego miejsca i bardzo się cieszę z mojego, drugiego bo było dużą niespodzianką, tak jak cały ten bieg.....fot. J.


Takiego tygodnia to ja nie miałam jeszcze, dwa puchary w dwóch dyscyplinach. Yaha! Z tego tak jak wiedziałam, że Kolarskie Czwartki polegają na tym, że jeżdżę po asfalcie na rowerze szosowym tak dziś…cóż dużo biegów, dużo się u mnie dzieje. Grzecznie się zapisałam, opłaciłam i pojechałam na start. A tu niespodzianka, nie biegnę po asfalcie, po atestowanej trasie tylko przełaj i to trochę dłuższy niż 10K. Ups. Jeszcze wczoraj dopytywałam się koleżanki jak tam dojechać, wspomniała o wjeździe do lasu, a ja zafiksowana na asfalt, nawet chwili się nad tym nie zastanowiłam. Pojechałam na bieg w butach, tych o których pisałam post wcześniej – na asfalt, na maraton. Przymiarka maratońska okazała się przełajowym biegiem z jednym a właściwie dwoma lekkimi, ale męczącymi podbiegami.

Jakby tego było mało, pisałam o wypróbowywaniu żeli, oj wiem już, że NIE SIĘGNĘ po Powerbara w Berlnie, oj nie. Delikatnie rzecz ujmując, na szczęście wciągnęłam żel po rozgrzewce i zdążyłam kilka razy pobiec do tojtojka. To nie jest żel, który mi służy, no chyba, że zależałoby mi na szybkim zbiciu wagi…wtedy nic tylko Powerbar.

Pewno, że to ważne doświadczenie bo wiem czego nie jeść, ale na pewno nie biegło mi się lepiej po tym żelu. Niestety z takimi odżywkami jest tak, że nie da się inaczej niż metodą prób i błędów dojść do tego co naszemu organizmowi służy.


A teraz o samym biegu, najpierw biegi dzieci, z wyjątkiem najstarszych z podziałem na płeć. Maluchy i nastolatki dostawały medale na mecie. Potem rozgrzewka przed sceną – bo w tym lesie to duża polana jest i tam było masę atrakcji dla kibiców i dzieci. Potem oficjalny start i truchcik na start ostry, oddalony o około 600m. Odliczanie i pooooooszli. Start wspólny dla dwóch dystansów. Trasa wymagająca, momenty piaszczyste, kamieniste, lekki podbieg, dużo zakrętów, ale jak ślicznie! Nie cierpię biegania w kółko – dlatego, treningi na stadionie są dla mnie takie trudne, tutaj było tak uroczo, że druga pętla też była przyjemna.

Wbiegłam na metę (48:11) odbieram krzak w doniczce i wodę i idę do auta. Przychodzi SMS, jak już miałam ruszać do domu. To szybki spacer z pytaniem do organizatorów czy jest dekoracja dla kategorii wiekowych. Słyszę, że tak, ale to są wyniki nieoficjalne. Warto było poczekać. Dostałam piękny puchar, i kosmetyki.

I co? I maratońska przebieżka okazała się prezentem imieninowym dla mnie samej. Niby imienin nie obchodzę ale jakoś tak miło…..

A za rok? Za rok ubiorę buty do przełaju i wiedząc, że będę się gonić po lesie przyjadę z innym nastawieniem ale z tym samym uśmiechem, bo dziś znów mi się to udało – przebijanie piątek itp. To działa! Jak się uśmiecham to czasy mam lepsze….


Lubię dobrze zorganizowane biegi, z przyjemną atmosferą w ładnym miejscu, polubiłam Frog Race!

Krzak zamiast medalu - uroki lokalnych biegów fot. J.

Selifie 

Szczęśliwa na pudle fot. J.

Śliczny prawda? fot. D.Szymborska

5 komentarzy:

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa